- 7 połamanych żeber odłamki z nich i liczne potłuczenia. Wszystkie opatrzone, na szczęście zrastają się bez większego problemu. Odłamki rozpuściły się same za sprawą tego całego waszego wilczego magicznego 'czegoś'. Dojdzie do siebie w ciągu paru dni ale pod żadnym pozorem nie wolno mu sie przemieniać. Gdyby wtedy tego nie zrobił doszedł by do siebie w ciagu paru godzin - informowała dokładnie moją matkę rodzicielka Matta.
Uchyliłem lekko powieki. Trzymałem się nawet nieźle. Było mi strasznie głupio że tak się dałem załatwić.
- Skończyliście już analizę badawczą? - mruknąłem zamykając zrezygnowany oczy.
Toby parsknął śmiechem.
- Z całą pewnością dochodzi do siebie - powiedział z kuchni.
Nie musiałem otwierać oczu by poczuć na sobie karcący wzrok mamy. Przez Sophie zaczęła gorąco dziękować pani doktor gdy wychodziła.
Ja natomiast czułem się kompletnie bezużyteczny. Miałem wrażenie że choć chłopacy lub Kath relacjonowali mi wszystkie wydarzenia to byłem kompletnie odcięty od informacji. Niespodziewanie w drzwiach pojawił się Cody. On już z całą pewnością był blisko całkowitego 'dojścia do siebie'.
Zamknąłem szybko oczy gdy wszedł do pokoju udając że śpię. Wiedziałem że i tak go nie nabiorę.
- Hej co z tobą ostatnio? Zachowujesz się jakby ci ktoś umarł.
A więc nawet on to zauważył? Aź tak bardzo było widac mój przedłużający się chujowy nastrój?
- Nic mi nie jest - odparłem siląc się na pogodny ton - A ty jak tam?
- Szczerze? Niby wszystko gra ale jest jakoś dziwnie. Ten Will nie przypadł mi do gustu. Matt 'ręczy' za niego że jest porządny ale chyba sam ma watpliwości. Jest strasznie arogancki. Za wszystko by się brał. Gonił na każdy patrol. Zgrywa superbohatera - Cody skrzywił się lekko. W duszy parsknąłem śmiechem. Wiedziałem że jest zazdrosny. Ja do typa nic nie miałem bo tak naprawdę go wcale nie znałem ale sądząc z reakcji chłopaków niezbyt im się spodobał. Jedynie Alberto wstawiał się za nim. I bodajże Hugo. Hm.. Moze sie zaprzyjaźnią - pomyślałem ironicznie.
- A no i bym był zapomniał - zerknął na mnie niespokojnie - Chyba nie powinienem ci o tym mowić..
- Jak zacząłeś to skończ - odparłem.
- Kręci się obok Kath - wypalił. Troskę o mnie chyba przezwyciężyła chęć abym nie lubił nowego tak jak on.
I chyba podziałało bo nagle facet zaczął mi działać na nerwy.
Oj lista wrogów coraz bardziej się poszerzała.
Ej ale chwila. Tak w zasadzie to czemu? Kath jest wolna. Ma prawo robić co chce i byc z kim chce. Od dłuższego czasu każdego dnia uparcie wmawiałem sobie że zawsze znaczyła dla mnie tyle co bliższa znajoma uratowana z tarapatów i o dziwo zaczynałem w to powoli wierzyć.
Gdy odeszła bez słowa zabijając niewinnego człowieka a pózniej doszły mnie słuchy że spotyka się z Masonem... No cóż. Zalewała mnie chłodna fala obojętności. Chcąc uniknąć bólu który niewykluczone źe pojawiłby się gdybym to jakoś wszystko dopuścił do siebie dałem się zatracić w gej fali. Gdy przychodziła opowiadając mi rożne rzeczy z nieznanego sposobu czułem się okropnie. Miałem wrażenie że choć siedzi przede mną ja i tak nic nie moge zrobić.
Stan rzeczy miał się na ten moment nie zmienić.
- Halo ziemia do Dominica - pomachał mi ręką przed twarzą Cody.
Roześmiałem się.
- Zabieraj tę łapę no.
Póżniej gdy wyszedł zasnąłem. Obudził mnie telefon i glos dziadka.
- Maria dzwoniła. Prosiła przekazać, że...
'Estela nadal cie szuka'
- Esmeranda w dalszym ciagu cie szuka. Maria jest natomiast dyskretna i nie podała jej naszego adresu. Mowi że nie podoba jej sie ta dziewczyna. I mi tak szczerze tez.
- Na szczęście to nie ty wybierasz mi dziewczyny - mruknąłem pod nosem ale tak że usłyszał.
Prychnął gniewnie.
- Idź lepiej zobacz co słuchać u Belli. Siedzi sama na zewnątrz. Dotrzymałbym jej towarzystwa ale zaraz kładę sie spać.
Zadowolony że jak coś to mama 'zrobi awanturę' Toby'emu a nie mi, ostrożnie wstałem i zaciskając zęby wyszedłem z domu.
Wyczułem że Kath od niedawna jest u nas w domu i bawi się w pokoju z Sophie. Zdziwiłem się szczerze. Ostatnio prawie w ogóle nie poświęcała czasu małej.
- Cześć Bella - mruknąłem i usiadłem ostrożnie obok niej.
Westchnęła.
- Jak się czujesz? Naprawdę ta sprzeczka miedzy wami... O taką głupotę..
Aha. Wersja dla Belli. Zastanawiałem się jak Hugo daje radę tak perfekcyjnie ukrywać przed nią swoje myśli (i to o co się naprawdę pokłóciliśmy) ale chyba pilnował się przy niej na 100 %
Sam zreszta nie sterałem się wyprowadzić jej z błędu.
- O czym tak przed chwilą myślałaś? - zmieniłem temat ale na szczęście nie przyczepiła się do tego.
- O rodzinie - rozmarzyła się - Chciałabym.. Dowiedzieć się czegoś więcej o sobie. Od paru dni mam jakieś prześwity... - umilkła nagle i zaumieniła się. Chyba pomyślała że za dużo powiedziała.
- Mógłbym ci trochę pomoc. Ja ty mój volksvagen i miasto..
Roześmiała się cicho.
- Najpierw wyzdrowiej a pózniej poproszę cię o ewentualna pomoc.
- Niech ci będzie - odparłem i zamyślony wpatrzyłem się w linie drzew.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz