-Nie unoś się siostro... - odparła Gabi. - Zawsze byłaś wybuchowa... - uśmiechnęła się wspominając dawne czasy.
-Nie chce już tu być... chce wrócić do Deana! Do syna!
-Jeśli wrócisz... będą wiązały się z tym konsekwencje...
-Jakie? Dlaczego konsekwencje? Mam prawo wrócić!
-Lucyfer zmienił cię w człowieka i teoretycznie już nie żyjesz. Jednak mogę dać ci szansę na powrót, ale jest jeden minus...
-Jaki? Coś mam zrobić? Mów co!
-Nic nie musisz robić. Usunie ci się pamięć, nie cała, ale jedna cząstka, oddajesz tą najważniejszą.
-Co takiego? - wyszeptałam.
-Nie wiem co dokładnie stracisz, nikt tego nie wie... ale wrócisz.
-Nie chce zapomnieć o Deanie ani Richu...
-Wybieraj.
-Dobrze. Ale powiedz co mogę zrobić by zabić Lucyfera... NO CO?!
-Obudzisz się, to się dowiesz. - posłała mi tajemnicze spojrzenie a ja miałam ochotę dać jej z liścia.
-Chyba kpisz! - krzyknęłam.
Otworzyłam oczy.
Obudziłam się nagle, maszyna zaczęła pikać a nade mną stali bracia. Abaddon i Abalam. Wściekłam się gdy zobaczyłam ich na własne oczy. Teraz nienawidziłam ich i nie obchodziło mnie to, że są moją ''rodziną''. Moją rodziną jest Dean. Nie oni. Nie będę ich już chronić.
Cała się trzęsłam, jakby porażona prądem bałam się ich dotknąć mimo nienawiści do nich. Abaddon z uśmiechem złapał mnie za szyję i podduszał, puls w maszynie szalał a ja nie miałam sił wyrwać się bratu.
-A jednak się wybudziłaś... No cóż, ale jesteś człowiekiem, prawda? - zaśmiał się i ściskał moje gardło dalej.
To stąd te wszystkie siniaki.
-Zo...staw... mnie...! - wydusiłam, złapałam go za nadgarstek.
Stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Wysysałam z niego całą moc, nawet życie. Nie mógł nawet krzyczeć, umierał. Jego dłoń zaczynała się sypać, i to dosłownie. Mówił, żebym go puściła, jednak wcale nie miałam takiego zamiaru. Ściskałam jego nadgarstek wysysając go co do kropli. Nagle zniknął, zmienił się w proch i po prostu się rozpłynął.
Abalam nawet mnie nie dotknął, chciał uciec ale złapałam go za rękę i prawie spadajac z łóżka, zrobiłam z nim dokładnie to samo co ze starszym bratem. Gdy skończył tak jak poprzednik wstałam z łóżka, poruszałam się za pomocą ściany bo nie byłam w stanie stać normalnie czy też chodzić. Podpierałam się o nią, dopiero gdy minęłam trzecią parę drzwi dobiegli do mnie lekarze i pielęgniarki. Zadawali liczne pytania, które echem odbijały się od ścian mojej czaszki. Odepchnęłam ich ruchem ręki, zupełnie niekontrolowanie, przelecieli przez cały korytarz, inni uderzyli plecami o ściany.
-DOŚĆ! Zostawcie mnie...! - krzyknęłam, dopiero wtedy gdy spojrzałam na ich pokiereszowane ciała doszło do mnie co zrobiłam.
Niekontrolowana moc. Znowu.
Doszłam do parkingu i do budki telefonicznej. Jednak nie mogłam spamiętać numeru Deana, a z tego co dobrze pamiętam nasz dom jest daleko. Wróciłam do szpitala i poprosiłam panią w recepcji o numer do niego, powinna go mieć. Nie myliłam się.
Jednak nie chciała mi go podać, kazała mi zostać w szpitalu dalej jako pacjent, jednak nie mogłam wytrzymać tu dłużej. Dobiegł do mnie jeden z jakiś lekarzy, wzięłam go za głosy i obijałam o ścianę rozwalając mu głowę. Krew była wszędzie, a ja patrzyłam na zakrwawione dłonie nie mogąc zrozumieć dlaczego tak robię. Byłam całkowicie roztrzęsiona, poprosiłam kobietę by zadzwoniła do Deana, a ona wystraszona wykonała polecenie.
-Tak... wybudziła się jednak jest problem... Niech pan tu przyjeżdża jak najszybciej...
Byłam cała we krwi, z dłoni jeszcze skapywała mi świeża krew od tamtego lekarza. Recepcjonistka ani pacjenci nie zadzwonili po policję, ani drgnęli. Ja krzątałam się po poczekalni, dalej się trzęsłam, uspokajałam się ale nie umiałam.
Do środka wszedł, a raczej wbiegł Dean i pierwsze co zobaczył to zakrwawiony skrawek ściany a pod nią martwy lekarz z rozwaloną głową, a raczej jej resztkami. Podszedł do mnie i pytał co sie stało, lecz nie byłam w stanie mówić, byłam w kompletnym szoku.Jedyne co udało mi się powiedzieć to to, by usunął im pamięć z tego co się stało.
Nawet nie musiałam mu tego mówić bo z pewnością wiedział co trzeba, zrobił to zanim dokończyłam zdanie, a złożenie go zajmowało mi dłuższy czas. Podszedł do każdego i usunął im pamięć. Wziął mnie na ręce a ja wtuliłam się w niego jak w dziecko.
W domu doprowadziłam się do ''ładu''. Dean nie spuszczał ze mnie wzroku, raczej chciał wiedzieć co się stało i jak do tego doszło. Chciałam z nim porozmawiać ale nie umiałam nic wytłumaczyć, sama mało rozumiałam.
-Wiem... chyba... jak zabić Lucyfera...
-Nie zajmuj się tym teraz... - westchnął i przytulił mnie do siebie.
-Ale... ja... zabiłam Abaddona i Abalama... dzisiaj u mnie byli... wyssałam z nich moc i życie... jak skoro jestem człowiekiem?
-Nie śniło ci się to?
-N-nie... mówię prawdę...
-Wierzę ci, tylko... czyli został sam Lucyfer...
-Wiem, że ma twojego brata...
-Skąd?
-Widziałam oczami Lucyfera gdy byłam w śpiączce. Wiem wszystko, co planuje i że ma twojego brata. Mogę go zabić... Lucyfera... wyssać z niego życie ale... nie wiem czy dam radę... mogę umrzeć... ale jedno wyklucza drugie...
-Co takiego?
-Jeśli nawet bym umarła to razem z Lucyferem... Widzisz... rozdzielił siebie na osiem części... bracia zginęli... tamci też, reszta mojego ''rodzeństwa... teraz została tylko Julia i ja... jeśli się zabije wszystkich to wtedy...
-Nie ma opcji. Musi być inne wyjście.
-Jakie?
-Na razie zostaw to... porozmawiam o tym z Crowleyem i Roweną... Ty zostań z synem...
-Synem...? - spytałam zdziwiona.
-No... Rich... - odparł zamurowany.
-Mamy syna...? Och... jeszcze jedna rzecz... gdy spałam... powiedziano mi... że budząc sie zapomnę o czymś... czymś ważnym dla mnie...
-Zapomniałaś o naszym synu?
-Może sobie przypomnę... ja... ja nie mogę go na razie widzieć ani dotykać... mogę z niego wyssać życie, zobacz co zrobiłam niewinnym ludziom... nie mogę... ja... nie wiem co się ze mną dzieje... powinnam ci pomóc w odnalezieniu brata a tym czasem...
-Spokojnie kochanie, będzie dobrze. Wszystko po kolei. Pomogę ci i damy radę.
-Nie jestem człowiekiem, więc kim? - spytałam sama siebie. - Doprowadzę się do porządku i pójdę z Tobą do Crowleya...
-Nie ma tam wstępu dla...
-Pójdę tam z tobą, wtedy będę miała tam wstęp. - odparłam i poszłam na górę się przebrać omijając pokój dziecka.
Gabi, coś ty narobiła? Kim jestem? Co się ze mną dzieje i co robić...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz