środa, 10 sierpnia 2016

Od Julii

Patrzyłam w niebo zastanawiając się czy powinnam mu to powiedzieć. Westchnęłam.
-Dziś byłam na zakupach z Sophie... W mieście spotkałam jakiegoś chłopaka. Upierał się że mnie zna.
-Może tak jest?
-Twierdził że mam na imię Julia ale przecież do szpitala trafiłam z dokumentami które mówią co innego.
-Może warto z nim porozmawiać? Może ma dowody na to co mówi?
-Masz rację. Co mam do stracenia? Jutro postaram się go znaleźć.
-Pomogę Ci.
-Nie, ty musisz wyzdrowieć.
-Myślisz że pozwolę Ci iść samą do jakiegoś nieznanego gościa?
-Dam radę.
-Idziez z Hugo?
-Nie, jestem na niego zła. Dobrze mogliście się posprzeczać ale by od razu się bić?
Dominic odwrócił twarz ode mnie i spojrzał na las. Milczał.
-Co jest?-zapytałam zmartwiona.
-Nic.. Muszę już iść..
Wstał i po prostu wszedł do domu.
Westchnęłam i spojrzałam znowu w niebo.

***

Rano od razu wybrałam się na poszukiwania tego chłopaka.. Adama.
Pamiętałam jak wygląda więc chodziłam i pytałam ludzi.
Po paru godzinach kiedy już traciłam nadzieję pewna kobieta powiedziała mi że widziała jak ktoś pasujący do mojego opisu wchodzi do kawiarnii.
Weszłam do niej i rozejżałam się.
Był tu! Wreszcie!
Siedział do mnie tyłem więc ruszyłam pewnie w jego stronę i usiadłam na przeciwko.
-Hej.-powiedziałam.
Był zaskoczony.. ale wydawało się że pozytywnie.
-Hej Julka.
-Właśnie o tym chciałam z tobą porozmawiać. Dlaczego twierdzisz że się znamy i mam na imię Julia?
-Bo się znamy.-powiedział pijąc kawę.
-W jakich okolicznościach, gdzie i kiedy się poznaliśmy skoro twierdzisz że się znamy.
-W zakładzie dla psychicznie chorych.
-Twierdzisz że tam pracowaliśmy razem?
-Nie zupełnie... Byliśmy tam "podopiecznymi".
Zamarłam. Że niby co?
-Jednak się myliłam. Jesteś wariatem.. I się tak na prawde nie znamy.
Wstałam i ruszyłam w stronę wyjścia.
Pchnęłam drzwi i chłodny wiatr uderzył mnie w twarz.
Wtedy dostałam nagłego bólu głowy. Jęknęłam a przed moimi oczami pojawił się obraz jakiejś celi.
Jedno okno. Dwa łóżka. Dwie poduszki. Dwa koce. Niewola. Strach.. Samotność...
Otworzyłam oczy a przed sobą zobaczyłam tego.. Całego Adama.
-Zostaw mnie!
-Przypomniało Ci się?
-Co? Niby co?
-Cela.
Spojrzałam na niego podejrzliwie. Skąd wie co widziałam?
-Nie wiem o czym mówisz..
Ominęłam go i ruszyłam szybko jak najdalej od niego.
-Nie uciekaj od prawdy Julia!-krzyknął za mną.
Zaczęłam biec lecz wiedziałam że on nie idzie za mną.
Biegłam długo a kiedy się zatrzymałam nie byłam już w centrum tylko w lesie, na klifie przy ławce.
Usiadłam na niej i podkuliłam nogi.
To nie może być prawda.. Ten facet to jakiś wariat..

***

Musiałam zasnąc bo kiedy otworzyłam oczy było ciemno. I dopiero po chwili dotarło do mnie że ktoś mnie niesie.
Poznałam jego zapach.
-Hugo.. Co się stało?
-Zasnęłaś..-powiedział troskliwie.
-Która jest godzina?
-Dochodzi 1 w nocy.
-Nie powinieneś być na warcie?
-Znalazłem w lesie lewną sierotkę Marysie i muszę ją bezpiecznie odstawić do domu. Chłopaki wiedzą że zaraz wrócę.
-Póść mnie.
Wyrwałam mu się i gdyby nie moja zręczność mogłabym upaść lecz ja stałam po prostu teraz obok niego.
-No co? Chciałem pomóc..
-Nie potrzebuję.. Pomocy.-warknęłam i ruszyłamcw stronę domu Dominica.
-Nadal jesteś na mnie zła?
-Tak!-powiedziałam i nawet się nie odwróciłam.
Co on sobie myśli? Nie przejdzie mi tak szybko.. Za swoją głupotę trzeba płacić.
Weszłam do domu i zobaczyłam jak Toby rozmawianprzez telefon. Rozłączył się.
-Stało się coś?-zapytałam.
-Maria zachorowała. Dzwoniła i chciała z tobą porozmawiać ale cię nie było.
-Oddzwonić do niej?
-Jest już późno. Chciała Cię prosić byś zaopiekowała się jej motelem.
-Nie ma sprawy. Jutro z rana pójdę tam i zrobie jej też śniadanie.
-Dobra z ciebie dziewczyna.
Uśmiechnęłam się i poszłam do pokoju.

***

Rano tak jak powiedziałam poszłam do motelu Marii. Zrobiłam jej śniadanie i zajżałam do jej pokoju.
-Dzień dobry Mario.
-Witaj Bello. Dziękuje że przyszłaś. Jestem już stara.. Jeszcze ta choroba..
-Niczym się nie przejmuj. Zaopiekuje się tobą i motelem.
-Dobre z ciebie dziecko.-powiedziała i usiadła aby zjeść śniadanie które jej przyniosłam.
-Potrzebujesz czegoś? Jakieś leki?
-Lekarz przepisał mi kilka.. Jakbyś mogła.. Apteka jest niedaleko.
-Dobrze. Spokojnie.
Wyszłam i zadzwoniłabym do Dominica ale on jest wyczerpany. Zadzwoniłam więc do Huga.
-Już się nie gniewasz?
-Nadal jestem zła ale potrzebuje pomocy.
-Co się stało?
-Maria jest chora a ja nie mogę zostawić motelu. Kupiłbyś jej leki?
-Zaraz będę. Nie ma sprawy.
-Dzięki.
Rozłączyłam się i poszłam do recepcji.
Zabrałam się za uzupełnianie księgi gości kiedy ktoś wszedł do motelu.
-Co tam szybko?-zapytałam myśląc że to Hugo.
-Stęskniłem się.
Podniosłam wzrok i omało co nie krzyknęłam.
-Co tu robisz?!-warknęłam.
-Chciałem wynająć pokój ale przy okzaji spotkałem ciebie więc szukać już nie musze.
-Nie będę z tobą rozmawiała.
-Julia.. Na prawde nic nie rozumiem. Dlaczego mnie nie pamiętasz?-zapytał.
Za jego plecami zobaczyłam Huga. Usłyszał drugą część wypowiedzi Adama i teraz był.. Zły?
-Co się dzieje?-zapytał.
-Nic-odparłam.
-Narzuca Ci się?-zapyta Hugo stając teraz już naprzeciwko Adama.
Mierzyli się wzrokiem. Czułam napięcie między nimi.
-Znamy się. Jestem jej kolegą.-powiedział Adam a Hugo spojrzał na mnie.
-To jest Adam a to Hugo. Przestańcie się tak zachowywać.
Czułam że jak nie zainterweniuje to się pobiją.
Adam wyszedł mówiąc że wróci później. Dałam Hugowi pieniądze i recepte i też wyszedł.
Kiedy byłam już sama westchnęłam i dokończyłam porządki..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz