Miałam wychodzić, gdy ktoś wszedł do środka. Zbiegłam ze schodów i spojrzałam na Abaddona. Wyglądał na zmartwionego czymś. Przegryzłam wargę i wpatrywałam się w niego. Nie podobało mi się to, że nie ma skrupułów by wchodzić tu bez pukania.
-Abalam rozrabia. - zaczął. - Znów potrzebuję twojej pomocy.
-Ty potrzebujesz czy on? - spytałam zirytowana.
-My. - uśmiechnął się. - Byłoby prościej, gdybyś wpuściła nas do czyśćca...
-Nie zaczynaj.
-Jestem twoim bratem...
-Ale zarazem diabłem. - przerwałam mu.
-Nie dam ci spokoju, wiesz o tym, prawda?
-Nie przychodź tu więcej.
-Bo? - opadł na fotel.
-Dean nie chce was widzieć. - odparłam.
-A Ty chcesz? - zaśmiał się.
-Nie wiem czy wam ufam.
-Pamiętasz co nam obiecałaś?
-Ale teraz jest Dean...
-Nie widzę go jakoś. - rozejrzał się po salonie.
-Wyszedł, ale wróci.
-Nie zapominaj kto cię do niego zaprowadził, Emilie. - pogroził mi palcem.
-Wyjdź. - zażądałam.
-Najpierw braciszek.
-Czemu sam go nie wybawisz?
-Czarownica zablokowała nasze moce, twoich nie dotknęła... bo jesteś... dobra... - wypluł te słowa z odrazą. - No i w miarę silna...
-W co się wpakował?
-Morduje. Nie może tego opanować bo jest diabłem z krwi i kości... dotrzymałem słowa, nie tknąłem nikogo w mieście. Ale Abalam ma z tym kłopoty.
-Miałeś go pilnować.
-Jesteś młodszą siostrą, naszym oparciem... - powiedział teatralnie.
-Dobra. - opadły mi ręce. - Robię to dla świętego spokoju. Żeby była jasność. I więcej tu nie przyleziesz.
-Pomyślę nad tym... chcę odwiedzać młodego...
-I wychować go na takich jak wy? Wynocha.
Wyszłam z nim i przeniósł mnie do Abalama.
Odrywał głowę jakiemuś mężczyźnie, a następnie kolejnej ofierze roztrzaskał kości o statek stojący obok.
-Przestań. - powiedziałam, ale nie posłuchał.
Uniosłam dłoń i przejęłam władzę nad jego ciałem ale tylko na chwilę. Nie byłam na tyle silna by robić to ciągle. Posadziłam go spokojnie na siedzeniu łódki.
-Miałeś nie mordować. - zaczęłam. - Powiedziałam, że jeśli zaczniecie to robić wyślę was tam skąd uciekliście.
-Nie ukrywam, że to uwielbiam. Karmię się cierpieniem innych. Wiesz, kim jestem, prawda? Abalam, najbardziej znany diabeł biblijny wraz z Abaddonem. Wiesz, że nie posłuchamy się szczególnie dobrej siostrzyczki która się od nas odwróciła?
-Ale nie drgnie mi powieka przed zamknięciem was.
-Właśnie, że drgnie, słodka Em. Przecież jesteśmy rodziną. Ty się nas nie boisz tylko się o nas martwisz. - spojrzał na mnie.
-Nic z tych rzeczy. Robię to byście nie zaczęli mordować poza miastem.
-Jesteś pewna?
-Wyciągnąć cię stąd czy nie? - warknęłam.
Niestety, byłam zbyt słaba. Nie wiem dlaczego nie mogłam wyssać z niego dobra. Być może to przez to, że wcześniej ukazałam Abaddonowi swoje drugie, diabelskie ja i to mnie osłabiło. Nie mogę ponownie wyssać dobra i zaklęć z Abalama.
Wpatrywali się we mnie wściekli, wiele czarownic od wieków pilnowało by oni siedzieli w zamknięciu. A teraz najwidoczniej ktoś zaczął je wybijać. Nie wiem kto działa na moją niekorzyść ale się dowiem. Na razie nie mogłam pomóc braciom... może to i dobrze..? Na razie... dopóki nie zaczną się z nimi większe problemy no i dopóki nie zaczną naprzykrzać się Deanowi i dziecku. Wolałabym, by byli po prostu niewidzialni. Ale są jak bomby zegarowe. I coś mi podpowiada że chcą zemsty na Crowley'u i zasiąść na tronie... czy ja im właściwie pomagam w tym...? Nie wiem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz