sobota, 6 sierpnia 2016

Od Julii

Działo się sporo. Cody był ranny i mógł umrzeć. A o co chodziło pomiędzy Dominicem a Kath to w to już się nawet nie chciałam mieszać.
Kiedy wszyscy się rozeszli zostałam sama z Hugiem.
-Bardzo z nim źle?
-Yhm..-westchnął.
-Mogłabym jakoś pomóc?
-To za bardzo niebezpieczne.
-Nie jestem dzieckiem! Dam na pewno radę coś zrobić. Obiecałeś mi że mnie wyszkolisz.
-Eh.. Fakt. Wiesz ztobimy tak. Dziś to ja przejmuje nocną wartę wraz z Flynnem. Może pójdziesz ze mną?
-A Flynn nie będzie miał nic przeciwko? Co na to Matt?
-O 23 bądź w postaci wilka w lesie obok naszej ławki.
Naszej? Hmmm.. Co to ma znaczyć?
-Dobrze.
-Ja zagadam z Flynnem. Może uda mi się coś zdziałać.
-Byłoby fajnie. Nie chce siedzieć i patrzeć na to wszystko. Chcę się na coś przydać.
-To o 23.-powiedział i spojrzał gdzieś za mnie.
Odwróciłam się i zobaczyłam Dominica. Przyglądał się nam.
-To ja już idę. Do zobaczenia-powiedział Hugo i złapał moją ręke-Przyjdziesz?-upewnił się
-Tak.
-To świetnie.
Odchodząc puścił moją ręke musając palce. Uśmiechnął się i poszedł.
Poszłam w stronę domu rodzinnego Dominica.
-Co chciał?-warknął.
-Rozmawialiśmy tylko.
-Yhm..
Spojrzałam się na niego dziwnie. Już miałam się zapytać o co mu chodzi lecz dziś już nie miałam ochoty i siły na nic. Minęłam go.
-Idę spać. Dobranoc.-powiedziałam wchodząc do domu.

***

Przespałam się kilka godzin a o 22.30 wymknęłam się z domu. Kiedy tylko wbiegłam do lasu przemieniłam się. Swoje ubrania schowałam za drzewem w krzakach.
Nigdy nie przyzwyczaję się chyba do tej "nagości" przemian.
Zaczęłam biec w stronę dobrze znanego mi miejsca. Kiedy dobiegłam tam zobaczyłam chłopaków w wilczych postaciach.
-Nadal mi się to nie podoba.-burknął Flynn.
-Trzeba dać jej szanse. Nie będzie się wychylać. Nauczy się tropić. Każdy z nas tak zaczynał.
-Ja idę.. Uważaj na nią.
Flynn odbiegł a ja zostałam z Hugiem.
-I co teraz?-zapytałam.
-Zobaczysz.
Chodziliśmy po lesie i pilnowaliśmy czy wszystko jest dobrze. Czułam słaby zapach jakiejś istoty ale Hugo powiedział że ten zapach jest już stary.
Było fajnie. Czasem się wygłupialiśmy a czasem trenowaliśmy. Polubiłam go. Przynajmniej on chciał mnie trenować w odpowiedzi sposób. Chyba lepsza jest praktyka od teorii co nie? To znaczy mam teorie i ją znam ale teraz trzeba ćwiczyć to w praktyce. I Hugo mi umożliwiał to.
Przed 2 w nocy spotkaliśmy się z Flynnem znowu przy ławce.
-I jak?-zapytał Hugo.
-Słaby zapach pijawki. Musiała tu być ze dwa dni temu.
-Po naszej części to samo.
-Nie podoba mi się to.
Chwile jeszcze rozmawialiśmy a potem rozeszliśmy się. Hugo odprowadził mbie pod skraj lasu za domem Dominica.
Poczekał na mnie kiedy poszłam za drzewo aby się przemienić i ubrać. On zrobił to samo kiedy w międzyczasie.
-I jak? Podobało się?
-Tak. Teraz wreszcie wiem na czym to wszystko polega.
-Dołączysz do watahy?-złapał mnie delikatnie za ręke.-Byłoby miło.
-Teraz kiedy jeden z was jest ranny chyba przyda się wam pomoc.
-Tak.
-Więc chyba moja decyzja jest jasna.
-Serio? Dołączysz?! Super!!
Zaskoczył mnie kiedy objął mnie swoimi silnymi ramionami i zakręcił się wokół własnej osi.
Zaśmiałam się.
-No już dobrze bo zmienię zdanie!-uśmiechnęłam się a on odstawił mnie na ziemie.
-Cieszę się.
-Muszę już iść. Zaraz Dominic idzie na patrol.
-Racja. Więc do zobaczenia?
-Dobranoc.-uśmiechnęłam się i poszłam w stronę domu.
Padam ze zmęczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz