ale nie chciałem działać pochopnie, kiedyś bym po prostu wziął zestaw
małego rozrabiaki z drugiego dna bagażniku impali i wparował na pełnej
najpierw do wilkołaków później wampirów, ale Sammy nauczył mnie ,że
nie powinienem brać wszystkich pod jedną kreskę, więc najpierw
muszę się dowiedzieć o co tu chodzi.
Minęły dwa dni słownych tortur Izy, zapachu stęchlizny z domku i obserwowaniu
wilkołaków czy to wampirów. O tych drugich wiedzieliśmy nieco mniej,
działali po cichu i nie na miejscu, wyjeżdżali w miasto i gdy już wydawało
mi się ,że na pozór są nie szkodliwi jeden z nich się odłączył i dokonał próby morderstwa,
na kierowcy ciężarówki, próby ponieważ w odpowiednim momencie zareagowałem, musiałem sobie
z nim sam poradzić ponieważ nakazałem Izy aby dalej obserwowała resztę, ale to nie
stanowiło dla mnie problemu owszem kierowca stracił przytomność w wyniku uderzenia
głową o stopień tiru ale to było celowe zamierzenie z mojej strony, widziałem jak
wcześniej potraktował prostytutkę, ludzie naprawdę miewają dziwne fetysze.
Gdy powoli wracałem do Izabeli spotkałem się z nią w połowie drogi.
-Ej kazałem i czekać - oburzyłem się
-Tak ale oni chyba mnie zauważyli bo chwilę po tym jak odszedłeś spojrzeli sie w moją stronę
i rozeszli.
-Gdzie?
-Nie wiem, zrobili to za szybko
-Brawo, dzięki tobie może zginąć kolejna osoba
-Ej, przecież to był wypadek! I nie masz pewności ,że zabijają
-Tak się składa ,że mam.
-Zabił kogoś?
-Nie bez powodu sterczy teraz w krzakach z kołkiem w sercu i głową po drugiej stronie parkingu.
-Świetnie-oburzyła się
-Było by gdybyś nie zawaliła roboty
-Ej zejdź ze mnie!
-Chciała byś żebym siedział na tobie
-Oblech - rzuciła i poszła przed siebie
W rodzę do ,,domu" Izabella nie odezwała się nawet słowem, chyba była zła... ale czemu?
To ona spaprała! Chyba muszę częściej ją wkurzać, od ostatnich paru dni słyszałem
tylko skrzeczenie jej głosu. Niestety gdy wjechaliśmy do lasu jej gęba się otworzyła.
-Masz żonę?
-Skąd u ciebie takie pytanie?
-Amy cię wydała
-Nie mam żony
-A Emilie?
-To skomplikowane
-Ta teraz będziesz mówił jak 13 latek... -wywróciła oczami- A Rich to twój syn?
-Śledztwo prowadzisz? - rzuciłem poirytowany.
-Po prostu chcę wiedzieć jak to tobie udało się ułożyć życie a ja nie miałam ku temu
najmniejszej okazji.
-Widzisz tu gdzieś Emilie lub Richa? A może chociaż psa?! Nie! nie ułożyłem sobie życia-był
to dla mnie wrażliwy temat, dlatego lekko wybuchłem.
-Ta, dobra... nie było pytania- przygasła ale nie na długo- zostawiłeś ich dla brata?
-Nie zostawiłem... wrócę do nich - powiedziałem spokojnie
-Ale ma pecha ta babka - powiedziała cwaniacko
-Podobno łobuz kocha najbardziej - chciałem wprowadzić trochę humoru
-Ale ty przecież w ogóle nie potrafisz kochać! - zaśmiała się -Lepiej będzie dla nich jeśli
dasz im spokój.
-Mówisz tak bo chcesz sobie zgarnąć takie ciacho jak ja- spojrzałem się na nią zalotnie
-Kpisz sobie! -
Zaparkowałem auto, przed ,,domem"
-Dobra dawaj to czegoś cię nauczę - powiedziała zakasając rękawy
-Hmm.. ? Ty mnie?
-Żal mi na ciebie patrzeć, prawie kipisz chuj wie jakimi mocami a nie potrafisz z nich korzystać
-A kto powiedział ,że nie potrafię? - spojrzałem się na nią zadziornie
-Widać to po tobie- rzuciła
-Sugerujesz coś?
-Tak - odparła zanim skończyłem pytać
Wszedłem do rudery omijając Izę, przetarłem bluzą dziewczyny blat na stolę i położyłem
torby ze spożywką, z jednej wyciągnąłem placek. MÓJ PLACEK!
Plecami oparłem się o stół i całą swoją uwagę skupiłem na kawałku placka, kantem
oka widziałem jak Iza przygląda się mi stojąc w progu mieszkania.
-Sądzisz ,że już jesteś najlepszy i nie potrzebujesz się niczego nauczyć? - parsknęła
-Ja to wiem - powiedziałem wypychając sobie buzie plackiem
-Udowodnij - powiedziała stanowczo
Przełknąłem ostatni kęs i spojrzałem się na dziewczynę.
-Pewna?
-Ta, pokaż co potrafisz macho.
Spojrzałem się na nią, czarnymi ślepiami i chwile się bawiłem trzema palcami u jednej ręki

-Łał potrafisz zmienić kolor oczy, też tak umiem tylko daj mi chwilę kupię soczewki.-rzuciła
Wtedy pstryknąłem palcami a ze starej rudery znikła pleśń i ściany były jak nowe.
Iza stanęła na środku centralnego pokoju i okręciła się dookoła.
-Wow... - podziwiała moją pracę ale chwilę później ruszyła w moją stronę wściekła- ty debilu,
a ja musiałam spać na starym materacu! Obudziłam się z pająkiem na poduszce!- rzuciła się
na mnie z rękoma ale złapałem je.
-Nie ma za co kwiatuszku - zadziornie się na nią spojrzałem
Była oburzona ale nie na długo, gdy złość znikła z jej twarzy zaczęła coś kombinować.
-Ale to nie wszystko, na pewno potrafisz o wiele więcej - spojrzała się na mnie zalotnie
-Hmmm.. Coś sugerujesz?
-No wiesz, jeśli cię stać na więcej to dlaczego byś miał mieszkać w domu w którym nie ma
basenu?
-Nie nadużywam mocy - puściłem jej nadgarstki i wróciłem do placka- nic ci się nie dzieje?
Nie czujesz sie jakby coś miało zaraz z ciebie wyjść?
-Nie
-Zbyt długo to trwa...
-Wieczorem pójdziemy jeszcze do wilkołaków?
-Dick się nie odzywa, chyba wolę pójść do niego.
-To ja do niego pójdę a ty załatw sprawę z pieskami a wtedy pojedziemy odwiedzić twoja rodzinę
-Nie wtrącaj się
-Żal mi tej kobiety, powiedz jej ,że masz ją w dupie a wtedy sobie znajdzie inną ofiarę losu.
-Jeszcze raz wejdziesz na ten temat to założę ci kaganiec- rzuciłem
-Ja tylko...
-Kaganiec - przerwałem jej
Nadszedł wieczór za pierwszy cel obraliśmy dom Dicka, był dalej niż siedziba wilkołaków
ale niepokoiłem się o niego. Nie byłem w stanie przejechać samochodem przez gęsty las dlatego
musiałem wziąć Izę na ręce i odszukać drugiej równie starej rudery, wiedziałem tylko ,że
znajduje się mniej więcej na wprost od mojej. Mógłbym się teleportować a nie biec w niemałym
tempie ale nie wiedziałem gdzie dokładnie mam się teleportować.
Gdy już wreszcie dotarliśmy do celu, wystarczył jeden rzut okiem na dom a już wiedziałem,
że coś jest nie tak. Prócz zapachu stęchlizny i pleśni czułem krew. Wszedłem do środka
i zastałem, kompletny burel. Patrząc na niedopita kawę i pełne piwa stojące w skrzynce
koło kanapy mogłem wnioskować ,że musieli szybko uciekać a zapach krwi i powywracane
meble w salonie sugerowały walkę. Ciekawe gdzie uciekli i czy w ogóle im się udało, oraz
kto ich zaatakował. Wszedłem głębiej i wziąłem jedno z piw, wtedy Iza stanęła w progu.
-O Boże, co za burdel
Słychać było syk otwieranego piwa.
-Ty poszukaj tu a ja tam.
-Sądzisz ,ze to wampiry? - podniosła z ziemi drewniany kołek z odbitą plamą krwi w kształcie
dłoni
Wtedy ja zauważyłem ślady pazurów na sofie
-Myślę ,że były tu też wilkołaki.
(krótkie ale nie mam pomysłu)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz