Nie zaniedbywałem oczywiście obowiązków w watasze. Brałem nawet czasem dwie zmiany na dobre. Matt był zdziwiony moim zachowaniem, bo zawsze wyjątkowo nudziło mnie patrolowanie pustego lasu, ale nie narzekał. Ostatnio był... wyjątkowo zajęty. Wpoił się w niejaką Lucy. która przyjechała niedawno do Clearwater w odwiedziny do swojego dziadka. Szkoda mi go było. Gdy widziałem jak spełniał każdą, jej najgłupszą prośbę (miała 15 lat - Matt 23) jeździł z nią na zakupy do galerii (Matt i zakupy) spotykał się z jej dwiema koleżankami, które przyjechały razem z nią.. aż rzygać mi się tym chciało. Oczywiście, wcześniej słyszeliśmy w innych plemionach o tym całym wpojeniu, ale nikt nie brał tego poważnie.. Aż do teraz. Nie chciałem żeby mnie kiedykolwiek trafiło. Żeby ktoś wbrew mojej woli stał się dla mnie najważniejszy. Chociaż Matt wydawał się szczerze zadowolony...
Był jeszcze jeden plus tego, że tak dużo pracowałem i tak mało bywałem w domu. Rzadko widywałem Kath. Wiem, że to była totalna głupota, ale zachowałem się kompletnie irracjonalnie. Po ostatnim jakoś ciężko mi było patrzeć jej spokojnie w oczy.
Dziś w barze był nieduży ruch. Właśnie podawałem kolejny kieliszek wódki załamanemu facetowi pod 40 ( 'czemu ona mi to zrobiła...?!' ), martwiąc się trochę, że wypije wszystko, a nie zapłaci nic, gdy podeszła jakaś dziewczyna. Było dość ciemno, ale gdy zerknąłem na nią oniemiałem.
Na pewno nie była stąd. Miała burzę kręconych ciemnych włosów, brązowe oczy, pełne czerwone usta i ciemną karnację. Uśmiechnęła się do mnie lekko i mruknęła.
- Poproszę gin z tonikiem - miała wyraźnie europejski akcent, jednak sprawnie mówiła po angielsku.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Pani sama? - spytałem mieszając drinka. Kompletnie nie wiem, co mnie napadło.
Zauważyłem, że przypatruje mi się uważnie. Zapewne oceniała, czy jestem kimś wartym do rozmowy. Po chwili odparła.
- Właściwie... To tak.
Czyli byłem 'warty'.
- Jaka zresztą pani - kontynuowała - Jestem Estela - wyciągnęła do mnie wysoko rękę.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Dominic.
- Jesteś stąd? - spytała.
- Tak.. Właściwie to tylko tu dorabiam - naprawdę nie wiem co mi odpierdalało, ale chyba mój instynkt 'łowcy' wziął górę.
Gdy podałem jej drinka, nie odeszła, a usiadła na stołku barowym, sącząc jak najwolniej napój.
- A ty? - zagadnąłem ją - Europa? Hiszpania?
Roześmiała się.
- Chyba nietrudno zgadnąć.
- Takiej urody ciężko nie zauważyć - odparłem i pochyliłem się w jej kierunku.
Nie wiem czy to te parę kieliszków, które wypiłem jakąś godzinę temu, wbrew zakazowi Masona, czy po prostu byłem nieźle pojebany, ale coraz bardziej się rozkręcałem.
- O której kończysz? -szepnęła jakby czytając mi w myślach.
- Właściwie... To zaraz - mrugnąłem do niej, a ona roześmiała się słysząc, że powtarzam jej kwestię z początku.
Mason nie powinien się obrazić, jeśli skończę godzinę przed zmianą. Sam sobie nieźle radził, uwijając się po drugiej stronie baru i przypatrując mi się od czasu do czasu krytycznie. Załamany facet właśnie zostawił parę banknotów i odszedł chwiejnym krokiem.
- Będę czekać na zewnątrz - wymruczała i pochyliła się lekko całując mnie w policzek. Gdy odeszła, celowo kręcąc tyłkiem, nie mogłem się powstrzymać i z uznaniem zilustrowałem jej sylwetkę. Ta mała musiała być dziś moja. W końcu nie byłem z żadną odkąd jeszcze nam się układało z Kim.. Czyli jakieś 2 miesiące. Może jeśli troszeczkę sobie ulżę, to przestane się rzucać na Bogu ducha winne dziewczyny.
Po krótkiej rozmowie z Masonem (Dominic bądź ostrożny..!) wyszedłem na zewnątrz Estela opierała się nonszalancko o... motocykl. Jęknąłem w duszy.
- Masz motor? - podszedłem do niej.
- Właściwie to...- uśmiechnęła się - To mojego kuzyna, ale chętnie mi pożycza.
Widząc, jak wpatruję się w niego z niemym zachwytem, roześmiała się i rzuciła mi kask.
- Prowadź mistrzu. Pokażesz mi jak jeździsz.
Nie trzeba mi było powtarzać dwa razy. Oddałem jej jednak kask, przekonując ją, że nie będzie mi potrzebny i wniebowzięty wsiadłem na motor. Gdy z Flynnem i Carlem mieliśmy po 16-17 lat bawiliśmy się w składanie motocyklów ze starych części. Później gdy kolejno zaczęliśmy się przemieniać, poszło to jakoś w zapomnienie, ale czasem myślałem, czy sobie takiego nie sprawić.
Teraz moje postanowienie umocniło się we mnie. Oczywiście najpierw musiałem na niego samemu zarobić.
Nagle zobaczyłem w oddali Huga Carla i Flynna. Gdy zobaczyli mnie z Estelą zaczęli mnie wołać z głupimi minami.
Dziewczyna zerknęła na zbliżającą się bandę i uniosła w pytaniu brwi.
- Jedźmy już - powiedziałem pospiesznie, ale gdy odjeżdżałem parsknąłem śmiechem słysząc Flynna "Dominic, nie przedstawisz nam swojej dziewczyny?"
- Milutcy - odparła Estela i objęła mnie ramionami w pasie. Drgnęła zaskoczona.
- Gorący jesteś - powiedziała głośno przekrzykując warkot silnika.
Wiedziałem, że ma na myśli moją nadludzką temperaturę, jednak obróciłem wszystko w żart.
- Jeszcze się o tym nie zdążyłaś przekonać, a widzę, że już komplementy lecą.
Uderzyła mnie żartobliwie w bok, a ja przyspieszyłem. Przywarła do mnie mocniej. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Co jakiś zakręt, kazała mi skręcić w odpowiednią stronę. Po jakiś parunastu minutach krzyknęła, żebym stanął.
Tak jak przewidywałem był to motel... O cholera znajomy motel. Modliłem się by Bella już spała. Już ja wiedziałem co by sobie pomyślała, gdyby zobaczyła mnie w towarzystwie Esteli.
'Babiarz, widać, że każdą tu przyprowadza'.
Maria widząc nas powstrzymała się od komentarza, tylko uśmiechnęła się grzecznie. Nie ukrywała niechętnego spojrzenia w stronę Esteli, a na mnie patrzyła dziwnie urażona. Zastanawiałem się o co może jej chodzić, lecz dziewczyna nic sobie z tego nie robiła.
W jej pokoju znaleźliśmy się szybko. Zamknęła powoli drzwi i ruszyła do salonu. Stałem tak przez chwilę, czując, że chyba najchętniej wróciłbym do domu.
Jednak przeszło mi szybko gdy pokazała się z powrotem ubrana w wyjątkowo wyzywającą i skąpą bieliznę.
Uderzyła mnie fala gorąca. Nie czekałem długo i nie bawiłem się w zbędne gierki. Podszedłem do niej szybko i uniosłem ją z impetem uderzając jej plecami o ścianę. Jęknęła głucho i oplotła mnie posłusznie nogami w pasie. Próbowała mnie pocałować, tak samo jak zerkała w stronę sypialni i widocznego przez szparę drzwi łóżka, jednak dla mnie jedna i druga rzecz były jakimiś wyznacznikami miłości... a ona... no cóż przypominała mi trochę dziwkę.
Zdarłem z niej stanik i majtki i pozwoliłem się rozebrać z koszulki. Sprawnie rozpięła mi spodnie. Po chwili wszedłem w nią mocno. Jęknęła i odrzuciła głowę do tyłu. Zaparłem się rękami o ścianę po obu stronach jej głowy. Zamknąłem oczy z każdym ruchem oddychając szybciej. Czułem jak drapie mi plecy do krwi paznokciami. Za parę minut po tych ranach miał zostać tylko różowy ślad.
Nie wiem jak to się stało, że obudziłem się z nią w łóżku. Zerknąłem na zegarek.. O cholera 13. Od godziny powinienem być na warcie. Całe szczęście że wczoraj miałem patrol do 18 i nie brałem nic w nocy, bo Matt porządnie by mnie opieprzył.
Estela już nie spała. Patrzyła na mnie bez słowa. Poderwałem się szybko i zacząłem się ubierać. Usiadła nie odrywając ode mnie wzroku.
- Musisz już iść? - spytała w końcu.
- Tak, muszę - odparłem.
- Masz dziewczynę?
Popatrzyłem na nią bez słowa i zabrałem się za ubieranie koszulki.

Zaplotła ręce w buntowniczym geście. Starałem się nie spoglądać na jej nagie ciało. Wychodząc nachyliłem się lekko i mruknąłem jej do ucha.
- Zapomnij o tym.
Wiedziałem, że zachowuje się jak ostatni sukinsyn. Jednak to z nią.. nie pomogło mi, a wręcz pogorszyło całą sytuację. Wolałem nie robić jej zbędnych nadziei.
Na dole gdy kierowałem się w stronę wyjścia dopadła mnie spanikowana Maria.
- Dominic! Musisz mi pomóc!
- Spokojnie - odparłem - Co się stało?
- Isabella.. Zniknęła. Wyszła wieczorem i już nie wróciła - załamała ręce.
Milczałem dłuższa chwilę. Przypomniałem sobie jej nocną przygodę w lesie. Postanowiłem, że zaraz się przemienie i postaram się ją odnaleźć.
- Zajmę się tym - obiecałem i szybko wyszedłem z motelu.
Na skraju drogi zacząłem pospiesznie zdejmować ubrania. "Znowu się rozbieramy" - pomyślałem ironicznie i już po chwili biegłem przez las na czterech łapach.
No nareszcie jesteś!, warknął Flynn w myślach.
Co się z tobą działo chłopie?, wtrącił się Hugo, Ta laska była wyjątkowo niezła, ale mieliście całą noc, a dochodzi już 13...
Służba to służba Dominic, nie powinieneś się tak spóźniać, powiedział spokojnie Matt.
Dobra już, sory, burknąłem, To się więcej nie powtórzy.
Wiedziałem, że jeśli ostatnio nie brałbym tak dużo patroli, dostałbym gorszy wycisk od Matta.
O tak, z pewnością, roześmiał się słysząc moje myśli.
Pamiętacie tą dziewczynę która zgubiła się kiedyś w lesie? Bellę? , spytałem.
No, a co z nią?, odparł nieoczekiwanie Hugo
Poszła gdzieś wczoraj wieczorem i podobno nie wróciła. Nie wyczuliście jej gdzieś w okolicy?
Może pojechała gdzieś do miasta, wtrącił Flynn, nie wyczuliśmy nigdzie w lesie jej zapachu.
Może..., mruknąłem i zamyśliłem się.
Nagle wyczułem atmosferę jaka panowała między nimi. To z pewnością nie z mojego powodu byli tak zaniepokojeni.
Z pewnością nie z twojego, odparł Flynn i nagle w jego wspomnieniu zobaczyłem jakieś zamazane cienie lasu w nocy.
Coś z Kath?. wyrwało mi się zanim zdążyłem się rozsądnie zastanowić.
Tej księżniczce nic nie jest, odezwał się Hugo i nagle w jego myślach zobaczyłem białą wilczycę na boku rzeki.
Kto to?, spytałem i przyspieszyłem. Wszyscy kierowali się w kierunku właśnie tej rzeki. Dobrze mi zresztą znanej.
Sami nie wiemy. Alberto znalazł ją na nocnej zmianie, jednak w dalszym ciągu nie odzyskała przytomności, odparł Matt.
Po paru minutach drzewa zaczęły rzednąć i zauważyłem lustro wody. Przy białej, leżącej na trawie wilczycy siedział Alberto. Podszedłem do niego powoli, a po chwili pojawiła się cała reszta.
I co z nią?, spytałem
Czekamy aż się obudzi, odparł i wpatrzył się w nią.
Hm.. No to czekamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz