Spojrzałam na dziewczynę i potem na Dominica, byłam na niego wściekła za to ze zachowuje się jak dzieciak...!
-Szukałam Cię... - zaczęła dziewczyna.
-O nie nie nie kochana. - zaczęłam. - Myślę że Dominic ma zbyt wiele pań w swoim domu... czy nadal prowadzisz harem? - posłałam mu złośliwe spojrzenie.
-Szukałam Cię... - zaczęła dziewczyna.
-O nie nie nie kochana. - zaczęłam. - Myślę że Dominic ma zbyt wiele pań w swoim domu... czy nadal prowadzisz harem? - posłałam mu złośliwe spojrzenie.
-Harem..? - powtórzyła patrząc na Dominica zaskoczona.
-Tak, no wiesz, jest trochę niedorozwinięty umysłowo ale radzi sobie z haremem, to ciężki przypadek...
-Ja nie...
-Dosyć, Kath. - warknął a ja się zaśmiałam.
-Uważaj na niego, sprawia pozory. Tylko pozory. - zaznaczyłam. - No i bierze do domu każdą dziewczynę...
-My tylko... - tłumaczyła.
-O mój boże... Spałeś z nią. - spojrzałam na Dominica. - A na mnie jesteś zły bo co?! Złapałaś jeszcze jakiegoś bakcyla od niego, fe... radziłabym iść z tym do lekarza... - ciągnęłam.
Spojrzałam znacząco na Dominica.
-Dość, Katherine.
-Ach tak? - spytałam nad wyraz spokojnie. - A mnie żeś unikał i ignorował bo?! Dupek. - warknęłam i odeszłam mijając dziewczynę.
Co on sobie wyobraża? Jest na mnie zły o jakąś głupotę, sam wytyka mi przespanie się z Masonem a sam robi to z obcą laską!
Dobiłam do Masona.
-Jak już wcześniej mówiłam... Marcel zniknął...
-Byłem w Orleanie z ekipą ojca, nie mogłem tu być i pilnować wszystkiego.
-Nie o to mi chodzi. Po prostu... myślę, że wrócił do Orleanu...
-Jak to?
-A jeden z wilkołaków może się mocno wkurzyć, że zwiał...
-Jest niebezpieczny? - spytał upewniając się.
-Jest z Nowego Orleanu...
-Czyli bardzo niebezpieczny.
-Nie zrobi głupoty, jest przywódcą z Orleanu... wie co robi.
-Nie mają ogłady, nie panują nad emocjami, nie to co te wilki.
-Nie znasz ich.
-A ty znasz?
-Jestem stamtąd...
Machnął ręką i odszedł.
Wracałam drogą do domu, gdy podjechał na motocyklu Will.
-Nie masz warty? - spytałam zirytowana.
-Wieczorem. - odparł przyglądając się mi jakby chciał mnie zjeść.
Stanęłam zła.
-Jeszcze ciebie tu brakowało! - westchnęłam. - Nie gap się tak na mnie.
-Podwiozę cię.
-Wkurzasz mnie nawet nic nie robiąc! - westchnęłam.
-Chodź, chyba, że znowu mam cię zabrać siłą. - uniósł brwi.
Był strasznie przystojny, gdy na niego dłużej patrzyłam. Był tajemniczy, mroczny... taki... inny... Mało o nim wiedziałam, czułam dystans bijący od niego... jednak nadal go nie lubiłam.
Wsiadłam i niechętnie, z obrzydzeniem objęłam go siedząc na tyłach.
Gdy mnie podwiózł Matt podszedł do nas.
-Marcel uciekł. - gdy to powiedział, Will wściekł się.
-Jak-to-kurwa UCIEKŁ? - wycedził.
-Nasłał wampiry po całym lesie, musieliśmy je wybić ale Marcela nie czuliśmy. - odezwał się Cody.
Will napiął mięśnie i uderzył w motocykl robiąc w nim lekkie wgłębienie.
-Muszę wracać do Orleanu. - odparł nagle.
-Nie. - zatrzymał go Matt. - Na pewno nie uciekł tam. Może to być tylko na odwrócenie naszej czujności...
-Gówno wiesz. - warknął na niego Will. - Wiesz czego chce, kogo chce zabić. Nie pozwolę na to.
Matt złapał go za ramię, Will niekontrolowanie zapachnął się ale gdy spojrzał bratu w oczy uspokoił się.
-Wiem, co przeżywasz ale musisz zachować rozum. Wyjątkowo.
-Jestem przywódcą wilkołaków z Orleanu, nie dadzą rady...
-Z tego co wiem, są dobrze przez ciebie wyszkoleni i wiedzą co robić. Masz zastępcę. Wszyscy są bezpieczni.
Will zacisnął zęby.
-Idę na wcześniejszy patrol. Do rana. - wycedził i pobiegł zmieniając się w wilka.
Wbiegł do lasu i tyle go widziałam.
-Wszystko dobrze, Matt...? - spytałam go.
-Tak. On po prostu taki jest. Muszę mieć na niego teraz oko.
Hugo i Carl pobiegli za nim.
A ja usiadłam na pieńku. Zastanawiałam się... nad wszystkim. Nadal byłam zła na wszystko i wszystkich... po spotkaniu z Willem jeszcze bardziej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz