środa, 10 sierpnia 2016

Od Dominica

Gdy Kath odeszła Estela długo milczała. Ja nie wiedziałem gdzie podziać wzrok a niezręczna cisza się nasilała. W koncu nie wytrzymałem.
- Nie chciałem żeby to tak wyszło.
Nie odpowiedziała tylko wpatrywała sie we mnie zamyślona.
Nagle naprawdę poczułem sie jak kompletny dupek.
- Estela było naprawdę miło ale..
Prychnęła.
- Miło..
Chyba zauważyłem w jej oczach błysk jakiegoś płynu... O nie nie tylko nie to tylko nie płacz, pomyślałem gorączkowo.
- Wiesz że cie lubię i jeśli tylko chcesz to...
- Kochasz ją? - przerwała mi gwałtownie.
- Że co? - zatkało mnie. 
- Katherine. Kochasz ją? 
- Czemu pytasz? - wybrnąłem gładko.
Przygryzła wargę i spuściła wzrok. Z brody skapnęła jej łza.
Poczułem się podle. Zrobiło mi się jej okropnie szkoda. Westchnąłem i podszedłem do niej.
- Ej nie płacz... Wszystko się jakoś ułoży zobaczysz - byłem marnym pocieszycielem ale starałem się. Objąłem ją lekko i przeciągnąłem mocniej do siebie.
- Z mojej strony nic juz więcej nie będzie - szepnąłem delikatnie - Mozemy sie przyjaźnić jeśli chcesz..
Odsunęła się po chwili i pokręciła głową.
- Wybacz ale na razie... Sam rozumiesz. Jak coś dam ci jakos znać - uśmiechnęła sie lekko i wsiadła na motocykl - I staraj się Dominic. Walcz o ważne ci osoby - rzuciła i odjechała.
Jeszcze chwile stałem jak kołek na tej drodze. W koncu odwróciłem się i zamyślony wróciłem do domu.
Tam panowało jakieś dziwne poruszenie. Odrazu stwierdziłem że coś się stało. Carl Alberto i Flynn krążyli w kółko jakby czekając na coś. Cody podbiegł do mnie szybko blady na twarzy.
- Co sie stało? - spytałem zaniepokojony wchodząc do środka i nie widząc ani Toby'ego ani Sophie ani mamy przestraszyłem się lekko.
- Z nimi wszystko w porządku - powiedział szybko Cody widząc mój wzrok.
- To co się stało?
- Bella... - zawiesił się wpatrując się w swoje dłonie.
- Bella jest w szpitalu - oznajmił Alberto wchodząc do środka - Wszyscy juz tam pojechali. Toby jakieś 20 minut temu. Sophie i twoja matka tak sie uparły że tez jadą że staruszek nie miał wyjścia.. Prosił żeby ktos z nas został i przekazał ci ta informacje.
- Ja zgłosiłem się odrazu - powiedział dumny Cody.
- Ale przyczepiły się jeszcze jakieś dwa głupki co nie młody? - spytał Carl wchodząc do środka, a za nim Flynn.
- A ja postanowiłem ich mieć troche na oku.. - mruknął Alberto.
- Nie traktuj nas jak dzieci Albi - odparł z przekąsem Flynn - jesteśmy od ciebie niedużo młodsi..
- Dobra juz - przerwałem im ściskając sobie nasadę nosa - Jedzmy jak najszybciej.
Zabraliśmy się w 5 moim volksvagenem. Droga dłużyła mi sie niemiłosiernie. Chłopacy miedzy soba wymieniali ciche uwagi na temat tego tajemniczego Marcela i ten inwazji pijawek w lesie. Szczerze żałowałem że mnie tam nie było jednak nie to było najważniejsze w tej chwili.
 Gdy dotarliśmy na miejsce wszyscy tam byli. Toby prawie przyklejał nos do szyby. Nigdy nie widziałem dziadka tak bardzo przejętego czyimś losem. Ściągnął swoją surową i zgorzkniałą maskę i pokazał naprawdę jak się okropnie martwi. Mama siedziała na krześle a Sophie przytulała się do jej boku. Matt rozmawiał o czymś szybko z Willem w kącie. Nie mogło tez zabraknąć Huga który chodzil po korytarzu tam i z powrotem. Gdy mn zobaczył odwrócił spięty wzrok.  Jednak bardziej od niego zainteresował mnie nieznany mi chłopak stojący pod ściana i przyglądający się z ciekawością całej naszej 'ekipie' na przemian rzucając ochronie nieprzyjemne spojrzenia.
To musiał byc ten cały Adam.
Nie wahając się długo podszedłem do niego.
- Jeteś Adam tak? - upewniałem się
- Taak... - odparł powoli - A ty to kto?
- Dominic. Przyjaciel Belli - uściśliłem.
Zacisnąłem usta.
- Ona ma na imię Julia.
Uniosłem brwi ale nie chciałem sie sprzeczać. Dla mnie i tak miała zostać juz na zawsze Bellą.
- Co z nią? - spytałem zaniepokojony.
- Powtarzałem to juz tym wszystkim ludzią od ciebie chyba ze 3 razy. Ale dobrze powtórzę jeszcze raz. Lekarz twierdzi ze pod wpływem nagłego odzyskania przez nią całej pamięci wpadła w taki stan.
- Ciekawe kto jej w tym pomógł - mruknąłem złośliwie nie mogąc sie powstrzymać.
- Zasługiwała na to by poznać prawdę o sobie - odparł poważnie.
Moze i miał racje ale i tak winiłem go za stan w jakim znajdowała się Bella.
- Co mówią lekarze?
- Narazie jest w śpiączce...Nie wiadomo co z nią będzie.
Zasępiłem się i zerknąłem w stronę korytarza. W tej samej chwili zauważyłem wchodząca przez drzwi Kath... A za nią Masona. Zacisnąłem zęby i popatrzyłem w druga stronę.
Teraz najważniejsze bylo czy Bella dojdzie do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz