niedziela, 7 sierpnia 2016

Od Julii

Cały dzień pomagałam mamie Dominica i rozmawiałam z Tobym grając w szachy.
-Późno wczoraj wróciłaś-zauważył na moje nieszczęście.
-Nie mogłam spać.
-Na pewno dlatego?
-No dobrze.. Spotkałam się z Hugiem.
-Z nim? A co wyście po nocy robili?
-Postanowiłam dołączyć do watahy. Uczy mnie jak być wilkiem.
-Nie wpadnij w tarapaty.
-Dobrze, postaram się
-Bello traktuję Cię jak własne dziecko.. Mimo iż znam Cię niedługo jesteś mi bliską osobą. Nie chcę by coś złego Cię spotkało.
-Dobrze Toby będę na siebie uważała.
Przytulił mnie.

Wieczorem wzięłam od mamy Dominica przygotowane ciasto dla Cody'iego i poszłam spacerem do jego domu. Było z nim coraz lepiej. Zapukałam.
-Hej Bella-otworzył mi.
-Hej. Jak się czujesz?
-Coraz lepiej!
-To dobrze. Przyniosłam Ci ciasto od Dominica mamy.
-Hmmm to to tak świetnie pachnie.
-Twoje ulubione.
Weszliśmy do kuchni. On nadal był wyczerpany ale fakt.. wyglądał o niebo lepiej.
Usiedliśmy przy stole.
-A ty jak?
-A coraz lepiej mi idzie. Hugo mi wiele pokazał.
-Hugo? Ty i on..
Wiedziałam co ma na myśli.
-Hugo mi pomaga.-powiedziałam szybko.
Ale czy byłam na sto procent pewna że on mi tylko pomaga? Ostatnio dziwnie się zachowywał.. No ale chyba.. Nie to nie możliwe!
-Niech Ci będzie-powiedział zjadając kawałek ciasta.
Poczułam jak coś wibruje w mojej kieszeni.
Wyjęłam niedawno zakupiony telefon i spojrzałam na wyświetlacz.
Przyszedł mi sms od Huga.
"Dziś w nocy tam gdzie zawsze o tej co zawsze"
-Kto to?-zapytał Cody jedząc drugi kawałek ciasta.
Apetyt mu dopisywał, to dobrze.
-Muszę coś załatwić. Jakbyś czegoś potrzebował to daj znać.
Wstałam a on odprowadził mnie kulejąc do drzwi.
-Dzięki za ciasto.
-Nie ma sprawy. To do zobaczenia i wracaj już do zdrowia!
Pomachałam mu idąc. Odmachał. Fajny chłopak. Dwa lata młodszy ode mnie ale o tym świecia jak się okazało pare tygodni temu.. Wiedział więcej niż ja.
Spacerem dotarłam do domu. Toby oglądał telewizję.
-Idę pobiegać
-Znowu z Hugo?
-Pomaga mi!-zaśmiałam się idąc do pokoju gościnnego w którym zamieszkiwałam od mojej pierwszej przemiany.
Przebrałam się w wygodniejsze ubrania poczym wyszłam z domu. Wieczór był dosyć ciepły. Zaczęłam biec truchtem w syrine lasu a kiedy tylko przekroczyłam pierwsze drzewa przemieniłam się.
Dochodziła 23 kiedy dobiegłam do ławki. On już czekał.
-Hej.
-Co tak długo?
-Byłam u Cody'ego.
-Po co?
-Przyniosłam mu ciasto i chciałam zobaczyć jak się trzyma.
-Ok.
-A dlaczego pytasz?
-Tak po prostu. Musimy się śpieszyć. Za 3 godziny Dominic i Carl zaczynają nocną wartę.
-I co z tego?
-Nie sądzisz że.. Mogli.. By mieć coś przeciwko że biegasz po nocy w lesie?
-Niby czemu? Jestem tu przecież z tobą! Nic mi się nie stanie!-zaśmiałam się ale bardziej wyglądało to na radosne ujadanie.
-Oks niech ci będzie
-To co dziś robimy?
-Wiesz.. Myślałem by dziś dla odmiany poprzebywać troche w ludzkich postaciach.
-W ludzkich postaciach?
-No może byśmy gdzieś poszli?
-Gdzie?-zdziwiłam się.
-Bar jest otwarty całą noc. Napijemy się, potańczymy.. Byłoby miło.
-Mieliśmy trenować.
-Jeden raz możemy odpóścić.
-No nie wiem..
-Nie daj się prosić..
-W sumie.. Nic się chyba nie stanie jak raz się zabawimy a nie będziemy trenować..
-I to rozumiem!!!

***

Przebrali w ludzkich postaciach pojechaliśmy jego motorem do baru. Hugo zamówił nam po piwie. Zapowiadało się fajnie.
-I jak?-zapytał kiedy siedzieliśmy przy barze i piliśmy.
-Fajnie. Nie wiem czy byłam w barze kiedyś ale w swoim nowym życiu to mój pierwszy raz. Tylko bym się bie opiła.
-Spokojnie Bells. Nawet jak się opijesz to cię odprowadzę do domu.
-Wolałabym nie robić problemu u Dominica.
Hugo przewrócił oczami.
-To pójdziesz do mnie.
-Do ciebie? Nie.. Toby i reszta by się martwili a poza tym to nie wypada.
-Oj tam.
Uśmiechnęłam kończąc piwo.
Wróciliśmy bardzo późno.. A raczej wcześnie bo leciutko po 6 rano. Upierałam się by pójść na pieszo bo przecież Hugo pił ale ten się uparł że da rade kierować. On w porównaniu do mnie to nie był za bardzo pijany. Ja ledwo co się na nogach trzymałam.
Zatrzymał się na rogu podwórka Dominica.
-Może jednak zmienisz decyzję i pojedziesz do mnie.. Tam nikogo byś nie obudziła ani nic.. Bez przypału jak to się mówi.
-Nie, lepiej wrócę do domi Dominica.
Hugo przewrócił ponownie tej nocy oczami.
-Za bardzo się thm wszystkim przejmujesz. Czemu nie wrócisz do motelu Marii?
-Tu mi dobrze a rodzina Dominica jest na prawde miła.
Zachwiałam się i omało nie upadłabym gdyby nie silne ramiona Huga.
-Uważaj.
Był o wiele za blisko! Musiałam zadziałać. Lampka w mojej głowie zapaliła się pomimo sporzycia alkoholu.
Odsunęłam się od niego.
-Dzięki i cześć.
Odwróciłam się i chwiejnym lecz w miare stabilnym krokiem skierowałam się do domu. Weszłam po cichu nikogo nie budząc. Otworzyłam drzwi od "swojego" pokoju i od razu położyłam się na łóżku.
Nie miałam nawet siły się rozebrać. Zasnęłam wraz z "pijacką karuzelą" w głowie.
Oj jak się obudzę to będę żałowała tych wszystkich procentów które wypiłam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz