Abaddon prosił o odnalezienie Abalama... musiałam mu pomóc, ponieważ mogę namierzyć brata. Przez gardło mi nie mogło przejść, że dwa najgroźniejsze diabły to moi bracia. Jednak jeśli będę ich miała po swojej stronie zyskam dosyć dużo.
Abalam nie ukrywa się jak i wcale nie przebiera w środkach. Uwodzi dziewczyny, potem je zabija po wspólnie spędzonej nocy. Abaddon wiele mi o nim powiedział, teraz jest gdzieś w północnej Kanadzie. Nie mogłam już dziś zareagować i zagłębić się w zgarnięcie brata ponieważ musiałam pamiętać o opiece nad dzieckiem. Teraz miałam sporo na głowie, więcej niż się mogłam spodziewać. Jednak syn jest na pierwszym miejscu i jeśli będzie trzeba zrezygnuje z redakcji... chociaż potrzebuję tej pracy. Dobrze płatna, a drugi raz tam nie wrócę.
Do pokoju synka weszła Amy.
-Musimy pogadać... - powiedziała zdyszana. - Nie możesz tego zignorować...
-Nie mam ochoty...
-Musisz jednak tego posłuchać...
Odeszłam od łóżeczka syna i spojrzałam na przyjaciółkę.
-Rozmawiałam z Abaddonem... chce brać udział w wychowaniu małego...
-Co? - wyśmiałam przyjaciółkę. - To diabeł, nie jest rodzinnym symbolem.
-No właśnie... ale mu chodzi o moce... chce chociaż część...
-Przecież nie mogę ich przekazać byle komu.
-Nie jest źle nastawiony, jesteś jedną z nich i chce dbać o dobro waszej ósemki... ale... dziecko to dziecko, jeśli z biegiem czasu zacznie używać ich bez świadomości to może kogoś skrzywdzić...Nie wiesz jakie ma umiejętności...
-To nie wasza sprawa. - odparłam.
-Ale chcemy pomóc! - opadły jej ręce a ja odwróciłam wzrok.
-Powiedziałam, że wychowam go normalnie, tak jak inne dzieci. Ja podejmuję decyzję o tym co z nim zrobić i z jego mocami.
-Co jak wylądują w inne ręce?
-Tylko ja... no i Dean możemy przekazywać moce małego. Na razie jest za mały na to, nie zniesie przeniesienia, moce to samo. Jeszcze nie wiem jakie one są, jak duże tworzą zagrożenie. Sama stwierdzę, czy mały może je opanować czy lepiej je przechwycić.
-Sama chcesz je zgarnąć? - zdziwiła się. - Jesteś już wystarczająco silna! Zniesiesz kolejne...
-A co cię to interesuje?! - wybuchnęłam. - Przepraszam... dziś miałam ciężki dzień... Po prostu nie wiem i nie chce wiedzieć na razie co będzie z jego mocami.Mam czas.
-Co się dzisiaj działo?
-Sprowadzałam ducha dziewczynki której rodzina była ofiarą ataku ze strony Deana. - odparłam biorąc głęboki wdech. - Potem z nim rozmawiałam... Abaddon widocznie skądś wiedział, że tam się ukrywa.
-Rozmawiałaś... i co?
-Nie wiem... mówiłam tak, że nie dałam mu dojść do słowa... potem wezwała mnie taka dziewczyna... chciałam jej pomóc ale teraz nie mam od niej sygnałów... jestem trochę zmęczona...
Przytuliła mnie delikatnie. Zacisnęłam zęby i odwzajemniłam uścisk.
Następnego dnia znów zostawiłam małego pod opieką ale tym razem Castiela. Czułam się pewniej gdy on miał oko na syna, ufałam mu. Był w końcu kim był. Nie wiedział co robię gdy znikam, gdyby wiedział, że pomagam diabłom zawiadomiłby Gabriela i musiałabym ich bronić, postawić bardzo mocne argumenty by ich nie zamykali ponownie u Crowley'a. Nie wiem czemu im pomagałam... może dlatego że odnalazłam w jakimś stopniu swoją cząstkę prawdziwej rodziny i wiem, że mnie obronią. A to jednak mocna strona mieć diabłów jako sprzymierzeńców. Miałam lekki mętlik w głowie. Miałam nadzieję, że chociaż Dean zachowa się jak trzeba i chociaż zobaczy syna... chociaż może i tego nie zrobi? Jeśli nie to muszę zacząć myśleć o tym czy nie powie nic Crowley'owi albo sam nie postanowi zabić dziecka.
Abaddon przeniósł nas do jakiejś fabryki. Zastanawiałam się, po co Abalam miałby się tu zjawiać ale gdy przeszłam przez pierwszy zakręt zrozumiałam. Abaddon uśmiechnął się szeroko.
-Braciszku przestań na chwilę, mam niespodziankę!
Abalam odwrócił się. Był cały we krwi a wszędzie leżały ciała pracowników fabryki. No to będę miała robotę w czyśćcu...
-Czy to nasza Emilie? - podszedł do nas Abalam. - Myślałem, że archanioły doszczętnie cię omotali a tu proszę.
-Jestem tu by cię stąd wyciągnąć. - odparłam z odrazą.
-Daj jej przywyknąć. - odparł Abaddon.
-A po co tu przyszliście?
-Plotki się potwierdziły, nasza siostra urodziła syna... potomka Deana.
Uniósł brwi i spojrzał na mnie i na Abaddona.
-Cholera! - zaśmiał się. - A myślałem, że to tylko słodkie ploteczki.
-Będziemy ją chronić, no i dzieciaka. - odparł Abaddon.
-A co będę z tego mieć?
-Moce?
-Ale ja wam nie obiecywałam...
-My z czasem odzyskujemy moce, nie potrzebujemy do tego młodego. Jednak przyznam, że ślinię sie na myśl jego umiejętności. - uśmiechnął się Abaddon. - Idziesz ze mną bracie.
-Pozwólcie dokończyć, właśnie miałem kolację. - uśmiechnął się i odwrócił.
Przed nim leżała jeszcze żywa młoda kobieta. Nie pożyła długo...
Odwróciłam wzrok. Mimo pochodzenia jakie mieli moi bracia nie mogłam znieść tego widoku. Słyszałam łamane kości i jak krew pryska na ściany.
Moje pochodzenie było identycznie jakie mieli moi bracia, ale tak jak oni byli przepełnieni złem tak ja byłam przepełniona dobrem, złem w mniejszej ilości - umiałam nad nim panować. Dzięki temu, że przesiedziałam długi czas w czyśćcu i przebywałam z archaniołami nauczyłam się tego, by demona który we mnie siedzi niszczyć gdy pojawią się jego ślady, zło które we mnie było zamknęłam pod kluczem i tylko ja mogę je wypuścić. Jednak to nigdy się nie stanie, a raczej nie powinno.
Moje dziecko będzie uczone tego samego. Umiejętności i moce którymi będzie obarczone muszą zostać ujarzmione w porę i ja tego dopilnuję. Udowodnię, że nie jest bombą za którą mają ją niektórzy. Nawet Gabriel nie ufa mi w stu procentach. Jednak wierzy, że dam radę wychować syna tak, by nie zagrażał nikomu ani nawet całemu światu.
-Skończyłeś? - spytał Abaddon.
Spojrzał się na nas, gdy się odwróciłam zobaczyłam jak oblizuje palce z krwi tej kobiety.
-Żałuj, że nie jesteś taka jak my. - spojrzał się w moje oczy gdy wstał.
Był dosyć wysoki, dorównywał wzrostowi Deanowi...
Nie myśl o nim.
-W czym miałam pomóc? - spytałam Abaddona.
-Już wyjaśniam... - uśmiechnął się. - Potrzebuje trochę mocy by stąd wyjść. W trakcie gdy mordował rodzinę jakiejś czarownicy wkurzyła się i zamknęła go tu. No i ludzie byli przepełnieni dobrem, więc zaraz zacznie zdychać. Mogłabyś to dobro wyssać jakoś czy poczarować i go stąd wydostać?
-Sam masz podobną moc do mnie czemu go sam nie wyciągniesz?
-Demony nie mogą kolidować z mocami czarownic. - wyjaśnił Abalam.
-Nie wiem czy powinnam...
-Jesteśmy rodzeństwem. Pamiętaj, że odpłacimy się ochroną.
-Dobrze... - westchnęłam. - Ale jeśli nie...
-Dotrzymujemy słowa jeśli chodzi o przysięgi wobec rodzeństwa, siostrzyczko.
-Dobra...
Przyłożyłam dłoń do jego zakrwawionej kurtki z lekkim obrzydzeniem i wyciągałam powoli dobro którym się nakarmił.
Kretyn.
Potem przeniosłam nas z fabryki do lasu.
-Czemu do lasu? - posmutniał Abalam. - Czym ja się będę karmić? Zwierzątkami leśnymi?!
-Nie interesuje mnie to. Macie nie zabijać w mieście, bo sprowadzę czarownicę i was zamknę. Nie wchodzi w opcję zabijanie, już jeden morduje i muszę to załatwić w jakiś sposób...
-Dean? Nie przestanie. - odparł Abaddon który trzymał już w ręku wiewiórkę dusząc ją powoli.
Nie mogłam na to patrzeć. Odwróciłam wzrok, odwróciłam się całkowicie.
-Po prostu nie dotykajcie mieszkańców... archanioły patrzą... nie chcecie mieć z nimi kłopotów,nie będę mogła kłamać i was tłumaczyć.
-Rozumiemy słonko, po prostu idź opiekuj się młodym a my jakoś się sobą zaopiekujemy. - zaśmiali się i zniknęli a ja wróciłam do syna.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz