środa, 10 sierpnia 2016

Od Kath

  Spojrzałam na dziewczynę i potem na Dominica, byłam na niego wściekła za to ze zachowuje się jak dzieciak...!
-Szukałam Cię... - zaczęła dziewczyna.
-O nie nie nie kochana. - zaczęłam. - Myślę że Dominic ma zbyt wiele pań w swoim domu... czy nadal prowadzisz harem? - posłałam mu złośliwe spojrzenie. 
-Harem..? - powtórzyła patrząc na Dominica zaskoczona.
-Tak, no wiesz, jest trochę niedorozwinięty umysłowo ale radzi sobie z haremem, to ciężki przypadek...
-Ja nie... 
-Dosyć, Kath. - warknął a ja się zaśmiałam.
-Uważaj na niego, sprawia pozory. Tylko pozory. - zaznaczyłam. - No i bierze do domu każdą dziewczynę... 
-My tylko... - tłumaczyła.
-O mój boże... Spałeś z nią. - spojrzałam na Dominica. - A na mnie jesteś zły bo co?! Złapałaś jeszcze jakiegoś bakcyla od niego, fe... radziłabym iść z tym do lekarza... - ciągnęłam. 
  Spojrzałam znacząco na Dominica. 
-Dość, Katherine. 
-Ach tak? - spytałam nad wyraz spokojnie. - A mnie żeś unikał i ignorował bo?! Dupek. - warknęłam i odeszłam mijając dziewczynę.
  Co on sobie wyobraża? Jest na mnie zły o jakąś głupotę, sam wytyka mi przespanie się z Masonem a sam robi to z obcą laską! 
  Dobiłam do Masona. 
-Jak już wcześniej mówiłam... Marcel zniknął... 
-Byłem w Orleanie z ekipą ojca, nie mogłem tu być i pilnować wszystkiego.
-Nie o to mi chodzi. Po prostu... myślę, że wrócił do Orleanu... 
-Jak to? 
-A jeden z wilkołaków może się mocno wkurzyć, że zwiał... 
-Jest niebezpieczny? - spytał upewniając się.
-Jest z Nowego Orleanu... 
-Czyli bardzo niebezpieczny.
-Nie zrobi głupoty, jest przywódcą z Orleanu... wie co robi.
-Nie mają ogłady, nie panują nad emocjami, nie to co te wilki. 
-Nie znasz ich.
-A ty znasz?
-Jestem stamtąd... 
  Machnął ręką i odszedł. 
  Wracałam drogą do domu, gdy podjechał na motocyklu Will. 
-Nie masz warty? - spytałam zirytowana.
-Wieczorem. - odparł przyglądając się mi jakby chciał mnie zjeść.
  Stanęłam zła.
-Jeszcze ciebie tu brakowało! - westchnęłam. - Nie gap się tak na mnie. 
-Podwiozę cię. 
-Wkurzasz mnie nawet nic nie robiąc! - westchnęłam.
-Chodź, chyba, że znowu mam cię zabrać siłą. - uniósł brwi.
  Był strasznie przystojny, gdy na niego dłużej patrzyłam. Był tajemniczy, mroczny... taki... inny... Mało o nim wiedziałam, czułam dystans bijący od niego... jednak nadal go nie lubiłam. 
  Wsiadłam i niechętnie, z obrzydzeniem objęłam go siedząc na tyłach. 
  Gdy mnie podwiózł Matt podszedł do nas. 
-Marcel uciekł. - gdy to powiedział, Will wściekł się.
-Jak-to-kurwa UCIEKŁ? - wycedził.
-Nasłał wampiry po całym lesie, musieliśmy je wybić ale Marcela nie czuliśmy. - odezwał się Cody. 
  Will napiął mięśnie i uderzył w motocykl robiąc w nim lekkie wgłębienie. 
-Muszę wracać do Orleanu. - odparł nagle. 
-Nie. - zatrzymał go Matt. - Na pewno nie uciekł tam. Może to być tylko na odwrócenie naszej czujności...
-Gówno wiesz. - warknął na niego Will. - Wiesz czego chce, kogo chce zabić. Nie pozwolę na to.
  Matt złapał go za ramię, Will niekontrolowanie zapachnął się ale gdy spojrzał bratu w oczy uspokoił się. 
-Wiem, co przeżywasz ale musisz zachować rozum. Wyjątkowo. 
-Jestem przywódcą wilkołaków z Orleanu, nie dadzą rady...
-Z tego co wiem, są dobrze przez ciebie wyszkoleni i wiedzą co robić. Masz zastępcę. Wszyscy są bezpieczni. 
  Will zacisnął zęby.
-Idę na wcześniejszy patrol. Do rana. - wycedził i pobiegł zmieniając się w wilka. 
  Wbiegł do lasu i tyle go widziałam.
-Wszystko dobrze, Matt...? - spytałam go. 
-Tak. On po prostu taki jest. Muszę mieć na niego teraz oko. 
  Hugo i Carl pobiegli za nim. 
  A ja usiadłam na pieńku. Zastanawiałam się... nad wszystkim. Nadal byłam zła na wszystko i wszystkich... po spotkaniu z Willem jeszcze bardziej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz