Po dwóch dniach czułem że jestem już w stanie wrócić do normalnego życia. W nocy gdy wszyscy spali przekradłem się do okna uważając by nikt mnie nie usłyszał i wyskoczyłem przez nie ostrożnie.
Zacisnąłem zęby i przemieniłem się na skraju lasu. Dochodziła 4. Opadłem na cztery łapy oczekując fali bólu i... Całe szczęście nie doczekałem się.
Zawyłem ze szczęścia i potruchtałem przed siebie. Skupiłem się i z radością wyłapałem myśli Carla i Flynna.
Dominic to ty?!, krzyknął telepatycznie Flynn.
Odetchnąłem głęboko wciągając leśne powietrze. Nawet nie zdawałem sobie sprawy że tak mi tego brakowało.
Już do ciebie bieg..., zaczął Carl lecz przerwał mu inny, nieznany głos.
Dominic McKagan? Ten który nie miał obejmować żadnych wart przez parę dni przez bezsensowną bójkę?
Stanąłem jak wryty. Wyczułem nasilająca się irytację Carla i niepokój Flynna.
Tak to ja. Bo co?, burknąłem.
Nie ruszaj się stamtąd zaraz będę, oznajmił chłodno.
Zacząłem się okropnie irytować. Swoje myśli jednak zatrzymałem dla siebie wiedząc że jestem 'na podsłuchu'.
W pewnym momencie usłyszałem jego kroki, a po chwili wyłonił się z liści on sam.
To w jaki sposób sie wczesniej do mnie zwrócił nie zirytowało mnie tak jak to że miał taki sam kolor sierści jak ja. W stadzie tylko ja byłem 'czarny'. Matt był śnieżnobiały podobnie jak Bella. Hugo był rudawy, Flynn szary* a Alberto piaskowy niczym golden retriver. Carl był ciemno brązowy za to Donato który miał do nas wrócić na dniach podobnie jak brat tylko bardziej 'biszkoptowy'. Sierść Cody'ego przypominała mleczną czekoladę.
Nikt z nich oprócz braci (Alberta i Donata) nie miało nawet podobnej sierści. Moze to było głupie że tak mnie to zirytowało ale ogólnie ten typ zaczął działać mi na nerwy nawet bardziej niż Hugo. Z ulgą wypatrzyłem że jego sierść w słońcu była bardziej brunatna a moja bez zmian czarna jak smoła. Miałem też szarą łatę na prawej łapie. Wzrostem niewiele sie różniliśmy. On był wyższy w przedniej części tułowia za to ja wyżej miałem plecy. Zastanawiałem się jak to teraz będzie. Jeśli był bratem alfy to jaką miał pozycję? Ja zawsze oscylowałem miedzy betą a omegą. Nigdy nie zawracałem sobie głowy takimi głupotami. Po prostu zawsze wiedziałem że jestem prawą ręka Matta na przemian z Albertem i robiłem to co do mnie należało. A teraz? Jeśli ten kretyn mial mi wydawać polecenia...
Nie jestem tu na stałe, ale jeśli chodzi ci o to jesteśmy na równi, odparł słysząc moje myśli.
Na równi?, prychnąłem
Zignorował mnie za to zaczął od innej strony.
Matt nie będzie zachwycony jeśli dowie się że zignorowałeś polecenia jego i jego matki i przemieniłeś się przed czasem.
Lepiej pilnuj siebie, poradziłem mu i odwróciłem sie idąc przed siebie powoli.
Nagle zapałałem niewytumaczalna sympatia do Huga.
Nie mieliśmy sie okazji jeszcze poznać. Jestem Will, powiedział a ja zatrzymałem sie w miejscu.
Przekręciłem powoli łeb do tylu i kiwnąłem mu.
Dominic. Proponuje żebyśmy sobie nie wchodzili w drogę.
Jak chcesz, odparł ugodowo i odszedł.
Kątem oka zauważyłem szarą i brązowa plamę. Słyszałem że obydwaj odetchnęli z ulga. Obawiali się po ostatnim znów wplątam sie w bójkę.
Nie martwcie się, jeszcze nad sobą panuje, mruknąłem odchodząc.
Zanim zdążyli mnie dogonić przemieniłem się z powrotem w człowieka i ruszyłem wolnym krokiem na plaże. Ocean jak zawsze był zimny ale lubiłem na niego patrzyć. Niespodziewanie zauważyłem na kłodzie siedząca Bellę.
Zdziwiony podszedłem do niej i przysiadłem się. Drgnęła wyrwana z zamyślenia i popatrzyła na mnie.
- Co ty tu robisz o piątej rano? - spytałem zdziwiony.
- Zaraz idę na warte... Poza tym chciałam trochę posiedzieć i.. Pomysleć.
- To ja moze zostawię cie sama - odparłem i zacząłem sie podnosić.
- Nie, nie zostań. Przyda mi sie towarzystwo.
Milczeliśmy przez dłuższa chwile oglądając spienione morze.
- A właściwie to co ty tu robisz? Nie powinieneś odpoczywać?- naskoczyła na mnie niespodziewanie.
Miała taka zacięta minę ze wybuchnalem śmiechem.
- Daj spokój przecież nic mi nie było. Ten mechanizm juz dawno sie zrósł - pokazałem na swoje żebra.
- Jak chcesz. Ale jeśli cos ci sie stanie nie bede cie zbierać z ziemi...
Parsknąłem śmiechem
- Aż taki delikatny to ja chyba nie jestem.
Przewróciła oczami.
- A co z tym twoim nieznajomym? - spytałem.
- A co z Kath?
Roześmiałem sie wpatrując sie dalej w ocean.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz