wtorek, 9 sierpnia 2016

Od Emilie

  Musiałam wziąć kilka dni wolnego przez ostatnie wydarzenie. Jared pracował sam i nieźle mu szlo, jedynie pytał o jakieś sprawy czy rzeczy z którymi nie mógł sobie poradzić, mój mózg działał inaczej niż tych z FBI,  miałam pojęcie o większości rzeczach chociaż oni znali ten "drugi świat", jak się okazało postrzegali mnie za cennego pracownika bo umiałam strzelać, działać szybko, wiedziałam jak wyjaśnić sprawy zabójstw i porwan jednak to co teraz się dzieje przechodzi mój umysł. Jak można tak idealnie zacierać za sobą ślady?
  Siedziałam na fotelu przy laptopie oglądając pliki i zdjęcia, zamknięte strony na starym sprzęcie zaginionej Tiny Roberts. Przeglądałam każda stronę i wszystkie były o jakiś sektach, głównie tylko o trzech ale nawet zagłębiała się w demonologię, różne obrzędy satanistyczne... po co jej to?
-Przepracowujesz się. - mruknął pod nosem Sam siadając obok mnie.
-Niewiarygodne ile ta dziewczyna wie o sektach, demonach... po co takie informacje osiemnastolatce? Małą dziesięcioletnią dziewczynkę znaleźli dziś rano na bagnach jednak nie ma odcisków... niczego nie ma... - westchnęłam ciężko i zakryłam twarz dłonią.
  Usłyszałam odgłos zamykanego laptopa, spojrzałam na Sama i uniosłam brwi.
-Nie powinnaś odpocząć skoro wzięłaś urlop? - spytał przejęty.
  Spojrzałam mu w oczy.
-Jared prosił żebym to przejrzała,  liczy się każda godzina tych dziewczyn...
-Zrobisz to później, co?
  Nie musiałam dłużej na niego patrzeć czy wyczekiwać aż sam to zrobi. Pocałował mnie czule, jak dawno nikt tego nie robił. Usiadłam na nim, wplotłam place we włosy, jego dłonie błądziły po moim ciele. Oderwałam się od niego i wtedy zauważyłam że nieświadomie zmierzamy do jego sypialni.
-A... a Rich śpi... ? - spytałam dysząc.
-Juz dawno temu zasnął. - uśmiechnął się i znów wróciliśmy do całowania.
  Padlśmy na łóżko, leżałam pod nim... nie wiem czy robił to pod wpływem silnych emocji, podniecenia ale ja na pewno wiedziałam, że coś do niego czuje... coś innego niż w poprzednim "związku" z Deanem... teraz czułam tylko bezpieczeństwo na długi czas, wiedziałam że Sam nie opuści mnie i Richa... chciałam by był tu i nigdy nie odchodził. Chciałam go zatrzymać, tu, ze mną.
  Zdjął mi koszulkę błyskawicznie i bez problemów, nie przestawalismy się całować, chciałam więcej i więcej... również pozbyłam się jego koszulki, błądziłam rękami po wyrzeźbionym brzuchu, potem umięśnionych ramionach... tylko prosiłam w duchu, by Rich ani żaden nagły telefon nam nie przeszkodził. To była nasza chwila, która mogłaby trwać i trwać...

  Rano dopiero zorientowałam się, że to nie był żaden sen. Leżałam naga pod białą pościelą na starcie miękkich poduszek. Spojrzałam na zegarek i była za dwadzieścia 12. Wstałam i gdy wyszłam na korytarz usłyszałam, że Sam bierze prysznic. Zajrzałam do syna, wiążąc szlafrok. Spał jak zabity, gdy zeszłym do kuchni przypomniałam sobie, że może lepiej go nie budzić hałasem jaki zawsze wydaje w kuchni.
  Zaspana przetarłam oczy i skierowałam się do drzwi słysząc dzwonek. Stanęłam jak wieśniak na środku przejścia w dość jednoznacznej sytuacji, otóż w samym szlafroku a pod spodem istne zero, czego można było się domyślić...
  Otworzyłam oczy gdy ponownie je przetarłam.
-Słodko, jak zawsze. - odezwał się Dean co pobudzilo mnie momentalnie.
-Co ty tu robisz? - spytałam zaskoczona chowając się za drzwiami.
-Jest dziś wtorek, przyszedłem zobaczyć się z Richem...
-Ale zaraz... no tak... ehm...
-Jest w szkole? Mogę go odebrać...
-Nie, ma trzy dni wolnego bo nie pojechał na wycieczkę...
-Czemu nie pojechał?
-Nagana powalonej dyrektorki.  - mruknęłam pod nosem. -Wejdź, pójdę go obudzić...
  Pobiegłam na górę i weszłam do pokoju syna, który już nie spał.
-Tak, wiem. - odparł zniesmaczony.
-Daj mu szansę młody. - zaśmiałam się.
-Nie obiecuje ze od razu będzie kolorowo. - zastrzegł.
-Ależ oczywiście. - odparłam udając powagę. - Jesteś zły ze nie pojechałeś na wycieczkę? - spytałam widząc jego minę.
  Uśmiechnął się nagle.
-Nie. Musiałbym oglądać tych debili i znowu dać im w...
  Spojrzałam na niego przegrywając głowę.
-No dobra dobra! Zaraz zejdę.
-Umiesz być czasem grzeczny. - uśmiechnęłam się i zeszłam na dol.
  Poszłam do kuchni, podskakując. Zalałam sobie kawę i weszłam do salonu. Sam stał w SAMYM ręczniku centralnie przed Deanem. Nie powiem, że kopara na widok Sama opadła mi niekontrolowanie. Gdy zobaczył moja minę parsknal śmiechem co wystarczająco mną wstrząsnęło bym wróciła na ziemię.
  Rich zszedł na dol i przerwał tą nieustającą ciszę. Spojrzał na mnie.
-Dobra, można iść. - westchnął. - Mogę robić spoko ekstremalne rzeczy i jeść śmieciowe żarcie?
  Spojrzałam nam niego z uśmiechem i potargałam mu blond czuprynę.
-Jasne młody, zobaczymy czy wrócisz w całości.
-Postaram się. Pilnuj mamy Sam, żeby znowu nie poszła do tej głupiej pracy.
-Wcale nie jest głupia... - skomentowałam cicho wypowiedź mojego syna. - Ma wrócić przed 19.
-Robi się Em. - Dean mrugnął do mnie i wyszedł z Richem, który nieco się od niego odsuwal,  jakby pokazywał ojcu ze ma dystans do sytuacji... to wyjątkowo mądry dzieciak, inny niż pozostałe, mądrzejszy niż te w jego wieku... wie jak ma się zachować, oczywiście co nie oznacza ze nie zna granic w rozmowie, mówi głupoty i to co chce mówić to to mówi...
-Moja praca nie jest głupia... prawda? - spytałam Sama cicho.
  Podszedł do mnie i objął, pocałował i ze śmiechem zaprzeczył.
-Jest dla tych co mają nudne życie, a ty zdecydowanie nie masz nudnego życia.
  Ma rację.
  Mam ciekawe, cudowne życie gdy wiem na czym stoję...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz