odwiedzić brata jako ja, osoba która jest w pełni świadoma, brakowało mi go, ostatnio
nasze stosunki były wręcz fatalne. Gdy do niego przychodziłem on naciskał na mnie, chciał
mi pomóc a ja nie chciałem go w to mieszać.
Otworzyłem drzwi do niegdyś wspólnego domu, wszedłem do środka.
Sam usłyszawszy otwierane drzwi spojrzał się na mnie, ale tym razem nie emanowała
od niego złość czy irytacja lecz samo spojrzenie na mnie dało mu do zrozumienia
,że wróciłem, to stary/nowy Dean. Lekko spuścił szczękę w dół i pośpiesznie podszedł do mnie.
Mieliśmy ciepłe, istne pedalskie przywitanie ale tego nam brakowało.
Minęła dłuższa chwila gdy się puściliśmy. Oboje byliśmy bardzo szczęśliwi, nie mogliśmy
przestać się uśmiechać.
Sammy chciał coś powiedzieć ale go wyprzedziłem.
-Sammy mam syna - powiedziałem uśmiechając się szeroko
Walnął mnie w plecy i ruszył w stronę kanapy.
-Wiem stary, zaczęło ci się układać.
Gdy Sammy usiadł na kanapie, spostrzegłem dziewczynę która wcześniej umknęła mojej uwadze.
Przypominała mi jedną z moich ofiar, dziewczyna jako jedyna przeżyła makabrę jaką
zrobiłem w jej mieszkaniu, schowała się w piwniczce pod schodami niczym Harry Potter,
miała pecha ,że musiałem zostać w jej domu jeszcze parę dni. Był daleko od wszelkiej
cywilizacji a o taki mi chodziło, policja zaczęła szukać seryjnego mordercy a o tym
domu mogli pisac jedynie w bajkach. Spędziła tam tydzień, może dwa a może nawet trzy,
nie pamiętam, ciężko było mi sie rozpoznać w czasie, mijał jakoś inaczej, znacznie wolniej.
Zdradziło ją to ,że podczas snu jej noga poruszyła pudełkiem który ciężko przeszurał po podłodze.
Pamiętam jak gwałtownie otworzyłem te małe białe drzwiczki i zauważyłem jak siedzi w koncie,
z podciągniętymi do brody kolanami, miała wielkie niebieskie oczy którymi nie mrugała,
przerażona patrzyła się wprost na mnie. Nie chciałem ale to zrobiłem, wyciągnąłem ją
z tego schowka łapiąc za bluzkę, biedna leżała na podłodze gdy ja zastanawiałem się co
z nią zrobić, naprawdę nie chciałem jej skrzywdzić, podjąłem wtedy jedną z największych
walk z tym co było we mnie, ale niestety dziewczyna zaczęła uciekać a na zewnątrz dopadły ją
demony i później już tylko słyszałem krzyk, ochrypnięty przez długi czas w końcu nie mówiła
nawet słowa. Ten krzyk narastał i narastał, błagała o pomoc, ale one nie miały litości.
Gdy myślałem ,że krzyk już jest nadnaturalnie głośny, wtedy można było usłyszeć łamanie
kości i jeszcze głośniejsze wołanie o pomoc. Po połamaniu kości przyszła pora na rozrywanie
mięśni, a później całej reszty. Demony lubiły się bawić a ja nie mogłem zareagować.
Gdy wróciły do środka podziękowały mi za dobrą zabawę. Dziewczyna była świadoma tego co
oni jej robią do momentu gdy już połowa zawartości jej brzucha była poza nim.
Nie wiem jak oni to robili, przecież powinna dawno zemdleć. Wtedy cała moja uwaga była
skupiona na tej biednej dziewczynie łudząco podobnej do tej na kanapie, może to były bliźniaczki?
Oby nie, nie wybaczył bym sobie tego do końca życia. Wtedy z transu wyrwało mnie wołanie
za mną, a gdy się odwróciłem zrozumiałem ,że dziewczynę wyjmując z komórki, rzuciłem
na rozszarpane ciało jej ojca a gdy uciekała z pewnością widziała ciało swojej matki która
leżała tuż pod drzwiami.
Widząc tą na kanapie miałem ochotę przepraszać, ją na kolanach za to co się stało,
chciałem się wytłumaczyć jakoś odkręcić to wszystko, zrobiłbym wiele tylko
żeby powiedziała ,że jest szczęśliwa. To podświadomie stało się moim małym celem.
A przecież to nie ona, i może nawet nie znała tamtej którą wyciągnąłem z komórki.
To było niezwykłe, nawet nie zdążyła powiedzieć ani słowa a ja już byłem z nią
sentymentalnie związany, miałem co do niej pewne uczucia.
-Dean? Wszystko w porządku? - obudził mnie głos brata
-Ta.. tak wszystko gra.
Wyciągnąłem dłoń w stronę dziewczyny
-Jestem Dean
Ku mojemu zdziwieniu ona przywarła mocno do kanapy, ręce zawijając za siebie.
Przez głowę przeszła mnie myśl, że może nie tylko tamta dziewczyna się schowała
ale była jeszcze jedna, ta z którą teraz chcę jakby nigdy nic się przywitać,
poczułem się podle i nie komfortowo. Czy ona mnie rozpoznaje?
-To Julia. Nie jest specjalnie towarzyska.
-No dobrze - uśmiechnąłem się -Co tu się stało gdy mnie nie było? - powiedziałem
siadając na fotelu jak najdalej Juli.
-W sumie to byłeś, nawet kilka razy mnie odwiedziłeś - powiedział złośliwie
-Wiesz, że nie byłem sobą, wiele z tego nie pamiętam. - odparłem zły
-Jak to się stało ,że już jesteś sobą? - spytał podejrzliwie
-Możesz mi zaufać i o wszystkim powiedzieć, nie wróci tamten ja, teraz jestem tylko ja,
Dean twój brat.
-No zobaczymy...
Zauważyłem ,że nie chciał wchodzić w tematy ,,biznesowe" więc zmieniłem je.
-Jak dać temu bąkowi na imię? Myślałem nad Andy
Nastawienie Sama się zmieniło teraz znów czułem braterską troskę.
-Może Ash? Albi Ben?
-Ben jest zarezerwowany już dla kogoś
-On w końcu nie był twoim synem
-Nie i tyle
-To może Christian
-Oooo! Chuck
-Nie krzywdź dziecka, proszę ja cię - zaśmiał się Sammy
Ukradkiem naszej rozmowie przysłuchiwała się ta zjawa pod postacią Julii...były tak łudząco
podobne.
-Jake, Mark
-John, po dziadku.
-Jeffrey oooo Dave, Phil lub Kery ewentualnie Lynn lub Dan dobra będzie Steave
-Serio?
-No co? Świetnie grają - uśmiechnąłem się nie wiedząc dlaczego ten pomysł mu się nie podoba
-Ja stawiam na John'a
-Ja na Steave
-A więc dobra, wstawaj zobaczymy które imię wygra
Zrobiło się poważnie, Julia nieco się przestraszyła gdy wstaliśmy i odeszliśmy kawałek.
Nie spuszczaliśmy z siebie wzroku, do nastroju brakowało jeszcze tylko kowbojskiej nutki.
Walka była zawzięta, ale najlepszy (oczywiście ,że ja) wygrał.
-Dean, nie nazwiesz przecież dziecka Steav - spuścił ręce Sammy
-Niby czemu? - uśmiechałem się, rozkoszując się wygraną.
-Bo cie znienawidzi.
-Był w tym zespole John w sumie, śpiewał i grał na klawiszach
-No widzisz!
-Dobra niech będzie Rich
-Co? Skąd Rich!
-Był gitarzystą, a oni zawsze są najfajniejsi.
-Brak mi sił - Sammy wrócił na kanapę
-Nic dziwnego jak jadasz jakieś te swoje zieleniny i zdrowe kanapeczki - podkreśliłem
dwa ostatnie słowa - Jak czasami zjadłeś moje ciasto to siły nigdy ci nie brakowało,
a właśnie pamiętam ,że miałeś mi odkupić.
Sammy westchnął i odszedł od mojego tematu rozmowy.
-Julia była zamknięta w celi dłuższy czas, prawie trzy lata.
Uf, mogłem odetchnąć, to nie możliwe ,że ona była w tym domu, przecież wtedy była w celi.
Diametralnie całe spięcie i dyskomfort osłabiły się a ja mogłem w miarę normalnie spojrzeć
się na Julię. ,,W miarę" bo nie zmienia faktu to iż były niemal identyczne.
-A to co się stało?
-Adam, był z nią tam 41 dni, udało im się uciec.
-A gdzie on jest?
-Musiał wyjechać, nie chciał ryzykować.
-Tyle osób już się przewinęło przez ten dom. - wspomniałem - to może wyjdziemy z niego
i pójdziemy do parku? - spojrzałem się na Julię która przysunęła się w stronę Sama.
-Może innym razem. - odpowiedział Sammy
-No u sumie mam jeszcze parę spraw do omówienia - wstałem - jak będziesz chciała się przejść
to daj znać, chętnie cię poznam bliżej.
Wyszedłem i automatycznie skierowałem się do Crowley'a
Nie był zaskoczony z mojej wizyty, jak przystało na króla piekieł, wiedział niemal
wszystko. Natomiast mnie zdziwił widok Roweny z żelazną obrożą przykutą do podłogi.

Gdy mnie zobaczyła wstała z metalowego krzesła i ruszyła w moją stroną ale łańcuch
ją zatrzymał.
-Dean! Jak dobrze ,że cię widzę. Gratuluje dziecka! - powiedziała obrzydliwie czule
-Zabierz sobie te wszystkie dusze, nie chce ich. Są twoje. - Całkowicie zignorowałem ją
-W ten sposób nie wyregulujesz wszystkiego - powiedział władczo, spoglądając na mnie z
wysokiego tronu.
-Demony też weź, nigdy ich nie chciałem.
-Nie mogę ich tak po prostu wziąć.
-To nie wiem, zabij je, zmuś do posłuszeństwa, nie obchodzi mnie to. I jeszcze jedno,
zniszczę cię gdy chociaż pomyślisz o moim synu.
-Dean, na pewno potrzebujecie pomocy przy małym, jestem świetną opiekunką! - wtrąciła się
Rowena
-A co mnie obchodzi ten gówniak? Jeśli ty robisz za ojca to ono długo nie pożyje.
Crowley'a trzeba trzymać na krótkiej smyczy, nie mogę z nim prowadzić wojny ale też
nie mogę dać mu wejść sobie na głowę.
Nie ruszając się z miejsca sprawiłem tak, aby Crowley poczuł ból wycinanego mięsa z jego łopatki.
Siedział dumnie mimo bólu, zaciskając zęby.
-Myślisz ,że masz nad mną jakąś przewagę? Pamiętaj ja nigdy nie odkrywam wszystkich kart.
-Zdaje sobie z tego sprawę, ale to też działa w drugą stronę.
-Dean, powiem ci to jako dobry przyjaciel. Dzieciaka trzeba pozbawić mocy i rozdzielić ją
na kilka innych osób ,żeby nikt nie był nad to potężny. W ten sposób równowaga
zostanie zachowana a dzieciak będzie mógł żyć normalnie, bez obaw ,że ktoś będzie
chciał go przechwycić. Bo po co komu zwykły gówniak?
-Zajmij się demonami, są twoi te dusze, o nich też nie zapomnij.
Odwróciłem się i ruszyłem w stronę drzwi gdy nagle poczułem jakbym zrzucił z barków
100 kilo, glutowate dusze zniknęły, słyszałem tylko jak Crowley się nimi rozkoszuje.
-Istna sztuka - powiedział
-Dean, Dean! Naprawdę mogę pomóc, jestem czarownicą, i to najpotężniejszą mogę ci się
przydać! Wiem o braciach Emili. Uwolnij mnie a nie pożałujesz.
Rowena dała mi teraz do myślenia, w sumie miała rację ale z drugiej strony jest niezwykle
przebiegła, musiał być w tym jakiś haczyk ale mimo to gestem ręki uwolniłem ją.
-Oh dzięki Dean! Możesz mnie zawołać o każdej porze!
Wyszedłem i wróciłem do Emili.
Była w domu, chyba nawet na chwile nie spuszczała młodego z oka.
Non stop trzymała go na racach. Podszedłem do niej, złapałem ją za biodra i przyciągnąłem
obojga do siebie.
-Cześć, mówiłem ,że wrócę - pocałowałem ją i nim się zorientowała wyrwałem młodego z jej
rąk i położyłem go na kocu który leżał na dywanie.

-Niech sobie młody radzi - powiedziałem uśmiechnięty podsuwając mu zabawki
-Dean, on jest jeszcze za mały
-Albo ty nadopiekuńcza. - znów ją pocałowałem.
Usiadłem koło dzieciaka na rogu kocu i obserwując go, mówiłem do Emili.
-Rozmawiałem z Crowley'em.
-I?- no i atmosfera z ciepłej zaczęła robić się surowa
-Powiedział ,że młodego trzeba pozbawić mocy którą trzeba rozdzielić na kilka osób,
żeby nikt nie był nad to potężny, wiesz równowaga i te sprawy, a za to mały Rich
będzie miał normalne życie
-Kto mały? - uśmiechnęła się
-Rich, no nie mów ,że ci się nie podoba.
-Przedyskutujemy to później - nadal sie uśmiechała, lubiłem jej śmiech, był jedyny
w swoim rodzaju, unikatowy. - a co u Sama?
-Ma współlokatorkę, Julię, strasznie dziwna, taka cicha. Ale podobno była 3 lata
zamknięta w celi, po co i dlaczego, nie mam pojęcia, nie miałem jak spytać.
(tylko tyle bo nie mam siły na więcej, idę spać xP)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz