Rano doznałam szoku. Moja noga była zdrowa! Ale przecież... to nie możliwe by mi się to wszystko przyśniło! Stopa była opatrzona.. Ale zdrowa. Co jest? Tak samo moje rany po tym ataku.. Przecież ludzie tak szybko nie zdrowieją! Nic nie rozumiałam..
***
Minęły tygodnie. Nic się nie zmieniło. Nadal czułam się dziwnie a dziś jeszcze bardziej. Jutro jest pełnia a dzisiejszej nocy nie nogłam spać. Byłam dziwnie pobudzona! Nie mogłam usiedzieć w jednym miejscu.
Chodziłam po całym pokoju.
Idź do lasu.-mówił ten głos który ostaynio był mi towarzyszem.
Nogi znów mnie paliły. Chciały biegać!!!
Przebrałam się w luźniejsze ubrania i wyszłam pobiegać. Na dole spotkałam Marię
-Idziesz gdzieś?
-Postanowiłam trochę pobiegać.
-Uważaj na siebie.
-Dobrze
-Nie wracaj późno.
Uśmiechnęłam się i wybiegłam.
Jak zwykle biegłam na początku truchtem ale to mi nie wystarczało. Chciałam więcej.
Zaczęłam przyśpieszać i tak trucht zmienił się w bieg.
Wbiegłam do lasu i teraz biegłam bardzo szybko. Moim zdaniem jak na człowieka za szybko.
Usłyszałam wtcie wilka. Znowu.
Na swojej drodze zobaczyłam powalone drzewo. Wskoczyłam na pień i odbiłam się.
Leciałam w powietrzu. Poczułam ból we wszystkich częściach ciała. Upadłam na ziemię. Oddychałam głęboko. Co się dzieje?
Krzyknęłam kiedy ból się zwiękrzył. Był nie do zniesienia!
Otworzyłam oczy. Widziałam dziwnie. Jakby był dzień. Wszystkie moje zmysły były wyostrzone.
Księżyc oświetlał mnie.
Moje ciało paliło. Krzyknęłam zwijając się w pozycję embrionalną. Byłam przerażona.
Zemdlałam.
***
Kiedy otworzyłam oczy wszystko wyglądało jakoś dziwnie. Spojrzałam na swoje.. Łapy?! Zerwałam się. Boże co się stało?!
Stałam na czterech ŁAPACH! Były one pokryte śnieżnobiałym futrem!
Krzyknęłam ale zamiast krzyku z mojego PYSZCZKA wydobył się skowyt. Zachwiałam się i usiadłam. Jednak szybko się podniosłam i zaczęłam pędzić w stronę jeziora. Na jego brzegu przejżałam się w tafli wody.
Nie! Nie! Nie! To jakis sen! To nie może być na prawdę!
Chciałam krzyczeć ale zamiast tego szczekałam..
To jakiś koszmar! Ja śnię!!!
Spojrzałam w stronę księżyca który zdawał się być mi bliski.
Zawyłam a moje wycie rozniosło się po lesie!
Nic nie rozumiałam! Chciałam się obudzić. Znów być bormalna, człowiekiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz