piątek, 5 sierpnia 2016

Od Emilie

  Rano wpadł do mnie nieoczekiwany gość... Nathalie. Nie widziałam jej dobry rok, może nawet trochę więcej. Byłam zaskoczona, nawet nie wiedziałam skąd zna moje nowe miejsce zamieszkania. Jak się okazało jest wampirem, a jej dwóch ośmioletnich synów zostawiła z mężem w Seattle. Chciała się ze mną zobaczyć.
  Dotknęła mi dłoni, to był jej dar. Przez dotyk mogła zobaczyć co tylko chciała. Pozwoliłam jej na to by nie opowiadać niczego od początku. 
-Tęskniłam. - położyłam jej głowę na kolanach a ona pogłaskała mnie. 
-Ja też...
-Jak to Rich nie chce poznać ojca?
-Nie. - odparłam. - Wiem jaki jest Dean, ale Rich tego nie rozumie. 
-Nie zrozumie tego, jeśli nie pozna Deana od nowa. 
-Coś mu się przestawiło, nie wiem... Rich uczestniczy w bijatykach, ustawkach szkolnych... uczy się dobrze, ale ciągle się bije z Davidem... 
-Rozmawiałaś z nim o tym? 
-Tak! Mówi, że na to zasłużył.
-Może zrozum go? 
-Zrozumieć codziennie bójki? - parsknęłam.
-Może odreaguj jakoś od tego?
-Jak? Nie zostawię Richa z opiekunką. Każda wytrzymała co najmniej dzień. Wyobrażasz sobie? Raz jedna przyszła i zostawiła torebkę w kuchni na blacie a on wrzucił jej tam martwą mysz, którą wcześniej pomalował zielono zgniłą farbą. Dalej nie wiem skąd wytrzasnął martwą mysz. 
  Roześmiała się, a ja wstałam z łóżka gdy dostałam SMS'a od Sama. 
  Nath tylko spojrzała przez ramię. 
-Kto to? - spytała ciekawsko mi się przyglądając. 
-Sam. Mieszka tu...
-Nie gadaj! - wykrzyczała podekscytowana.
-Nie,nie... to brat Deana... 
-No jeszcze ciekawiej! To ten który cię pocałował? Masz ciekawsze życie ode mnie a mam bliźniaków. - westchnęła skrzywiona.
-Nathalie, to jego brat, nie ma nic między nami. 
-Ale co ci szkodzi? Dean odszedł, wraca i ma nadzieję, że go jeszcze kochasz? Ma do czego wracać w ogóle?
-Ma. - odparłam zirytowana. - Do syna.
-Przecież on zamknie się w pokoju i nawet nie zechce słuchać ojca. 
-Rich potrzebuje ojca.
-A gdybyś związała się z kimś innym? - spytała nagle. - Przecież Dean i tak ma swoją drogę, samotnika... co mu robi gdy będziesz z kimś innym? Dasz synowi nowego ojca. 
  Spojrzałam na nią jak na kretynkę.
-Żartujesz? Tak się nie robi, zobaczę co będzie... - odpisałam Samowi na SMS'a i spojrzałam na przyjaciółkę która zaczęła się już zbierać.
  Weszłam do kuchni i zobaczyłam tylko jak Rich je kurczaka. Uniosłam brwi i patrzyłam na niego.
-Skąd masz zrobionego kurczaka? - spytałam zaskoczona a on odwrócił wzrok na kumpli. 
-Yyy... no... - uniosłam brwi czekając na wyjaśnienia, a Nath skręcała się ze śmiechu. - Znalazłem...? - powiedział powoli. 
-Znalazłeś? - parsknęłam. - Ale ja nie miałam w lodówce kurczaka. - założyłam buntowniczo ręce a on tylko patrzył na kumpli.
-No dobra no... - westchnął. - Użyłem swojej mocy...
-Co zrobiłeś? - wycedziłam. 
  Miał zakaz robienia tego przy znajomych. 
-No ale ten jeden raz... - zaczął się tłumaczyć. 
-On tylko... - teraz tłumaczył go Finn.
  Podeszłam do chłopców i usunęłam im pamięć a po chwili przyjechali ich rodzice i odebrali ich.
-Kiedy wróci Sam? - spytał myjąc ręce. 
  Oparłam się o ścianę i wpatrywałam w niego, a Nath dalej śmiała się jak głupia.
-Nie odwracaj kota ogonem. Nie możesz pokazywać mocy ludziom... w ogóle jak udało ci się je odblokować? 
-No byłem głodny... - zaczął. - To sobie wyczarowałem kurczaka...
-Wyczarowałeś? Tak? 
-No kubełek KFC, rany... - opadły mu ręce. - Ale za darmo! 
  Nathalie kompletnie już zryczana ze śmiechu tarzała się po kanapie. 
-Widzisz, ją to śmieszy!
-Rich...
-Nie odpowiedziałaś mi na pytanie.
-Jakie pytanie? - spytałam zdziwiona.
-Kiedy wróci Sam? 
-A co? 
-No... no wiesz co...
  Uniosłam brwi i kucnęłam obok niego. 
-Coś się stało?
-No... no wiesz. 
-Stęskniłeś się za nim? - uśmiechnęłam się.
-Nie można ci nic powiedzieć bo się od razu śmiejesz! - warknął.
-Oj no weź, to urocze przecież! 
  Spiorunował mnie wzrokiem. 
-Zapalę jeszcze u ciebie co? - spytała Nath ścierając z policzka łzy. 
-Tak, jasne. Chodź na balkon. A my potem pogadamy.
-Jasne. - machnął ręką i poszedł na górę kręconymi schodami. 
  Usiadłam na krześle a Nathalie podziwiała Chicago. 
-Nie to samo co Seattle. - westchnęła. - Chcesz jednego? - spytała gdy odpaliła.
-Nie, nie palę. 
-Jesteś dziennikarką, kryminologiem w jednym i nie palisz? Matko. Każdy pali. - zaczęła swoje złote przemyślenia. - To przecież takie seksowne, nie? Oczywiście jak pali seksowny facet albo laska. Czasem zastanawiam się czy nie daję dzieciom złego przykładu, wiesz...
-Chłopcy mają po osiem lat, nie złapią za zapalniczkę. - wzruszyłam ramionami.
-Może i tak. Ale wiesz, czasem zastanawiam się jak tak patrzę na przystojnego faceta, taki wiesz, że aż nogi miękną... czy on ma żonę i dzieci. Z reguły ci smaczni są tacy... wiesz no, mają wszystko w dupie...
-Masz męża, po co myśleć o innych facetach?
-Brad? Tak... gdy na niego patrzę widzę sens życia, bla,bla,bla. Jest totalnie w moim typie ale w jego typie nie jest dzieciarnia. Jest wysoki, umięśniony i ma te swoje tatuaże... jego sposób chodzenia jak ''metal'' mnie podnieca, wiesz o co chodzi, ale po prostu jestem kobietą, kocham myśleć o innych i oglądać się za innymi kiedy on robi to samo do płci przeciwnej. 
-Rany boskie, idź na logistykę. - zaśmiałam się.
-Czasem myślę, że rodzicielstwo go zupełnie nie jara. Ale jak widzę, jak zachowuje się przy mnie i znajomych a jak przy dzieciach... jest przy nich czuły, wychowuje ich na twardzieli, czasem ich podenerwuje. Jest super cyniczny ale chłopcy są jak jego dwa klony, mam trzech facetów w domu i mnie to męczy, szczególnie jak mam takiego drugiego Brada pod nosem. - zaśmiała się i wyrzuciła niedopałkę. - Lecę. Przemyśl to o Deanie. Może rodzicielstwo go nie ''jara''? 
  Wzięła torbę i gdy wychodziła wpadła na Sama. Minęła go i obkręciła się za nim mierząc go od góry do dołu i wyszła. 
-Hej. - odparłam i jak najszybciej odeszłam w głąb mieszkania.
-Tylko ''hej''? Nie pytasz co u Deana? 
-Cieszę się, że już wróciłeś. - westchnęłam. - Niech będzie. - wskoczyłam na blat w kuchni i spojrzałam na Sama. - ''Co u Deana?'' - powtórzyłam jego kwestię.
  Przekrzywił głowę.
-Myśli o was.
-Ekstra. - odparłam obojętnie. 
-Musi zostać w szpitalu. 
-Podwójne ekstra. 
-Miał walkę z Lucyferem. 
  Uniosłam brwi.
-Nie odpuszcza. - zaśmiałam się. - A tatusiek wciąż w formie. 
-Wróci za tydzień.
-Obawiam się, że nie ma do czego wracać... oczywiście jedyne co to może starać się odzyskać syna. 
-Naprawdę go sobie odpuszczasz?
  Kiwnęłam głową.
-Yeah. - mruknęłam. - Nie muszę ci tłumaczyć dlaczego. 
-Wiem... - zacisnął zęby.
  Z góry zszedł do połowy schodów Rich, gdy zobaczył Sama podbiegł do niego i objął go. 
-Kurczę, nawet mi nie okazuje takich czułości. - uniosłam brwi. 
-Tobie okazuje je inaczej. - zerknął na mnie.
  Sam wziął go na ręce.
-Gdzie byłeś? - spytał ciekawsko.
-Ehm... - Sam spojrzał na mnie a ja kiwnęłam głową. - Po twojego ojca...
  Rich spochmurniał. Spojrzał na mnie. 
-Mamo? Nie wróci tu?
-Nie wiem. - wzruszyłam ramionami. 
-A wróci do ciebie? Pozwolisz mu?
-Nie. - uśmiechnęłam się pocieszająco do syna.
  Uśmiechnął się lekko. 
-Już późno Rich, idź spać.
-Ale przecież... Nie jestem już mały. - odparł buntowniczo. 
-Odprowadzę cię, co kumplu? - spytał Sam a Rich ledwo ledwo ale zgodził się.
-Dobranoc mały. - uśmiechnęłam się i wychyliłam się by go pocałować. 
-Nie jestem mały! - mruknął obrażony i poszedł z Samem na górę.
  Ja siedząc po turecku na blacie wzięłam sok pomarańczowy, zastanawiałam się jak Rich zareaguje na spotkanie z Deanem... nie będzie zachwycony... obrazi się na mnie śmiertelnie... ale nie ma wyjścia, potrzebuje ojca. Na pewno nie polubi Deana od razu tak jak w jakiś sposób pokochał Sama... Nie będzie to łatwe i szybkie... o ile w ogóle możliwe jest to, by Rich pokochał znów ojca. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz