Wyłam długo. Przerwałam kiedy usłyszałam hałas. Ktoś a raczej coś zbliżało się.
Uciekaj
Zaczęłam biec a kiedy byłam już dalej obejrzałam się i zobaczyłam za sobą dwa wilki. Zawyły i ruszyły biegiem za mną.
Biegłam szybko. Szybciej od nich.
Obiegłam jezioro i zniknęłam w głębi lasu. Po kilkunastu minutach zgubiłam ich ale byłam pewna że idą moim tropem.
Dochodziła 2 w nocy. Nie wiem skąd to wiedziałam ale po prostu wiedziałam.
Zwolniłam kiedy byłam już na prawde daleko. Zobaczyłam rzeke. Jeśli te wilki idą moim tropem to jedynie jak mogę je zgubić to przepływając rzekę. Nurt był silny ale sądziłam że dam radę.
Płyń!
Wskoczyłam do wody i płynełam. Kiedy już byłam na środku poczułam że nie dam rady. Fale mnie podtapiały. Osłabłam i dałam porwać się rzece.
Musiałam stracić przytomność.
Ona jest niebezpieczna!
To nie jest już nasze dziecko.
Słyszałam krzyki za drzeiami mojego pokoju. Płakałam. Nic nie rozumiałam.
Nie rozumiałam dlaczego rodzice krzyczą. Nie rozumiałam dlaczego nikt do mnie nie przychodzi. Nie rozumiałam dlaczego byłam sama.
Bałam się.
Drzwi otworzyły się lecz zaraz zatrzasneły.
-Elizabeth to już nie nasze dziecko! Zabiło cię prawie! Od dziś nie dotykasz go. Nikt się do niego nie zbliża. Nikt go nie dotknie.
Byłam sama. Całkowicie sama.
Po tym śnie nastąpił kolejny.
Widziałam pożar. Dom stał w płomieniach. Jakaś kobieta krzyczała. W domu ktoś jeszcze był ale nikt po niego nie szedł. Nie wahałam się i wbiegłam. Nikt mnie nie zatrzymał.
Wiedziałam gdzie się kierować. Wbiegłam po schodach dusząc się dymem. Ogień pażył mnie w całe ciało. Na góże wbiegłam do dziecięcego pokoiku. Maluch płakał. Bałam się go dotknąć więc owinęłam go w kocyk. Kiedy miałam go na ręcach zobaczyłam że nie mam możliwości wrócenia przez schody. Płomienie odcieły mi drogę ucieczki. Zostało mi tylko jedno. Okno nie chciało się otworzyć. Wzięłam coś do ręki i wybiłam je. Wspiełam się z maluchem na parapet.
To było jedyne wyjście. Skoczyłam osłaniając dziecko. Upadłam. Poczułam ból. Uderzyłam plecami w ziemię. Głowa odbiła mi się bezwładnie. Nie mogłam się ruszać. Dziecko już nie płakało. Ktoś je zabrał.
Ja jednak zostałam. Nikt nie chciał mnie ruszyć. Bali się. Dopiero po chwili została udzielona mi pomoc. Umierałam..
Zobaczyłam mrok. Uchyliłam jedno oko. Znajdowałam się na brzegu jeziora. Nie miałam siły wstać. Woda chłodziła moje ciało. Nadal była noc. Oczy same mi się zamknęły. Byłam wyczerpana..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz