niedziela, 31 lipca 2016

Od Kath

  Otworzyłam oczy, byłam kompletnie niewyspana... Na dodatek miałam zły sen, o moim bracie. Jak pierwotni każą mu mnie zabić... A potem naszło mnie coś jak wizję, jednak twarze dwóch osób były zamazane... ciekawe...
  Zbierałam się do wstania, nawet nie wiem która godzina.
  Spojrzałam na zegarek i zamarłam. Za dwadzieścia czwarta! Na pewno nie zdążę się wyszykować na urodziny Sophie...
  Gdy kończyłam się szykować do pokoju wszedł Dominic. Uniósł brwi, gdy zobaczył, że jestem prawie gotowa.
-Jednak nie musiałem cię budzić. - skomentował, gdy grzebałam w torebce. - Szukasz czegoś?
-Tak... nie... znaczy... nie ważne... - mamrotałam zamyślona i oglądałam się po pokoju.
-Może jednak?
  Wlazłam pod łóżko i krzyknęłam triumfalnie.
-Mam!
  Założyłam na głowę koronę, a Dominic spojrzał się na mnie jak na wariatkę.
-Dziś nie są twoje urodziny...
-Och, Sherlocku! - parsknęłam i wyszłam, a Dominic poszedł za mną zaskoczony.
  Weszłam do Sophie, a ta zastanawiała się z mamą w co się ubrać. Dziewczynka spytała mnie o radę zupełnie zakłopotana i trochę smutna, ale to chyba z innego powodu...
-A gdzie masz swoją sukienkę, księżniczko? - spytałam.
-No właśnie nie wiem... Pomożesz? Mama też nie wie gdzie ona jest...
-Zdaje się, że widziałam ją w łazience... momencik. - weszłam do łazienki i przyniosłam ją Sophie. - Widzisz?
  Gdy się w nią przebrała była gotowa w stu procentach.
-Wyglądam dobrze?
-Ślicznie. - odparłam, a jej mama uśmiechała się do mnie i do córki. - Tylko jeden drobiazg. Dziś jesteś najważniejsza... a więc to jeszcze bardziej wszystkich w tym utwierdzi. - uśmiechnęłam się i zdjęłam koronę z głowy.
-Teraz jest super.
-Wooow, rzeczywiście, nawet pasuje mi do sukienki.
-Ja zerknę na tort. - wyszłam z pokoju zostawiając jej mamę z Sophie.
  Dominic poszedł za mną i w kuchni gdy byliśmy sami zaczął.
-Mam godzinę... postaram się wyrobić na urodziny Sophie...
-Gdzie Ty idziesz? - spytałam odwracając się od lodówki patrząc na niego zaskoczona.
-Jadę do Seattle.
-Po co? Nie wyrobisz się...
-Jadę po ojca. Musi być tym razem.
  Westchnęłam.
-A co jak się spóźnisz? Na zdmuchnięcie świeczek?
-Możesz jakoś ''grać na czas''?
-Mogłabym, ale... no dobrze... tylko postaraj się być na czas, nie spóźnij się, żeby nie było jej przykro...
  Gdy odjechał akurat przyszła Julia...ach... Bella... Cały czas miałam nieodbite wrażenie, że to ona. Po prostu jakbym wyjęła ją z pamięci i przeniosła tu. Chociaż odrobinę kolor włosów się nie zgadzał... może jej po prostu zjaśniały? Po jej historii, którą opowiedziała mi parę dni temu uwierzyłam w nią tak, jakby Julia mi to opowiadała. Przecież zniknęła, nie wiadomo co się z nią działo... możliwe, że straciła pamięć w wyniku jakiegoś wstrząsu? Czy nawet wypadku?
  Poprosiłam, by dziewczyna zajęła się przez chwilę Sophie i całą resztą, ja wyszłam... musiałam się upewnić, że wampiry nie zaatakują. Po drodze wyczułam kogoś... Stanęłam w bezruchu, a potem skoczyłam na drzewo. Obserwowałam dwóch zdaje się łowców, czy coś w tym stylu. Oni na tym terenie? Guza szukają?
  Rozpoznałam w mężczyźnie Deana. Nie mogłam w to uwierzyć, więc zeskoczyłam bezszelestnie na ziemię i stanęłam za nimi. Dotknęłam ramienia Deana, obserwując kobietę obok niego. To nie może być Emilie, więc... czyżby się rozeszli i Dean miał nową dziewczynę?
  Kobieta odwróciła się i od razu gdy mnie zobaczyła strzeliła, jednak zwinnie uniknęłam kulki. Zawsze świetnie mi to wychodziło i uciekanie przed łowcami w poprzednim życiu nauczyło mnie kilku sztuczek.
-Amy? - Dean zaskoczony wpatrywał się we mnie. - Co ty tu robisz?
-No nie gadaj, że przyjaźnie, twoje przyjaźnie, sięgają aż po wampiry.
-Jest pół wampirem. - sprostował Dean. - Co tu robisz?
-Ty mi wyjaśnij.
-Pierwszy spytałem.
-Uciekłam tutaj, teraz mieszkam z wilkołakami.
-No bez jaj. - opuścił broń załamany. - Po cholerę?
-Lubię ich. I mam do was prośbę. Odpuśćcie sobie a dziś strzelaniny... odpuśćcie sobie najwyżej wilkołaki... mogę wam wskazać inny obiekt, który również wilkołakom wadzi, jak i mnie.
-Co takiego? Pułapkę?- parsknęła kobieta, a ja spiorunowałam ją wzrokiem.
-Dla ciebie na pewno się coś znajdzie, laluniu. - warknęłam złośliwie i zwróciłam się do Deana. - Grupę pierwotnych wampirów... są ciężkim orzechem do zgryzienia ale możecie ich śledzić, jak wam się nudzi. Idę do nich akurat, więc zaprowadzę was. Tylko są ostrożni i po ich stronie lasu mają rozproszonych wampirów, które mają różne umiejętności... działają w grupie i są zorganizowani, na niektórych nie działają kołki ani różne inne zabaweczki. - poszłam przed siebie, a oni po chwili za mną. - Co z Emilie? Już się rozeszliście?
-Nie twój interes. - odparł unikając tematu.
-Och daj spokój, pomagałam jej wychować waszego bachor... synusia, więc chociaż strzel troszkę tajemnicy dlaczego tu jesteś a nie z nią?
-Strzelić to ja ci mogę w łeb jak będziesz w to brnąć.
-Wtedy nie znajdziecie wampirów. - zaśmiałam się odwracając do Deana i znów podążyłam przed siebie. - A więc?
-Muszę uratować Sama, zadowolona?
-Hmm... w miarę. - wzruszyłam ramionami i zgrabnie przechodziłam po wystających konarach.
  Pokazałam im wielką rezydencję wampirów.
-Skoro wszędzie mają rozprowadzonych szpiegów itp, to chyba nas widzieli. - odezwała się kobieta.
  Odwróciłam się do nich.
-Czułabym ich. Teraz widocznie są na polowaniu w mieście. - uśmiechnęłam się kącikiem ust i poszłam przed siebie. - Teraz idźcie w swoją stronę i nie dotykajcie wilkołaków, bo się zemszczę. - pogroziłam im palcem. - Jak ty dotkniesz moich, to ja dotknę Emilie i twojego syna. Chociaż patrząc na twoją nową niunię wątpię, że cię obchodzi twoja rodzina. Mam nadzieję, że układ pasuje, bo mi bardzo.
-Jak dla mnie może być, mam to w dupie. - odparła kobieta.
-Przymknij się, nie z tobą rozmawiam. - warknęłam do niej a ona ścisnęła broń. - Znów chybisz.
-Mogę ją zastrzelić?! Będzie po pieprzonym problemie! - krzyknęła.
-Niech będzie. - odparł Dean mierząc mnie wzrokiem.
-Ale pamiętaj... coś się stanie wilkołakom z waszej ręki, to z mojej ręki coś sie stanie twojej rodzinie, Dean. A jak nie z mojej ręki, to od kogoś z wampirów. Wiesz, że jestem do tego zdolna.
  Odwróciłam się i weszłam do domu pierwotnych.
  Stefan i Damon kłócili się między sobą, gadali o jakiś starych znajomych którzy ścigają Damona.
-Słuchajcie...
-Nie teraz, Katherine. - uciszył mnie Stefan.
-Ale... - stanęłam za nim. - Inni łowcy są tutaj. Dean i jakaś jego ''partnerka''.
  Zamilkli.
-Przecież Dean nas zna, poza tym czego on tu szuka? - spytał Damon.
-Chce pomóc Samowi. Więcej nie wiem, bo mnie nie obchodzi ale przyszłam tu upewnić się, że pierwotni nie planują żadnego ''zamachu'' dzisiaj na wilki.
-Nie, dziś są w New Yorku. - odparł Stefan.
-Aha... super. - Gdy chciałam wyjść i minąć dwójkę do środka nagle wparowali znikąd jakaś dwójka kolejnych łowców. Chyba... Jeden był wilkołakiem a drugi... a raczej... druga, była łowcą.
-Mówiłem ci, że to tu! - westchnął wilkołak.
-Czy tu zawsze tak tłoczno? - spytałam zaskoczona.
-Jenna? - zdziwił się Damon, a dziewczyna opuściła broń gdy nowy wilkołak kazał jej się uspokoić.
  Wszyscy rzucili dziwne spojrzenia, a ja tylko obserwowałam całe zajście.
-Co się tu dzieje? - spytałam, by ktokolwiek udzielił mi odpowiedzi.
-To moja stara, dobra znajoma Jenna. - przedstawił Damon z uśmieszkiem.
-Stara dobra znajoma? - oburzyła się. - Zaraz ci odstrzelę jaja jak powiesz coś jeszcze!
-Może i zabrałem ci...
  Podniosła broń, a on zamilkł.
-Kim jest twój kumpel? - spytał Stefan spokojnym tonem.
  Jenna spojrzała na niego i westchnęła, opuszczając ponownie broń.
-To jest mój kumpel, jest dla mnie jak brat...
-Rick. - przedstawił się. - Przyjechaliśmy tu na prośbę Stefana.
  Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Klaus i reszta rodzinki planują wybudzić Jeremy'ego, nie możemy na to pozwolić... - wyjaśnił Stefan.
-Wszyscy się poznali, super. A teraz pozwólcie, że się napiję trochę alkoholu bo atmosfera jest napięta. - powiedział Damon idąc w stronę whisky.
  Jenna strzeliła w butelkę, a Damon spojrzał na nią zrozpaczony.
-Nie w butelkę, kobieto! O bogowie! - załamany padł na kanapę.
-Pieprzony chlejus. - warknęła i poszli wszyscy do salonu, a je upewniwszy się, że nie będzie nikt przeszkadzał dzisiaj w urodzinach dziewczynki wróciłam do Sophie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz