środa, 10 sierpnia 2016

Od Julii

Wiedziałam że nie chce rozmawiać o Kath. Nie wiem czemu zapytałam.
-Spotkałam się z nim.-powiedziałam.
-Miałaś nie szukać nic na własną ręke. Nie sądzisz że może on wykorzystać twoją utratę pamięci?
-Powiedział mi jak się poznaliśmy.
-I?-zapytał ciekawy.
Przygryzłam wargę wpatrując się w fale.
-Powiedział że spotkaliśmy się w zakładzie.
-Jakim?
-Dla chorych psychiczne.
Nie musiałam patrzeć na niego, wiedziałam jaką ma minę.
-Pomagaliście tam?
-W tym rzecz że najwyraźniej nie. Nie wiem co o tym myśleć. Jestem wariatką? Muszę nią być dkoro tam byłam..
-Do takich szpitali nie trafiają tylko chorzy psychicznie. Także ludzie z problemami na przykład uzależnieni od narkotyków.
-Nie przypiminam sobie bym brała.. Ale w sumie czy to nie możliwe? Niestety możliwe.. Nie wiem.. Ale wydaje mi się że on mówił prawdę.
-Zamierzasz się jeszcze z nim spotkać?
-Nie wiem.. Z ostatniego spotkania uciekłam. Potem przyszedł do motelu.
-Kim on w ogóle jest?
-Wiem tylko jak ma na imię.
-Hmm?
-Adam
-Nie znam stąd nikogo takiego.
-Musi nie być tutejszy.
Usłyszałam wycie. Był to Hugo.
-Czas na mnie. Nie mogę opuścić warty.
Dominic nie był zadowolony ale wiedział że muszę iść.
-Spotkamy się w domu?-zapytał.
-Tak.
-Dziś nie wrócisz późno?
-Nie wiem. Chciałabym od razu po warcie.
-Oks. Jutro mogę z tobą pojechać na to spotkanie z Adamem.
-Nie chciałabym go przestraszyć twoją obecnością ale możesz być w pobliżu. Pójdę z nim do parku. Bądź niedaleko.
-Dobrze.
-Do zobaczenia-powiedziałam i zaczęłam biec.
Obdpiegłam kilka metrów i skoczyłam.
Wylądowałam na czterech łapach.
Zawyłam a potem zbowu pobiegłam.

***

Po skończeniu warty Hugo uparł się że odprowadzi mnie do domu. Ja jednak nie chciałam by to robił.
-Nadal zła?-zapytał kiedy byliśmy już w ludzkich postaciach.
-Tak.
-Przejdzie Ci?
-Nie wiem. Zachowaliście się jak gówniarze!
-To on mnie pierwszy zaatakował.
-Nie obchodzi mnie kto zaczął. Też się biłeś.
-Miałem pozwolić mu mbie zaatakować?
-Tego nie powiedziałam. Oboje jesteście winni.
-Z nim normalnie rozmawiasz.
-Zachowujesz się jakbyś był zazdrosny!-wypaliłam.
-A jak tak?
-Jesteśmy tylko kolegami. Nie masz wiec po co być zazdrosnym.-odparłam a w jego oczach zobaczyłam smutek.
Zdziwilam się.
-Co jest?-odparłam.
-Nie przyszło ci nic do głowy? Może.. A zresztą nieważne. Cześć!-burknął i odbiegł a po chwili się przemienił.
Czy on właśnie.. Czy ja mu właśnie dałam kosza?
Przecież ja nie chciałam mu narobić nadzieji! Zachowywałam się wobec niego jak do kolegi...
A jeśli on.. Najwyraźnirj tak.
Westchnęłam. I co ja mam teraz zrobić?
Zła kopnęłam kamień.
-Nie poszło tak jak chciałaś?
Odwróciłam się w strone źródła głosu. Teraz jeszcze bardziej byłam zła.
-Nie twoja sprawa! Nie uczyła Cię mama by nie podsłuchiwać?-warknęłam i odeszłam zła od brata przyrodniego Matta.
Co za dupek! Nie polubię go chyba nigdy..

***

W domu zobaczyłam Tobyego. Od razu musiał wyczuć że nie jestem w humorze.
-Choć Bello. Co się stało?-usiadłam na przeciwko niego na werandzie za domem.
Nalał mi soku z wodą.
-Nic nie idzie tak jakbym chciała. Wszystko się komplikuje.. Mam dość!
-Co mianowicie? Powiedz mi wszystko a postaram się pomóc.
-Do miasta przyjechał chłopak który twierdzi że mnie zna.
-Co w tym złego?
-Jego zdaniem jestem wariatką.
Toby spojrzał się na mnie zdziwiony.
Westchnęłam.
-Sądzi że poznał mnie w zakładzie psychiatrycznym.
-I co w tym złego? Czy nie chciałaś poznać tego kim jesteś?
-Nie sądziłam że taka będzie.. prawda..
-Nie wszystko jest takie jakbyśmy chcieli. Ale to chyba nie wszystko..?
-Niestety nie.. Do tego pokłuciłam się z Hugiem. On chyba.. Coś do mnie czuje.
-Odwzajemniasz jego uczucia?
-Sama nie wiem. On jest dla mnie jak brat, kolega, dobry kolega.
-Nic na siłę. On to powinien wiedzieć.
-Tak ale.. Zraniłam go. On jest zazdrosny o mnie.. Powiedziałam mu że jest moim kolegą i nie powinien.. Wtedy jeszcze nie wiedziałam że on coś do mnie czuje.
-Nieodwzajemnione uczucia bolą..
-I co ja mam zrobić?-zapytałam bezradna.
-Porozmawiaj z nim. Rozmowa zawsze pomaga.
-A jak on nie będzie chciał?
-Wtedy to już jego sprawa.
Westchnęłam a Toby mnie przytulił.
-Ehmm.. Nie przeszkadzam?-usłyszałam Dominica.
-Nie.. -powiedziałam smutnym głosem.
-Coś się stało?-zapytał wnuk Tobiego.
-Idęndo domu a wy sobie porozmawiajcie dzieci..
Toby wyszedł a ja odprowadziłam go wzrokiem.
-Co jest Bella?-zapytał ponownie Dominic.
-Mogę Cię prosić o radę?-zapytałam
-Jasne.
-Co byś zrobił jakby jakaś osoba która jest Ci.. bliska ale nie tak w sensie jak sympatia.. Darzyła cię uczuciem a ty tego nie odwzajemniał? Co zrobiłbyś? Jakbyś się wobec niej zachował?
Westchnęłam patrząc na niego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz