Szybko doszła do mnie wieść o nowym wilkołaku, który w pełnie nie zupełnie się kontroluje. Miałam świadomość, że podejrzenia mogą paść na znajome mi wilki, wobec tego musiałam znaleźć winowajcę zanim Dean i ta jego niunia zaczną węszyć na nie swoim terenie. Pamiętałam o nowym wilkołaku, Ricku, który pojawił się wraz z tajemniczą Jenną. Współpracują ze sobą, na to wygląda. Wilkołak i łowca... ciekawe.
Skierowałam się w stronę domu pierwotnych na rozmowę z kimkolwiek, by dowiedzieć się kto to mógł być. Wampiry które służyły pierwotnym mogli coś zauważyć, a mają rozkaz nie atakowania nikogo tylko bacznej obserwacji, oczywiście dopóki nie zagraża im samym niebezpieczeństwo.
Elijah opierał się wyluzowany o mur domu, wpatrywał się w przestrzeń. Od kilkunastu metrów wcześniej wiedział, że idę.
-Wiesz po co przyszłam? - spytałam pewna siebie.
-Oświecisz mnie?
-Wiecie który to wilkołak się panoszy po lesie?
-Pewnie twoja psiarnia. - parsknął.
-Nie kpij sobie.
-Myślisz, że my wiemy wszystko? Schlebiasz nam. - spojrzał na mnie.
-Tak, wy zawsze wiecie wszystko. Dlatego tu jestem.
-Miło. - uśmiechnął się. - Aczkolwiek zawiodę cię, nie wiem nawet o co chodzi.
-Nie udawaj. Wampiry są w większości lasu na patrolach.
-Ale nie na części wilkołaków. Zasady to zasady, prawda, Katherine?
-Chcę wiedzieć kto to.
-Porozmawiaj ze Stefanem, on miał ostatnio patrol po większej części lasu.
-A więc gdzie Stefan?
-W domu.
-Właściwie na co ty czekasz? - spytałam jeszcze zanim odeszłam. Dziwne, że był tutaj sam i bez najmniejszego powodu.
-W domu jest łowca który kłóci się z Damonem codziennie... nawet atrakcyjny, bardzo atrakcyjny łowca.
-Mówisz o Jennie?
-Skoro tak ma na imię...
-Boisz się jej?
-Nie, po prostu strzela po całym domu gdy tylko Damon wspomni jakąś sytuację z przeszłości. Stwierdziłem, że nie będę przeszkadzać bo jak dostanę od niej w ramię to krwawo się to skończy. A słyszałem, że jest potrzebna.
Spotkałam Stefana w garażu jak pakował do bagażnika bronie. Były jak nie z tej ziemi, zupełnie odjechane i niesamowicie wyglądające. Stefan spojrzał się na mnie, wiedział o co chodzi. Sam wybierał się na zwiady.
-Jednak coś wiesz? - uśmiechnęłam się.
-Wie to Jenna, ale nic mi nie chce wyjawić.
-Co Jenna ma wspólnego z mordującym wilkołakiem?
-Wydaje mi się, że sporo. A poza tym chyba ktoś chce wrobić twoje psie towarzystwo... I o dziwo to nie my.
-Też chcę wiedzieć kto to! Nie jesteś z Jenną jedynymi łowcami... Ktoś może zagrażać..
-Dean nic nie zrobi. Najwyżej się spotkamy. - wzruszył ramionami. - Porozmawiaj z Jenną, radzę. I powiedz, by zaraz do mnie przyszła. Idzie ze mną.
Uniosłam brwi.
Może jednak to dobra rada? Weszłam do domu i starałam się wykryć źródło strzelaniny. Dom był naprawdę ogromny, posiadłość pierwotnych była lekko zapuszczona, ale i bardzo ładna na swój oryginalny sposób. Spędzałam tu wiele czasu, przecież jeszcze za czasów moich i Klausa wiele lat tu mieszkałam zanim zapragnął mnie zabić i zagarnąć wszystko co należało przez wieki do mojej rodziny...
-Pieprz się!
-Z tobą mogę. - roześmiał się Damon i wpadł na mnie. Usłyszałam strzały, zaraz potem zbiegła Jenna.
-Nie broń go bo was oboje rozstrzelam.
-Może załatwicie swoje niedokończone sprawy kiedy indziej... mam do ciebie sprawę, Jenno.
Zdziwiła się i kazała Damonowi wyjść. Nie musiała go długo prosić, sam szybko wyszedł.
-Czego chcesz? - warknęła oschle.
-Wiesz... bo miała miejsce sprawa, która doszła do mnie dziś rano.
-A mianowicie?
-Wilkołak szaleje, i to nikt ode mnie.
-Sugerujesz coś?
-Czy to nie Rick? - spytałam prosto z mostu a ona się wściekła.
-Co?
-Po prostu się zastanawiam...
-Nie oskarżaj Ricka o takie rzeczy, jasne? Nigdy nikogo nie skrzywdził, oczywiście mam na myśli człowieka.
-I co? Może go za dobrze nie znasz?
Bałam się lekko z nią dyskutować. Była bardzo porywcza, nerwowa i wystrzałowa, i to dosłownie wystrzałowa.
-Nie sądzę, byś miała o naszej relacji jakiekolwiek pojęcie.
-Dlatego chcę wiedzieć czy nie posyłam fałszywych oskarżeń.
-Posyłasz. - odburknęła. - Nie wtrącaj się, jasne? Bo pożałujesz. Wiesz ile mam głów na koncie takich jak ty? Takich pijawek? Wilkołaków? Innych stworzeń? Z twoją głową zrobiłabym zdjęcie pamiątkowe.
-Skoro to fałszywe oskarżenia to gdzie się podział Rick?
-Nie wiem, nie przywiązuję go do kaloryfera. - parsknęła zirytowana.
-To źle. - uśmiechnęłam się złośliwie.
Tylko na mnie patrzyła.
-Zabawna z ciebie osoba. Jednak zapewniam, że Rick nie ma nic wspólnego z morderstwami niewinnych ludzi, niszczeniem czyjegoś mienia czy cokolwiek co sobie ubzdurałaś! Jest moim jedynym i najlepszym kumplem od dziecka, nigdy nie zrobiłby czegoś takiego nie mówiąc mi o tym. Spytaj może Klausa, hm? On jest wilkołakiem, prawda?
-Jest w New Yorku.
-Może wrócił ale o tym nie wiecie? - zaśmiała się. - Słuchaj, dziewczynko. Nie obchodzi mnie to. Nie dzieje się to na moim terenie, macie tu swoich łowców. Nie wtrącam się...
-Właśnie, Stefan kazał ci jechać z nim. Jeśli to rzeczywiście Rick to masz na niego jakiś wpływ. - posłałam jej złośliwe spojrzenie i Jenna wyszła.
Wróciłam do domu... Ciekawe, czy Dominic już jest...?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz