środa, 3 sierpnia 2016

Od Dominica

- Bella? - wykrztusiłem w myślach.
Nie, to nie było możliwe.  To na pewno był jakiś głupi żart. Zaszokowany wpatrywałem się w nią przez dłuższą chwile a potem zacząłem się powoli cofać. Chciałem jej jakoś dać znać, żeby się nie bała, ale w ogóle nie słyszałem jej myśli. 
Całe szczęście, nie uciekła. Wstała tylko i otrzepawszy się z wody spoglądała na mnie niepewnie. To wszystko trwało może minutę. Usłyszałem za sobą bieg chłopaków. Cofnąłem się w pobliskie krzaki, uciekając przed jej wzrokiem.
I co, i co dorwałeś ją?!, krzyknął Hugo.
Stójcie, warknąłem. 
Jak na zawołanie, przestali się przedzierać przez paprocie i znieruchomieli.
Co się dzieje Dominic?, spytał stanowczo Matt.
Wydaje mi się... Że to Bella, mruknąłem po czym nie dając im szans na odpowiedź przemieniłem się i naciągnąłem na siebie sponiewierane spodenki.
Gdy wyszedłem z powrotem z krzaków, wilczyca wydała z siebie coś na kształt wrzasku. 
Stoisz przede mną w postaci wilka, a krzyczysz na widok półnagiego faceta, pomyślałem ironicznie, lecz powiedziałem spokojnie.
- Bells to ja. Dominic. Pamiętasz mnie tak? 
Zobaczyłem w jej oczach cień ulgi, ale i ogromną panikę. Wyczuwałem, że jest na skraju szaleństwa. Poczułem się tak samo jak w noc kiedy ją znalazłem. Ehh, co za dziewczyna.
Podszedłem do niej ostrożnie. Cofnęła się nieufnie parę kroków, potykając się o wystający konar.
Nagle za nami rozległ się szelest. Do Belli najwyraźniej doszedł instynkt samoobrony, bo wyszczerzyła wściekle zęby.

- Bello - mruknąłem ugodowo - To tylko moi... Bracia.
Zamilkła. Zobaczyłem w jej oczach ogromne zdziwienie. Parsknąłem śmiechem na ten widok, ale szybko zamilkłem.
Nie miałem już wątpliwości, że to Bella.
Ale... jak do cholery?! Była zwykłym człowiekiem. Pachniała jak człowiek.
Choć z drugiej strony nie powinienem się dziwić... Szczerze powiedziawszy zignorowaliśmy jej objawy. Ja ostatnio zajęty byłem wyłącznie sobą i swoimi 'problemami'. Zachowałem się jak dziecko, choć potrzebowała pomocy.
Moje obawy się sprawdziły. Ten 'pies' to był jakiś nieznany wilkołak, którego dziwnym sposobem nie wyczuliśmy ( ach te nasze świetne patrole!).
- Bello... Dasz radę się przemienić?
Spojrzała na mnie nierozumnym wzrokiem. Westchnąłem.
- Czy umiesz z powrotem zmienić się w człowieka?
Znałem odpowiedź na te pytanie, lecz tylko utwierdziłem się w przekonaniu gdy pokręciła spanikowana głową.
Podszedłem do niej ostrożnie. Tym razem nie cofnęła się.
- Posłuchaj... - zacząłem - Musisz całą swoją silną wolę skupić tylko na tym. Skoncentruj się na każdym skrawku swojego ciała. Uspokój umysł. Wyobraź sobie, że opuszczasz swoją postać i stajesz się zwykłą dziewczyną. Może oderwij się od ziemi, będzie ci...
Nie musiałem kończyć. Wilczyca zaczęła 'unosić' się ku górze. To wszystko trwało ułamek sekundy. Po chwili stała przede mną dobrze znana mi dziewczyna.
Naga.
Dopiero po dłuższej chwili zorientowałem się jaką popełniłem gafę. Nie uprzedziłem jej że no cóż... Będzie zupełnie 'bez niczego'. W szoku gapiłem się na nią bezczelnie. Dopiero po chwili zorientowała się co jest grane. Gdy zobaczyła, że nie ma na sobie żadnych ubrań, zaczęła wrzeszczeć i usiłowała się jakoś zakryć rękoma, wyrzucając po sobie kolejno przekleństwa. Wydawało mi się, że parę razy wychwyciłem 'zboczeniec'.
- Dobry Boże! - krzyknąłem odzyskując władzę nad swoim ciałem i odwróciłem się pospiesznie.  Byłem w takim szoku że i tak niczego nie zdążyłem zauważyć. Gdzieś w oddali słyszałem wesołe ujadanie moich towarzyszy, które zapewne było... śmiechem. Miałem nadzieję, że nie widzieli niczego na własne oczy, tylko domyślili się z wrzasków Belli.
Gdy zerknąłem nerwowo za ramię, cofała się szybko w kierunku drzewa w dziwnej pozycji. Widząc, że znowu się popatrzyłem, wrzasnęła jeszcze głośniej, a ja cały czerwony odwróciłem się szybko. Ścisnąłem sobie nasadę nosa i odetchnąłem głęboko.
- Bello? Schowałaś się już? - powiedziałem nie odwracając się.
- Spróbuj tylko tu przyjść a wydrapię ci oczy! - krzyknęła.
Zdziwiłem się, że jeszcze się nie zmieniła. Była okropnie wściekła. Wydawała mi się jednak... wyjątkowo utalentowana. Po tym jak tak sprawnie się przemieniła w człowieka.
- Załatwię ci jakieś... ubranie - wykrztusiłem z siebie, zaczynając się śmiać. Dopiero ta sytuacja zaczęła do mnie docierać.
- Nie! - krzyknęła - Idź sobie stąd po prostu! Poradzę sobie sama!
Przewróciłem oczami i pobiegłem szybko w stronę gdzie cała psiarnia pokładała się ze śmiechu. Wiedziałem, że Alberto zawsze taszczył ze sobą spodenki i podkoszulek. Żartowaliśmy sobie czasem z niego, że miał kompleks chudej klaty.
Zastałem ich turlających się ze śmiechu po trawie. Z tej odległości nie mogli zobaczyć Belli, może ewentualnie jeden z nich jakiś kawałek. Miałem nadzieję, że ten 'ktoś' szybko odwrócił wzrok, bo inaczej miał mieć potem porachunki ze mną.
Alberto i Matt patrzyli się na całą hołotę z politowaniem, ale byli wyraźnie rozbawieni.
- Alberto mogę pożyczyć twój podkoszulek? - spytałem.
Szczeknął wesoło w odpowiedzi i oderwawszy go sobie zębami od sprzączki na nodze, rzucił mi go.
No cóż, pachniał 'mokrym psem' i zostało trochę śliny, ale był zdatny do użytku.
- Dzięki! - wyszczerzyłem zęby - Dobra, zobaczymy się w domu. Musimy wszystko obgadać ze starszyzną, prawda Matt? - popatrzyłem mu w oczy, a on w odpowiedzi pokiwał głową.
Gdy wróciłem Bella dalej chowała się za drzewem.
- Widzę jak sobie radzisz sama - mruknąłem ironicznie po czym rzuciłem jej podkoszulek i odwróciłem się.
Usłyszałem jak szybko wciąga go na siebie. Nie zdążyłem się odwrócić jak wpadła na mnie spanikowana.
- I co teraz?! Ja... Ja nie wierzę w to po prostu. To nie jest możliwe Dominic słyszysz?! - wbiła mi paznokcie w ramiona, patrząc na mnie przerażona - To sen! Koszmar! Obudzę się zaraz i...
Przyglądałem jej się z kpiącym uśmiechem.
- I co? Bello taka jest rzeczywistość. Zabiorę cię do Toby'ego. Myślę, że ojciec Matta i dziadek Cody'ego pomogą nam w rozwiązaniu twojego problemu.
Nie odpowiedziała nic, tylko rozpłakała się po chwili. O nie tylko nie to tylko nie płacz, pomyślałem przerażony.
- Dominic kim ja jestem?! Kim ja jestem do cholery?! Budzę się, nic nie pamiętam. Próbuję zacząć nowe życie! I co?! Staje się... Potworem!
- Ej ej nie mów tak - powiedziałem łagodnie - Poradzimy coś. Kath... Kath też jest 'inna'. Zrozumie cie jak nikt inny - nagle poczułem wzbierającą tęsknotę w sercu. Pomyślałem o niej ciepło. Katherine.. Ostatnio zachowywałem się jak dupek. A ona była taka wyrozumiała. Taka ciepła.
Westchnąłem. Musiałem z nią szczerze porozmawiać.
- Chodźmy. Na razie może lepiej na dwóch nogach...
Pokiwała głową i otarła łzy. Podałem jej rękę. Zerknęła na nią nieufnie, lecz uchwyciła ją po chwili.
Droga nie była jakoś specjalnie długa. Jednak gdy doszliśmy do domu wyczułem, że coś jest tak. W oknie zamajaczyła mi twarz Sophie, a po chwili mała wybiegła z domu.
- Kath wyjechała! - krzyknęła zapłakana.
Znieruchomiałem. Zdrętwiałymi ustami powtórzyłem 'wyjechała?'.
Bez pożegnania?
Bez żadnego słowa?
Niee, to nie było możliwe.
- Sophie pomyliło ci się coś - odparłem spokojnie - Kath nie wyjechała by ot tak.
- A właśnie że wyjechała 'ot tak' - zagrzmiał dziadek pojawiając się w drzwiach - Jakąś godzinę temu. Nawet nie powiedziała gdzie jedzie. Zwykłe 'dziękuje za gościnę' i 'do widzenia' jakby była jakimś gościem na jedną noc - prychnął gniewnie - A tak przy okazji dzień dobry moja droga Isabello. Dawno cię tu nie widziałem.
Obok niego pojawiła się mama machając rękami. Z pewnością chciała go uspokoić. Bella stała obok z głupią miną.
- A ja nadal jestem pewny, że nie wyjechała na długo - odparłem pewny siebie - Nie żegnała się, bo widocznie wróci tu za parę godzin.. Albo jutro.
- Taa, i właśnie dlatego pakowała całą torbę - odparł po czym mruknął do siebie, ale tak że słyszałem "Jedna odchodzi, druga przychodzi".
- Dziadku! - syknęła zapłakana Sophie i pobiegła do domu.
- To może ja... - zaczęła niepewnie Bella, gdy z lasu wyszedł Matt a za nim cały orszak łącznie z dziadkiem Cody'ego ojcem Matta, a na dodatek jego matką.
Bella zawstydziła się i schowała za moimi plecami. Zwróciłem się spokojnie w stronę dziadka.
- Jestem pewien że Kath wróci - powiedziałem stanowczo po czym dodałem - Teraz mamy ważniejszy problem. Isabella wszystko nam opowie - powiedziałem i pchnąłem ją w kierunku domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz