wtorek, 9 sierpnia 2016

Od Dean'a

Gdy młody wsiadł do Impali, nic nie mówił, a ja nie wiedziałem
jak zacząć temat, nie wiedziałem o czym am z nim rozmawiać,
wydaje się mądrym chłopakiem ale czy powinienem z nim rozmawiać
o obecnej sytuacji? Warto spróbować.
-Rich? - młody spojrzał na mnie - jak myślisz mam szanse u Emilie?
-Nie- odparł stanowczo - myślę ,że ona kocha Sama, jest lepszy od ciebie
Jego słowa lekko mnie zirytowały, ale nie dałem tego po sobie poznać.
-Dlaczego myślisz ,że ona go kocha?
-Bo się przytulają a ty jesteś do niczego.
-Nie jesteś zbyt miły
-Jestem szczery- nic nie mówił przez dłuższą chwilę - Sam mi mówił dlaczego
nas zostawiłeś.
-Ah tak? A co powiedział?
-Że to ty mną się opiekowałeś gdy byłem mały... ale to bez znaczenia.
-Dla mnie ma jakieś znaczenie
-Czemu? Jak ty wolisz swoją prace?
-Nie prawda
-To też nie ważne.
-Nie opuściłem was, myślałem ,że wrócę maksymalnie po miesiącu ale nie miałem
takiej możliwości, później gdy już mi się udało wszystko się zmieniło, i Emilia i ty.
-Tak bywa
-Wiesz ,że bardzo was kocham?
-Wiem ,że lubisz kłamać - odpysknął Rich. Jego odpowiedzi były wypluwane a nie
wypowiadane, nie miał najmniejszej ochoty rozmawiać zbyt długo.
-Wiem ,że jestem beznadziejnym ojcem ale naprawdę się staram, dajcie mi chociaż
szanse
-Przecież tu jestem.
Odetchnąłem i zaparkowałem auto przy parku linowym. Z daleka było słychać śmiech
dzieci i wesołą muzykę.
-Jesteśmy na miejscu, wysiadaj - uśmiechnąłem się do niego ale jego mina się nie
zmieniła.
Idąc w stronę toru wspinaczkowego dla dzieci widziałem jak Rich rozgląda się
dookoła, chciał się bawić ale nie chciał tego robić ze mną.
-Nie musisz udawać poważnego, to co sie dzieje między mną a mamą nie powinno
cię tak bardzo obchodzić. Idź wybierz który chcesz tor.
Spojrzał się na mnie poważnie i przyśpieszył, aby później trochę podbiec do jednego
z torów. Nie czekając na mnie, wszedł na niego po schodkach przybitych na drzewie,
musiałem przyśpieszyć ponieważ młody wchodził już na most linowy ale bez zabezpieczenia.
-Czekaj! Musisz to założyć. - wyjąłem jedno z koszyka przy drzewie i chciałem
zapiąć Richa ale on zabrał mi to z ręki i opornie ale sam się zapiął, ja musiałem tylko
podpiąć jego linkę do linki nad mostem. Szedłem przy nim pilnując aby nic sobie
nie zrobił ale widziałem ,że go to irytuje, czuł się wystarczająco duży
-Mam sobie usiąść? - spytałem w końcu
-Tak! Proszę, dam sobie radę - powiedział
Usiadłem na ławce z której widziałem go w każdym momencie. Gdy odszedłem on poznał
jakąś dziewczynkę i zaczęli się ścigać, pierwszy raz dziś się uśmiechnął.
Nie dał jej wygrać, ale ona chciała rewanżu więc urządzili nowy wyścig w drugą stronę.
Ja wtedy zauważyłem ,że jest jeden tor ale dla dorosłych za żywopłotem zaraz obok,
poszedłem jakby nigdy nic do niego i zacząłem w takim miejscu aby mieć Richa obok siebie
na sąsiednim torze. Gdy on zaczął się ścigać z małą brunetką, po pewnym czasie zauważył
i mnie, przystanął na chwilę na moście i puknął się w czoło w moim kierunku,
ja się wtedy chwiejnąłem i omal nie spadłem, a ten mały gnojek się z tego śmiał.
Spojrzeliśmy się na siebie wymownie i zaczęliśmy wspólny wyścig, dawałem z siebie
wszystko aby być z młodym łeb w łeb ale na końcu nie mogłem się powstrzymać i wygrałem.
Teraz ja się śmiałem, ale to nie zasmuciło młodego, wiedział ,że jestem silniejszy i miał
satysfakcje z tego ,że wygrał z dziewczynką już drugi raz. Podszedłem do niego.
-Piąteczka - o dziwo przybił ze mną piątkę
-Kaja to jest Dean. - powiedział zmęczony wyścigiem
-Dzień dobry Panu. Przepraszam ale ja już muszę iść mama mnie woła, może się jeszcze kiedyś
pobawimy?
-Jasne! - odparł entuzjastycznie Rich
Kaja uciekła do mamy a Rich spojrzał sie na mnie mrożąc oczy.
-Oszukiwałeś? - spytał
-Oczywiście ,że nie! Jesteś dobry w tym i to bardzo
-Ale to ty wygrałeś
-Wiesz jak było mi ciężko wygrać? Jeszcze trochę poćwiczysz i nie będę miał szans
-Ha! Wrócimy tu jeszcze prawda? - spytał
-No pewnie - poczochrałem jego włosy i poszliśmy w stronę impali.
Młody zrobił się głodny ja zresztą też, wiec zabrałem go do najlepszej kawiarni
w okolicy. Ja przeglądałem menu a on po swoim malował kretkami.
-Wiesz ,że to nie ładnie? - zwróciłem mu uwagę
-Ale ja zaznaczam co chce! - zaprotestował
-No dobrze - zabrałem jedną z kredek - to ja też zaznaczę - spojrzałem się na niego
wystawiając same oczy znad menu, on widząc to zabrał swoje bliżej siebie a gdy skończył
zaznaczać spojrzał sie na mnie w ten sam sposób i na raz położyliśmy menu
tak aby nie był widać co jest zaznaczone. A gdy przyszedł do nas kelner,
młody sam dał mu swoje menu mówiąc aby nie pokazywał mi, ja podałem swoje i dałem
znać wyrazem twarzy ,że młody ma nie widzieć mojego.
-A wiec co państwo wybrali? - spytał zmieszany obecną sytuacją
-Jest zaznaczone w menu - powiedział Rich delikatnym szeptem
Kelner nic nie odpowiedział tylko zrobił wielkie oczy i wrócił do siebie.
Między nami zapanowała chwila ciszy. 
-Słyszałem ,że nieźle się bijesz tylko dlaczego w szkole? - spytałem
-Ale to oni zaczynają
-Jak to oni?
-No bo oni mówią głupie rzeczy
-Jakie rzeczy?
-No głupie... - Rich spuścił głowę
-Mi możesz powiedzieć
-Bo mama jednego powiedziała mu ,że jestem bardzo chory - zaczął tłumaczyć
-Jak to chory? Na co?
-Nie wiedzą, mówią ,że jest we mnie bardzo groźna choroba przez która umrę i wiesz
gdy oni tak mówią to ja się wkurzam i wtedy niechcący używam super mocy
-Wiesz o niej?
-Przecież widzę co robię
-Dlaczego nie powiedziałeś mamie?
-Bo wiem ,że to nie prawda i nie chce jej martwić
-A co się działo gdy pojawił się demon? - spytałem prosto z mostu
-Bałem się - powiedział zażenowany - nie wiedziałem co robić, strasznie się bałem i wtedy
przyjechała mama - spuścił głowę
Przysunąłem się do niego i objąłem ramieniem, przytulając go do siebie.
-Zajmę sie tym ale następnym razem mów o wszystkim mi lub mamie
-A Samowi?
-Jemu też możesz mówić
Odepchnął mnie na długość swoich rąk
-To nic jeszcze nie znaczy - powiedział poważnie patrząc się na mnie - to ty mnie
przytuliłeś
-Jasne - powiedziałem śmiesznie się prostując jak siedzący żołnierz
Nareszcie przyszło nasze zamówienie, gdy Rich zauważył mój i swój talerz,
kopara mu opadła, ja też byłem lekko zaskoczony ale i bardzo dumny, tu test na ojcostwo
był nie potrzebny, zamówiliśmy to samo cheeseburgery, frytki i naggetsy oraz cole a ja
do tego placek.
-Wow straszne - stwierdził Rich przyglądając się zamówieniu
-Nieźle porypane co nie? - powiedziałem podnosząc burgera
Gdy już prawie skończyliśmy jeść a trochę nam to zajęło, ja sięgnąłem po placek, zdjąłem
z niego plastikową kopułę.
-Ale wiesz co? Zapomniałeś o najlepszym, to jest istne niebo na ziemi, najlepszy jest
placek jagodowy z malonowo-czekoladowym nadzieniem. Musisz spróbować.
Rich zmierzył mnie wzrokiem a później ciasto które nałożyłem mu na talerz.
-Tak mówisz? - spytał dłubiąc łyżeczką w cieście
-Raz spróbujesz a pokochasz na zawsze - ugryzłem kawałek - mmmm... raj!
Rich niepewnie ale się skusił, pierwszy kęs był za pomocą łyżeczki ale
kolejny był już bez niej, wziął placek w ręce i nie mógł uwierzyć jak szybko się skończył.
-Jeszcze? - spytałem go a on pokiwał głową jeszcze pełną placka
I tak skończyliśmy jeść zamówiony placek i już z pełnymi brzuchami wsialiśmy do impali.
-Tylko odepnij guzik przy spodniach żeby mi szyby nie wybił - zaśmiałem się
-Ale ja nie mam guzika
-Masz dresy? Ale wygodniś!
-To gdzie teraz?
-Wiesz ,muszę załatwić jedną sprawę.
-Jaką?
-Hotel na noc, bo nie będę miał gdzie spać
-No dobrze to zaczyna się ta nudniejsza część -   westchnął  
-Oj nie marudź, musisz trochę odpocząć po takim objedzie
-Ej... ale nie mów mamie co?
-Gęba na kłujkę od mnie niczego się nie dowie -(bo i ja bym miał przesrane)
Pojechaliśmy kawałek dalej prosto pod motel.
-Tu będziesz spał? - spytał młody z niesmakiem
-Niestety w pobliżu tylko tu mają miejsce
-emm... no dobrze
-Nie martw się jeszcze trochę i kupie mieszkanie gdzieś niedaleko- poczochrałem jego czuprynę
i wysiadłem- zostajesz czy idziesz ze mną?
-Zostaje - zsunął się nieco niżej na fotelu
-Wracam za 5 min
Szybszym krokiem poszedłem do recepcji i wziąłem pierwszy lepszy pokój, nie miałem w czym
zbytnio wybierać więc dosłownie zeszło mi 5 minut, zapłaciłem, odebrałem kluczyk i wróciłem
do auta, wsiadłem na miejsce kierowcy ale gdy spojrzałem na Richa lekko sie przeraziłem.
-Podoba ci się ? - spytałem patrząc na broń którą młody zapewne wyciągnął spod siedzenia
-Po co ci broń? - spytał nie odrywając wzroku od niej
-Wiesz ,że łapie zbirów
-Mama też czasami ma taka
-No widzisz, może kiedyś nauczę cię z takiej strzelać
-Kiedyś? - patrzył na broń i udawał ze strzela
-Ej nie baw się nią, jest załadowana, odłóż ją. Jak podrośniesz i mam pozwoli
-E na pewno nie pozwoli
-Jakoś się z nią dogadamy
Odpaliłem samochód gdy Rich odłożył broń.
-Opowiedz o swojej pracy
-Nie ma o czym mówić
-Ukrywasz coś?
-Jest bardzo niebezpieczna i ty nie powinieneś o niej za dużo wiedzieć- byłem z młodym szczery
-Zabiłeś kiedyś kogoś?
Gdy usłyszałem te słowa przypomniałem sobie obraz mordu Izy, zacisnąłem zęby i rozwijałem
tę scenę sprzed oczu.
-Już późno musimy chyba wracać do domu co nie?
-Mama na pewno się martwi
-No właśnie więc wracamy.
Podróż do domu zajęła nam 15 minut, auto zaparkowałem kawałek od domu Emilie.
Wysiedliśmy z impali i wtedy pokazało się zmęczenie Richa który nie mógł opanować
ziewania. Nagle gdy mijaliśmy stoisko z kwiatami, wpadłem na dwóch staruszków i wywróciłem ich
na siebie.
-Przepraszam - powiedziałem i przyśpieszyłem
Odeszliśmy kawałek i w to stoisko wjechał motocyklista, gdyby nie to że wywróciłem
tych starszych ludzi, potrącił by ich motor. Rich widząc zajście, zdziwił sie ,że
mnie to w ogóle nie zainteresowało.
-Ej wiedziałeś?! Tam był wypadek! - powiedział - chyba nic im się nie stało...
Idąc dalej z uliczki między blokami wyleciała na ulicę piłka od nogi, biegł za nią
młody chłopczyk,  instynktownie podłożyłem mu nogę ratując mu przy tym życie... piłkę
potrącił samochód jego też by potrącił. Rich pociągnął mnie za kurtkę
-Dean? Co ty robisz? Jesteś dziwny...
-Przepraszam Rich jestem strasznym fajtłapą dziś - powiedziałem do Richa podnosząc z ziemi
zaskoczonego widokiem przejechanej piłki chłopaka - przepraszam - powiedziałem do niego
Będąc przed drzwiami do domu poprosiłem Richa jeszcze o coś
-Ej ale nie mów mamie o tym ,że bawiłeś się bronią ok?
-Jak ty nie powiesz o jedzeniu - spojrzał się na mnie cwaniacko
-Stoi
Drzwi otworzył mi Sam.
-Cześć stary - podaliśmy sobie dłonie
-Oddaje Richa, jest trochę zmęczony
Nagle do Sama podeszła Emilia, przytuliła go a gdy zauważyła ,że ja stoję w progu, spoważniała.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                -Dzięki za oddanie syna w jednym kawałku- powiedziała oficjalnie
-Nie ma sprawy - spiorunowałem wzrokiem Sama, Em zresztą też, czekałem chwile na wytłumaczenie obecnej sytuacji ale tu było wszystko jasne. Przerwałem tę krepującą
sytuację

i po prostu wyszedłem lekko trzaskając drzwiami. Nie całe 10 minut później siedziałem
już w barze przy motelu. Jeden, drugi, trzeci ja powoli czuje się wkręcony i zamawiam
kolejnego

Myślałem o tym jaki jestem głupi i co mam teraz robić, nie odzyskam już Em, Sama też
na pewno juz nie, cała nadzieja w Richu którego też nie moge wziąć do siebie,
lepiej mu z nimi. Więc zostaje sam a trzyma mne tu tylko ten mały. Chyba się powieszę...
Wskazałem palcem na pusty kieliszek dając znak że chce więcej.
Uciekałem przez ostatnie pare dni od alkoholu ale dobrze wiedziałem ,ze bardzo go
potrzebuje, przy nim najlepiej się myśli a ja mam dużo do przemyślenia.
Uruchomiły mi się wspomnienia, jak to było gdy byłem sam z Sammim, później pierwsze
spotkania z Emilie i jej siostrą, pojawienie się Richa... na początku też mnie przy nich
nie było... dureń ze mnie! Ale miałem problemy... i gdy tylko się ich pozbyłem znów,
wróciłem. Było mi z nimi tak dobrze...
Przyszła kolej na ósmego... wziąłem go do ręki ale nagle pojawiła sie magiczna
delikatna dłoń która mi go zabrała.

Spojrzałem na nią... Emilie. Patrzyła się na mnie tymi swoimi wielkimi oczami,
nie była zła, chyba raczej mi współczuła.
-Dean, Dean, Dean... wiedziałam ,że cię tu znajdę...
-Po co mnie szukałaś?
-Ni... nie wiem... czułam sie... zobowiązana do tego...
Nie odpowiedziałem, słuchałem jak jej anielski głos dudnił mi w głowie, jedyne
co to wstałem aby być z nią twarzą w twarz.
-Nie musisz tak skończyć, to nie jest koniec... możesz zacząć na nowo - ciągnęła - znajdź
dziewczynę, załóż rodzinę... może dziecko... żyj dalej- mówiła takim ciepłym głosem
-Nie potrafię - powiedziałem cicho
-Wierze w ciebie, pozbieraj się, nie wszystko stracone... - położyła dłoń na moim policzku

-Biedny Dean...- westchnęła-  wróć do motelu i odpocznij. - Po tych słowach zamilkła trzymając dłoń jeszcze chwilę na miejscu po czym ją delikatnie zsunęła. Nie zauważyłem gdzie poszła, ponieważ jeszcze byłem w transie, ale posłuchałem się jej, zabrałem swoją kurtkę i poszedłem do motelu.
Dlaczego akurat musiała znaleźć się w tym samym barze co ja? Na pewno nie przyszła
tam dla mnie, pewnie była obok w monopolowym i tu zaszła bo piwo jest tańsze.
Rozebrałem się i poszedłem spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz