sobota, 6 sierpnia 2016

Od Emilie



  W pracy byłam skupiona na przysłuchiwaniu się tego co mówi przyjaciółka porwanej dziewczyny. Była zrozpaczona, płakała i nie mogła się uspokoić. Jednak bacznym okiem obserwowałam jej sposób mówienia, czy płacz nie jest naciągany, czy nie plącze faktów. Nic nie wskazywało na to, by w jakikolwiek sposób przyczyniła się do zaginięcia przyjaciółki.
  Jared wyszedł z pomieszczenia i spojrzał na mnie kpiąco.
-I co? - spytałam wzdychając. - Coś ciekawego?
-Wprowadziłaś nas w pole, co teraz Sherlocku?
-Nic nie powiedziała? Nic przydatnego? Była ostatnią osobą która widziała Tinę...
-Myślę, że nie nadajesz się do tej roboty. Baby mają za słaby mózg do takich spraw.
  Uderzyłam go w ramię z uśmiechem, a on parsknął.
-Jest wolna. - kiwnęłam do policjanta obok.
-Nawet prawego masz chujowego. - dodał Jared.
  Odwróciłam się i poszłam na parking a za mną ta natrętna mucha.
-Gdzie jedziemy? - spytał wsiadając bez pozwolenia do samochodu.
-Chyba sobie żartujesz. - parsknęłam. - Precz z dupskiem z mojego auta.
-Chyba sobie żartujesz.
-Nie papuguj.
-To prowadź.
  Wsiadłam za kierownicę i pojechaliśmy do domu chłopaka zaginionej. Otworzył nam sam Tony, był lekko zaskoczony z wizyty jednego z FBI i kryminologa.
-A więc chodzi o Tinę? - spytał.
  Miał sine oczy, zaczerwienione jak i policzki. Był wysoki, widać, że chodzi na siłownię. Miał całą szyję w tatuażach, za uchem zauważyłam coś podobnego do pentagramu, wychyliłam się lekko ale zasłonił ucho ''niby się w nie drapiąc''.
-Tak. Chcemy przesłuchać wszystkich. - zaczął Jared. - Możesz nam powiedzieć... czy nie zachowywała się dziwnie? Jakby ktoś ją od kilku dni zastraszał? Była... płochliwa? Przewrażliwiona?
-Nie, była zupełnie normalna... Możecie przeszukać jej pokój... ja tam nie wejdę...
-Mieszka tu? Nie z matką? - spytałam widząc cień nadziei.
-Nie, pokłóciła się z nią i na noc przychodziła do mnie... dużo tu mieszkała, mieliśmy oddzielne pokoje.
-Yhm. - mruknęłam i poszłam na górę. - Zostań z nim.
  Pokój Tiny był pełny mroku, pentagramy na ścianach, zamiast ikonki Apple'a na laptopie dziewczyny, widoczna była satanistyczna naklejka. Jeden z jakiś symbolów demona. Nie znałam się na tym więc wszystkiemu zrobiłam zdjęcia telefonem, pokażę je Sam'owi gdy wróci. Musiałam sprawdzić wszystko.
  Grzebałam w jej rzeczach, pod łóżkiem, za stertą poduszek... w końcu otworzyłam laptopa, historia przeglądania była usunięta więc postanowiłam zwinąć go do przejrzenia. Jared się tym odpowiednio zajmie.
  Zeszłam na dół i pokazałam chłopakowi laptopa.
-Mogę? - spytałam a chłopak zgodził się. - Historia przeglądarki jest usunięta... mógłbyś się tym zająć. - podałam Jared'owi laptopa.
-Jakbym był na każde twoje posyłki.
-Musisz być, żeby rozwiązać sprawę. - odparłam z uśmiechem.
-Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele smrodzie. - powiedział złośliwie i zadowolony wyszedł.
-Dziękuję Tony, odezwiemy się jak najszybciej, gdybyś dostał sygnał od Tiny nie rób nic sam, dzwoń do nas.
-Oczywiście.
  Weszłam do samochodu a Jared już grzebał w laptopie dziewczyny.
-Usunęła wszystkie pliki. - mruknął. - Ale to będzie łatwizna. Rozgryzę to młoda.
-Mam nadzieję. - westchnęłam. - Teraz jedziemy do biura, tam się tym zajmiesz a ja poszperam w kartotece podejrzanych... mamy ich dwóch...
  Nagle zadzwonił mój telefon. Znów Rich...
-Jednak nic z tego. Podwiozę cię do biura i muszę zająć się synem...
-Nie ma ojca?
  Spiorunowałam go wzrokiem.
-Muszę jechać. - warknęłam. - Znów pobił pewnie swojego kolegę ze szkoły.
-Mocny chłopak. - zaśmiał się.
-Zamknij pysk, Jared.

  W szkole dopiero byłam świadkiem jak Rich krzyczy do kogoś za zamkniętymi na klucz drzwiami do sali lekcyjnej. Dyrektorka i trzech nauczycieli nie byli w stanie otworzyć drzwi, coś je blokowało. Przepchałam się przez nich i dobiłam do drzwi.
-Rich otwórz drzwi. - poprosiłam spokojnie.
-... MASZ MNIE ZOSTAWIĆ, SŁYSZYSZ?! ILE RAZY CI MAM POWTARZAĆ, ŻE NIE JESTEM TYM CO TY! - krzyczał Rich.
  Słyszałam szepty demona, wiedziałam co się święci.
-Rich, to ja, mama... otwórz mi te drzwi a ci pomogę... proszę, otwórz je w tej chwili.
-To nie ja je trzymam! - krzyknął.
  W środku słyszałam łamanie krzeseł i ławek, zrzucanie jakiś przedmiotów na ziemię. Po chwili, gdy dotknęłam klamki drzwi otworzyły się a w środku zastałam bałagan, wszystko poniszczone. Nauczyciele wgapiali się w to zjawisko zamurowani a ja jak gdyby nigdy nic weszłam do sali i przytuliłam syna, który w sumie... nie ucierpiał.
  Wzięłam go za rękę i każdemu nauczycielowi usunęłam z pamięci wszelkie dziwne podejrzenia. Musiałam natomiast odnieść się do kary. Jednak dyrektorka wiedziała, że to mój syn.
-Zapłacę za wyrządzone szkody, proszę się o to nie martwić. - odparłam zła.
-Pani syn za jeszcze jedno takie coś zostanie wydalony ze szkoły.
  Przewróciłam oczami i wyszłam.
  W domu dopiero się zaczęło.
-Co to było za przedstawienie?! - krzyknęłam. - Wiesz ile będę musiała za to wszystko zapłacić?!
-Nie patrz tak na mnie, to nie moja wina!
-Nie twoja?! A czyja, skoro to ty tam byłeś SAM?!
-To ten potwór!
-Proszę cię, nie czas na żarty... - parsknęłam.
-Nie wiem czym był, ale mówił o jakimś kolesiu... Lucas... Lucyfer...? Mówił,że jestem taki jak on... ten potwór mówił co robił, ile ludzi zabił, i że ja będę taki sam!
  Zamurowało mnie. Usiadłam przed nim na kolanach i go przytuliłam.
-Wierzę ci... przepraszam...
-Miał racje? - spytał cicho.
-Nie. - spojrzałam mu prosto w oczy. - Nie miał racji. Jesteś taka jak ja, nie jesteś potworem. Nie zabijamy. Jesteś dobry...
-Ale on tak mówił...
-Wiem kochanie, ale potwory chcą nam namieszać w głowach wiesz? Nie mówią prawdy. W tym domu jesteś bezpieczny.
-A ty jesteś bezpieczna?
-Tak. - uśmiechnęłam się. - Wszyscy jesteśmy.

  Dopiero późnym popołudniem wrócił Sam, jednak z Deanem... Otworzyłam drzwi zadowolona, że Sam w końcu wrócił. Jednak nie spodziewałam się, że za nim będzie stać jego brat. Mina mi zrzedła, wpatrywałam się w niego niezadowolona. Miałam szczęście, że Rich był na górze i w coś grał.
-Nie odczytałaś SMS'a? - spytał sztucznie wyszczerzony Sam.
-Nie miałam do tego głowy, przepraszam.
-Hej Em. - uśmiechnął się do mnie Dean jednak ja tylko się mu przypatrywałam.
-Wejdź... - mruknęłam odwracając się do nich plecami.
-To ja sobie pójdę, zostawię was samych... - odezwał się Sam.
  Odwróciłam się błyskawicznie do niego i zatrzymałam go za rękę.
-Czekaj, mam do ciebie prośbę... musisz mi pomóc. - wyjęłam swój telefon i podałam mu go. - Mógłbyś rzucić okiem na zdjęcia? Potrzebuję ich do pracy... potem o tym pogadamy dobra? Tylko się zorientuj czego dotyczą poszczególne znaki, czy to jakaś sekta czy coś.
  Uśmiechnął się do mnie.
-Pewnie.
-Poza tym nie musisz wychodzić, rozmowa nie powinna trwać długo. Zostań.
-No dobra.
  Oparłam się o blat i wpatrywałam w przestrzeń mieszkania.
-Rich jest na górze. - odezwałam się pierwsza.
-Przepraszam, że odszedłem... ja...
-To już nie ważne. - przerwałam mu.
-Serio? - spytał z nadzieją, że mu wybaczam i może tu wrócić.
-Tak. Możemy ustalić kiedy widujesz Richa, w poszczególne dni... szczerze weekend odpada bo to moje dni z synem, mam wolne...
-Czekaj, czekaj...
-Co? - zamilkłam.
-To oznacza... że nie mogę tu wrócić...? Do was?
-Nie. - odparłam szybko i zdecydowanie.
-Ale ja już was nie opuszczę, Emilie...
-To już nie gra roli, Dean. Teraz masz szansę tylko i wyłącznie na odzyskanie syna, który i tak wystarczająco cię nienawidzi.
-Nienawidzi mnie?
  Kiwnęłam głową obojętnie.
-Mogę go chociaż... zobaczyć?
  Spojrzałam na niego zirytowana, zacisnęłam zęby.
-Rich! - krzyknęłam.
-Co?! - po chwili usłyszałam odzew.
-Mamy gościa, chodź i się przedstaw! - to ostatnie było istną złośliwością, na co Dean przekrzywił głowę z uniesionymi brwiami.
-Zaraz tylko porozwalam zombiaki!
  Rich zszedł na dół i gdy zobaczył Deana spojrzał się na mnie.
-Kto to jest? - warknął.
-Wiesz, kto to... - odparłam przerażona jego reakcją.
-Nie znam go i nie chcę znać, mamo.
-Pozwól mu się zbliżyć, Rich. To twój ojciec... - poprosiłam.
-Obiecałaś, że tu nie wróci. - spiorunował mnie wzrokiem.
-Nie wraca do mnie ani do tego mieszkania, wraca do ciebie.
-Nie chcę. - warknął coraz bardziej wściekły.
-A więc tak bardzo mnie znienawidził? - spytał Dean patrząc na mnie.
  Rich zamilkł i przyglądał się nam.
-Sam jesteś sobie winny. - uniosłam brwi.
-Nie chciałem żeby to tak wyszło...
-Straciłeś mnie na zawsze, nie pozwól chociaż odejść synowi.
-Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. - odezwał się Rich który szedł już do pokoju, jakby załatwił sprawę.
-Wracaj tu, Rich. - nakazałam patrząc prosto na Deana.
-Mam to gdzieś! Mam jego gdzieś, jest dupkiem, nie pozwolę mu tu wrócić! Sam zastępuje mi ojca, wystarcza mi to! - wrzasnął.
-Sam... - odezwałam się wychylając do salonu. - Mógłbyś z nim posiedzieć...? Uspokój go... ja nie mam na niego sił.
-Jasne. - wstał i poszedł za Richem który krzyczał w dalszym ciągu.
-Czemu on?
-Co? - spytałam nie rozumiejąc, siadając na krześle barowym przy blacie.
-Czemu Sam?
-Sam tylko nam pomaga. - odparłam.
-Teraz jestem ja. - zacisnął zęby Dean.
-Dla mnie już nie ma nas, nie potrzebuję twojej pomocy. Teraz jestem tylko ja i Rich, tak było i będzie. Kilkanaście miesięcy cię nie było, Dean!
-Ale wróciłem..
-Owszem. - kiwnęłam głową. - Dla syna, nie dla mnie, nie dla ''nas''. DLA SYNA. Ja zaczęłam nowe życie, nową pracę i zamierzam ułożyć sobie je tak bym była wystarczająco szczęśliwa. Masz szansę na odzyskanie syna, wykorzystaj to.
-Nie chce mnie znać.
  Parsknęłam.
-Czemu zachowujesz się tak, jakbyś się dziwił zaistniałej sytuacji? Nie mamy dyskutować o niczym jak tylko o wychowaniu Richa, tyle w temacie. - westchnęłam.
-Zapomniałaś o nas?
-Tak. - odparłam znów zbyt szybko i stanowczo. - Przez rok mi się to udało. Nie dyskutujmy o tym więcej, napraw sytuację z Richem.
-Najpierw go do tego przekonaj. - odparł i gdy Sam zszedł na dół pognał za bratem przed klatkę schodową.
  Poszłam do Richa i był spokojny... a miarę.
-Już w porządku? - spytałam czule.
-Czemu to zrobiłaś? Czemu go tu wpuściłaś?
-Jest twoim ojcem. Ma prawo do kontaktu z tobą.
-Nie chcę.
-Przemyśl to, dobrze? Proszę cię. - milczał grając dalej. - Jesteś głodny?
-Zrobisz mi naleśniki z sosem słodko-kwaśnym? - spojrzał na mnie szczenięcymi oczami.
-Pewnie. - uśmiechnęłam się i zrobiłam mu kolację.
  W sumie nam wszystkim, gdy Sam wrócił wieczorem po krótkiej naszej rozmowie zabrał się do pracy nad tym o co go poprosiłam. Stanęłam za nim, gdy siedział na krześle przy stole i szukał informacji.
-Masz coś? - spytałam przejęta sprawą, usiadłam obok niego.
-Siadaj. - kiwnął w stronę krzesła obok.
  Przekręcił laptopa w moją stronę i pokazał na te wszystkie symbole.
-Na razie mam tylko trzy a jest ich z trzynaście... Patrz, wszystkie oznaczają trzy sekty, każda z nich wyznaje jakąś dziwną religię a na domiar złego oddają innemu diabłu ofiary.
-Boże... - szepnęłam bardziej się w to zagłębiając. - Masz coś więcej?
-Nie, ale większość jestem w stanie skojarzyć.
-Dziękuję ci.
-Dean się wściekł. Dałaś mu kosza. - mruknął.
-Taka smutna prawda. - odparłam dalej wpatrując się w jeden z symboli. - Pokaż mi to... - wzięłam od niego laptopa i zaczęłam grzebać w informacjach o tym czymś. - Większości kompletnie nie rozumiem...
-Bo się na tym nie znasz. Obrzędy satanistyczne, satanizm, łacina... to nie dla początkujących. - odparł z uśmiechem.
-Od tego też mam ciebie. - błysnęłam zębami. - Pójdę sprawdzić co u Richa. - wstałam a Sam zatrzymał mnie.
-Coś się stało? - spytał widząc moją minę.
-Rich... dziś miał pierwszą styczność z demonem... no i rozwalił jedną z klas... muszę zapłacić za zniszczenia...
-Nie pytałaś go o tego demona? - spytał zaciekawiony.
-Mówił tylko o Lucyferze, że jakiś demon wspominał jego imię, mówił Richowi straszne rzeczy... zajmę się tym ale po prostu zaczynam sobie nie radzić... zaraz wrócę... - poszłam do małego zmęczona, gdy zobaczyłam, że śpi odetchnęłam. Przynajmniej w domu jest bezpieczny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz