Nie mogłam zasnąć, czułam nieprzyjemne dreszcze, gęsią skórkę i chłód który panuje w moim ciele, źródło było mi dobrze znane... moje zaschnięte serce. Wyszłam z pokoju i gdy zobaczyłam światło dobiegające z salonu, poczułam woń świec zapachowych, które tak bardzo uwielbiałam. Usiadłam obok Jeremy'ego, który nie mógł zasnąć. Wpatrywał się tępo w przestrzeń.
-Myślałem, że zasnęłaś. - odezwał się pierwszy.
-Nie mogę zasnąć. - szepnęłam. - Jer, przepraszam za tamto... powinnam... powinnam pomóc...
-Nie twoja wina, tłumaczyłem ci to Kathie. Ratowałem cię.
-Ale potem... oni cię zabili...
-Nie od razu. - zaśmiał się pod nosem. - Musiałem bawić się z nimi tak, by zostawili ciebie w spokoju... jednak po mojej śmierci wszystko poszło nie tak.
-Dałeś się im?
-Nie zupełnie. Zakochałem się. Pierwszy raz w istocie nadnaturalnej... pięknej wilczycy. Miała ciemniejszą skórę, długie kręcone brązowe włosy, złote oczy i była taka niziutka... - uśmiechnął się rozmarzony. - Była moja... całkowicie... zatraciłem się w miłości przez nią... była cudowna...
-Co... się z nią... stało?
-Pokłóciliśmy się. Miałem wyjechać, chciałem cię w końcu ponownie odnaleźć. Ona nie wiedziała o tobie, nie chciała bym ją opuszczał bo znała zagrożenie. Jej plemię było w niebezpieczeństwie, Klaus tylko czekał na odpowiedni moment. Gdy poszła nieprzyjemna wymiana zdań odjechałem wściekły, zostawiłem ślad na samochodzie i odjechałem... to był największy błąd... pozwoliłem jej odejść, puściłem ją. - zamilkł, a ja spuściłam wzrok.
-To była Phoebe(czyt. Fibi, jakby ktoś z was nie ogarniał XD), prawda?
-Tak. Skąd wiesz?
Przemilczałam fakt, że wybiłam jej rodzinę. To była moja sprawka.
-Obiło mi się o uszy. - szepnęłam powstrzymując skrępowanie i chęć do płaczu.
-Jednak... cieszę się, że cię odzyskałem. Nie mogłem wytrzymać w tym ciągłym wyimaginowanym świecie.
Przytuliłam się do niego.
-Dalej czuję się potworem.
-Jesteś nim w połowie Kathie. - pogłaskał moje włosy delikatnie. - To tylko połowa problemu. - zaśmiał się.
-Obiecaj, że mnie nie zostawisz...
-Musisz zacząć żyć ze świadomością, że mogą stać się różnie rzeczy...
-Jer, ja... ja nie mogę... Kiedyś byliśmy zżyci, pamiętasz? Wszystko robiliśmy razem...
-Teraz jest inny świat, jeśli chcesz mieć spokój muszę odciągać Klausa.
-Nie rób z siebie herosa. - spojrzałam na niego zapłakana. - Są inne możliwości... jak...
-Ucieczka? - spytał kpiąco. - Chcesz uciekać znowu?
-Było prościej paręset lat temu, co..? - spytałam z lekkim uśmiechem.
-Musisz znaleźć mieszkanie, wyprowadzić się, stanąć na nogi.
-Ale...
-Klaus musi widzieć, że nie mamy takiej więzi o jaką mu chodzi. - wypalił, a ja zamilkłam.
Dopiero nad ranem gdy obudziłam się ledwo z krzykiem, wystraszona koszmarem poczułam pragnienie. Sen był o całej rzece krwi, jaki głód czułam... chciałam poczuć smak krwi naprawdę. Wyskoczyłam z okna i poszłam przed siebie. Było tak rano, że jeszcze było ciemno. Po ścieżce szła jakaś kobieta, podeszłam do niej od tyłu i szybko skręciłam jej kark i rozgryzłam tętnice. Zaczęłam sączyć krew, gdy poczułam że pragnienie ustaje, walnęłam ciało na chodnik, jeszcze nie doszło do mnie to co zrobiłam.
Uciekłam z miejsca zdarzenia, weszłam do lasu, wszystkie zmysły były wyostrzone, czułam cudowny zapach lasu po deszczu, widziałam to na czerwono, to na tęczowo, czułam się jak po jakiś mocnych dopalaczach. Jednak tak działa umysł wampira po wypiciu krwi, po długiej kilkuletniej przerwie.
Tak długo umiałam się powstrzymać, jednak teraz emocje, pragnienie wzięło górę. Byłam słabsza, nie mogłam na to pozwolić... jednak jak? Skoro sił mi brak...
Usłyszałam jakby ktoś był centralnie za mną. Pobiegłam przed siebie do rzeki, nie zdążyłam do niej wskoczyć, bo usłyszałam za sobą głos Dominica.
-Czemu odeszłaś?
Odwróciłam się do niego, cała we krwi.
-N-nie możesz... nie zbliżaj się do mnie...
-Co ci się stało?
Podszedł do mnie, a ja cofnęłam się o kilka kroków w tył.
-Widszisz co zrobiłam?! Jestem POTWOREM, takim za kogo twoi kumple mnie uważają.
-Nie jesteś...
-Zabiłam człowieka w mieście. Bezlitośnie. Nie wiesz jaka byłam kiedyś, ile osób zabiłam... znów pragnienie wróciło.. po tylu latach...
-Pomogę ci...
-Nie! - krzyknęłam. - Chcesz żebym skrzywdziła twoją rodzinę?! Sophie?! Odpuść, bo kogoś zranię... muszę odejść... chociaż w mieście jest większe prawdopodobieństwo na morderstwo z mojej strony to lepiej by stało to się losowej osobie niż komuś stąd. Zostaw mnie. Z-zosta-w...
Pobiegłam przed siebie. Gdy zrobiło się jaśniej wróciłam do lasu i przemknęłam się do rezydencji pierwotnych. Rebekkah stała przed domem polerując swój czarno czerwony motor, gdy mnie usłyszała spojrzała na mnie.
-Ktoś tu wraca do siebie. - uśmiechnęła się widząc mnie zakrwawioną.
Zignorowałam ją i weszłam do środka. Stefan złapał mnie gdy miałam zemdleć, Elijah westchnął załamany.
-Znów się zaczyna...
Zaczyna się... okres, który mnie często dopadał. Okres morderstw i zabójstw, jestem niebezpieczna. Musieli coś wymyślić... tylko co tym razem...? I do czego jestem zdolna...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz