Siedziałam na łóżku i próbowałam wymyślić co zrobię gdy już zupełnie wyzdrowieję. Nie mogę ryzykować powrotem do miasta, wszyscy z przeszłości wtedy mnie rozpoznają. Ponad to Eryk i Gabriel mają na mnie oko, namieszałam tyle co nikt, na dodatek Sam i Dean gdyby tylko mnie przyuważyli byłabym już martwa... Emilie również chciałaby mnie zabić...
Do pokoju weszła mała dziewczynka, miała długie blond włosy zaplecione w gruby warkocz i niebieskie oczy. Patrzyła na mnie, zamknęła za sobą drzwi i usiadła obok mnie. Nie ukrywałam zaskoczenia, pierwszy raz widzę osobę która śmiałością dorównuje mnie. Patrzyła mi się w oczy, bez przerwy, jakby w nich czegoś szukała.
-Jak masz na imię? - spytała, a mi przypomniała się sytuacja sprzed kilku godzin. - Ja Sophie.
-Katherine. - odparłam z lekkim uśmiechem.
-Ale ładnie... - zamyśliła się. - Chcesz zobaczyć moją sukienkę?
-Jasne,pewnie, pokaż. - odparłam śmiejąc się.
Wybiegła i wróciła z naprawdę śliczną sukienką.
-Chciałam pokazać ją Dominicowi ale on nie miał już czasu...
Złapałam ją za ramiona, bardzo delikatnie i spojrzałam w oczy.
-Na pewno wróci jeszcze szybciej nie mogąc powstrzymać ciekawości jak w niej wyglądasz. - uśmiechnęła się uroczo. - A teraz pokażesz mi wreszcie jak w niej wyglądasz? - spytałam podekscytowana.
-Jasne!- odparła szczęśliwa i znów zniknęła.
Wróciła. Kręciła się w niej i udawała księżniczkę, chodziła jak ona.
Stanęła nade mną.
-I jak?
-Wyglądasz jak prawdziwa księżniczka. - uśmiechnęłam się.
-Naprawdę?
-Pewnie! Wszystkie dziewczynki mogą ci pozazdrościć! Szczerze to sama bym taką chciała! - zaśmiałyśmy się.
-Mogę ci pożyczyć! Chociaż chyba byś się w nią nie zmieściła...
Roześmiałam się.
-Co jak co ale Ty Sophie wyglądasz w niej chyba najlepiej na świecie, wiesz?
-Fajna jesteś. - usiadła przede mną. - Nigdy Dominic nie przyprowadzał tu takich fajnych dziewczyn.
Powstrzymałam śmiech, by zachować taką samą powagę jak ona.
-Może nie lubi się chwalić jakie ma powodzenie u kobiet, co?
Wzruszyła ramionami.
-Ale Ty jesteś pierwszą która chce się ze mną bawić.
-Oczywiście, że chcę! Kiedy tylko będziesz chciała.
Nagle przytuliła mnie. Zaskoczyła mnie znowu, jednak po chwili ją objęłam, bardzo delikatnie. Moje ruchy były zawsze takie, a raczej od kiedy zostałam ''kaleką''.
-Poznasz moją mamę i dziadka, chodź! - powiedziała energicznie i złapała mnie za rękę.
-Nie wiem czy to dobry pomysł... - odparłam nieśmiało.
-Dlaczego?
-Bo jestem bardzo... nieśmiała, wiesz?
-No to może teraz to zmienisz? Chooodź!
Wstałam, podpierając się o łóżko i powoli poszłam w stronę gdzie dziewczynka mnie prowadziła. Doszłyśmy do kuchni, a tam przy stole siedział najwidoczniej dziadek dziewczynki a przy blacie robiła coś mama Sophie.
-Mamo! Dziadku! To jest Katherine. Moja nowa koleżanka. - wprowadziła mnie nieco szybciej niż się tego spodziewałam.
Pociągnęła mnie za rękaw sweterka na dół, schyliłam się do niej a ona wyszeptała mi na ucho.
-Mama jest niema, ale wszystko mogę powiedzieć za nią.
Nie wiem jak mogłam to rozumieć, ale przemilczałam to i przyjęłam do wiadomości bez żadnych pytań ani dziwnych spojrzeń. Uśmiechnęłam się do jej mamy i do jej dziadka.
-Bardzo mi miło poznać. - posłał mi spojrzenie jej dziadek i podał mi rękę.
Uścisnęłam ją, jeśli w ogóle można nazwać to uściskiem.
-Może teraz się pobawimy, co? - spytała, a ja skierowałam spojrzenie na jej mamę, która widocznie robiła obiad.
-Wiesz, co... może pomogę twojej mamie? - spytałam jednocześnie dziewczynkę i jej mamę.
Kobieta odwróciła się i z uśmiechem pokręciła głową.
-Mama mówi, że nie trzeba. - powiedziała Sophie.
-Naprawdę chętnie pomogę... i tak nic nie robię tylko siedzę w pokoju... a jak bym skończyła chętnie zajęłabym się Sophie.
Ku mojemu zdziwieniu mama dziewczynki zgodziła się. Zaprosiła mnie w głąb kuchni i pokazała na pomidory i ogórki, miałam je pokroić. Uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam robić to co miałam, odwróciłam się jeszcze do Sophie.
-Obiecuję, że jak tylko skończę to się pobawimy i pogadamy.
-To ja tu poczekam.
-Może przebierzesz się kochanie? Ubrudzisz czymś sukienkę. - powiedział jej dziadek, cały czas promieniejąc.
-No dobrze. - pobiegła do pokoju.
Na obiad wrócił do domu Dominic, akurat jedliśmy. Ja nie chciałam, jednak namówiła mnie, a raczej kazała jego mama. Nawet nie musiała sie zbytnio wysilać, bo jej spojrzenie mówiło samo za siebie.
-Mama mówi, że jesteś tak chuda, że musisz coś zjeść. - odparła Sophie.
Uśmiechnęłam się i jadłam ostatnie resztki z talerza, gdy wszedł do kuchni Dominic.
-Nie wiedzieliśmy kiedy wrócisz. - odezwał się dziadek.
Dominic spojrzał na mnie dziwnie, jakby nie wiedział, że pół wampiry jedzą ''ludzkie'' jedzenie. Podirytowana spojrzałam na niego czekając, aż coś powie, jednak go wyprzedziłam.
-Nie jest ze mną aż tak ''źle''. - odparłam i wzięłam ostatni widelec sałatki do buzi.
Powiedziałam tak, by zrozumiał o co mi chodzi. Spojrzał na każdego, wtedy Sophie spojrzała na brata i uśmiechnięta zaproponowała mu pokaz w nowej sukience.
-Katherine już pokazałam! Teraz twoja kolej!
-No to przebieraj się i dawaj. - powiedział z uśmiechem a gdy dziewczynka odbiegła, znów zaproponowałam pomoc gdy wszyscy zjedli, tylko nie Dominic. Twierdził, że nie jest głodny.
-Mogę pozmywać...
Kobieta pokręciła głową przecząco.
-Przygotowała pani cały obiad, ja tylko nieznacznie pomogłam... lepiej się poczuję jak coś pomogę.
Musiałam ją jeszcze raz przekonać, że nie jestem kaleką i to nie problem. Zrobiłam to w sekundę. Pierwszy raz w życiu zgrywam człowieka w 100%, na dodatek tak dobrego i uczynnego. Zawsze byłam wredna dla wszystkich, obijałam się i zabijałam ile się dało jako wampir w poprzednim wcieleniu. Druga połówka Amy mi nie służyła, zdecydowanie. Jednak nie byłam pewna czy to pozory czy to naprawdę moje drugie nieodkryte ''ja''.
Potem wróciłam do pokoju, dalej nie chciało mi się spać, to już druga noc przez którą nie jestem w stanie zmrużyć oka, musiałam wymyślić czy wrócić do Seattle. To będzie błąd, wszyscy gdy mnie zobaczą rzuca się na mnie jak na zwierzę na rzeź. A ponadto nie mam po co tam wracać. Miałam jeszcze trochę czasu na obmyślenie wszystkiego, jestem Katherine Pierce, przez ponad 500 lat nie miałam domu i podróżowałam jako księżniczka po całym świecie. Jednak teraz jestem w innym świecie gdzie jest o wiele trudniej. No i jestem pół człowiekiem co utrudnia mi nieco działania...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz