wtorek, 26 lipca 2016

Od Kath

  Okropnie bolało... Nie wiem nawet co się stało potem, gdzie byłam... Otworzyłam oczy, obudził mnie głośny hałas za... ścianą (?). Słyszałam rozmowy.
-Jak mogłeś nas zostawić!? Wiesz co to oznacza dla nas?! Uratowałeś jedną z nich!
-Nie jest taka jak oni, słychać bicie jej serca, krew w żyłach...
-Ale słabo to słyszę! Jest wpół martwa!
-Ratujemy ludzi, ona jest pół człowiekiem więc miałem prawo ją ratować. Było was tylu że daliście sobie z nimi radę!
-Trzech zwiało. - odezwał się jakiś młodszy.
-Co?!
-W tym jeden w kawałkach, nieźle poturbowany. Nie wiem jak daleko mogli uciec ale nie goniliśmy ich, przekroczyli naszą granicę a tam już jest ich teren.
  Starałam się wstać, moja noga była zszyta. Już tutaj bólu nie łagodził gen wampira, nic nie było w stanie pomóc. Jednak wstałam i podpierając się o ścianę otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz, podparłam się rękoma o framugę drzwi wyjściowych i zobaczyłam grupę facetów zaraz przy drzwiach. Niektórzy byli bez koszulek.
  Boże, gdzie ja trafiłam?!
  Wpatrywałam się w nich z rozdziawioną buzią.
-No i pięknie! - machnął rękami jeden z nich. - Teraz doznała jakiegoś szoku czy coś! Wampiry w ogóle tak mogą?!
-Nie jestem wampirem. - odparłam mechanicznie. - Jestem pół wampirem. - spiorunowałam wzrokiem tego, który się ze mnie naśmiewał.
-Teraz będziesz zgrywał jej niańkę? - parsknął znów ten sam.
-Spokój. - odezwał się ten chyba zdaje się najstarszy. - Ty ją wyciągnąłeś z lasu i twoja w tym głowa co z nią się stanie. To nie nasz problem, mamy ważniejsze sprawy.
-Nie zostaję tu. - wyprzedziłam odpowiedź, chyba, mojego ''wybawcy''.
-Z tą nogą nigdzie daleko nie zajdziesz. - odparł ''wybawca''.
-Nie twój interes. - mruknęłam.
-Na dodatek milutka. - parsknął tamten ''śmieszek''.
  Rozeszli się i został tylko ''Wybawca''. Patrzyłam na niego pustym, nic nie znaczącym wzrokiem.
-Jak masz na imię? - spytałam nagle.
  Zaskoczony spojrzał na mnie, chyba odniósł o mnie wrażenie oschłej suki.
-Dominic. A t...
-Katherine. - odparłam bez większych krępacji, zbyt szybko niż planowałam.
  Na pewno mnie nie kojarzył, jeśli już to z legend i opowieści, ale ileż jest Katherine na świecie... a za to ile takich samych...?
-Gdzie jestem? - spytałam, zanim zdążył się odezwać.
-W Clearwater. Rezerwat Olympic.
-A więc tyle mnie dzieli od Seattle... - szepnęłam sama do siebie, naciągając na dłonie rękawy bluzy.
-Jesteś ze Seattle? Podrzuciłbym cię...
-Nie! - prawie wykrzyczałam. - Nie... - uspokoiłam się. - Jak najdalej od tamtego miejsca. Pozbędziecie się mnie szybciej niż myślicie... tylko... coś muszę wymyślić...

  Mogłam odnaleźć wampirów którzy uciekli... Nie do końca wiedzialam czym są Ci, którzy zaatakowali wampiry ani kim jest mój wybawca... jest tyle istot że nawet nie miałam czasu analizować ich rasy. Mogę zdobyć ich zaufanie, wkręcić się w nich a potem po kolei omotać na swoją stronę, zabrać ich dom i żyć jak mi się podoba... ale to wydaje się zbyt banalne.
  Wieczorem usłyszałam kłótnię dwóch osób, gdy próbowałam chodzić z tą przeklętą nogą. Zauważyłam przed sobą Dominica i jakąś dziewczynę. Wsiadała do samochodu, krzyczała na Dominica. Nie wsłuchiwałam się w rozmowę, nie powinnam podsłuchiwać. Gdy dziewczyna odjechała z piskiem opon Dominic wydawał się być zły. Przyglądałam się mu dłuższą chwilę.Gdy zauważył, że go obserwuję nie odwróciłam wzroku, dalej się na niego patrzyłam.
  Nie odszedł, nie zignorował mnie ani mojego wzroku tylko podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy. Gdy dotknął mojego gołego ramienia wzdrygnęłam lekko, był gorący, tak bardzo jak wrząca woda.
  Ponad to unikałam kontaktu z facetami, wzrokowego jak i fizycznego. Każdy okazał się dupkiem, Dean,Sam,Eryk, którego tak szybko pokochałam i równie szybko znienawidziłam gdy mnie wydał... Klaus i Elijah... z mojego pierwszego życia tylko tyle byłam w stanie spamiętać, bo napewno mężczyzn było więcej w moim poprzednim wcieleniu. W tym nie raniłam ich, nie specjalnie. Zmuszano mnie do wykonywania poleceń i mieszano mi w głowie, jednak żadnemu mężczyźnie nie ufam, nie chcę ufać. Aczkolwiek nie pokazywałam przed nimi strachu bo to najgorsze co mogłabym zrobić w tej sytuacji. Zachowywałam się normalnie jak na Katherine Pierce to było możliwe.
-Czemu nie jesteś w...
-Bolała, więc postanowiłam zacząć powoli chodzić. Nie mam gipsu, nie jest aż tak tragicznie. - odparłam przyciszonym, zachrypniętym głosem.
  Mało się odzywałam, ostatnio prawie w ogóle. Tylko wtedy jeśli jest to konieczne.
-To wracaj, bo zmarzniesz, jest chłodn...
-Ciężka kłótnia? - spytałam znów mu przerywając.
-Czy ty kiedyś dasz mi skończyć zdanie? - spytał, a w jego wypowiedzi zauważyłam cień uśmiechu który szybko zniknął.
-Przepraszam. - odparlam jeszcze ciszej. - Nie podsłuchiwałam, nie jestem aż tak rozwinięta pod względem wampira. Tylko takie coś jak kłótnia rzuca się w oczy.
-To nie ważne.
-Ważne, jeśli tak cię to zdenerwowało.
  Nie powinnam sie mieszać ale mam to do siebie, że ciekawość i gadatliwość uaktywnia się wtedy, gdy najmniej jej potrzebuję.
  Zamilkłam, gdy on zamilkł.
-Sama się odprowadzę. - powiedziałam pod nosem i poszłam sama tam gdzie ''spałam''.
  Wcale nie mogłam zasnąć. Nie ufałam im wszystkim. Nie lubiłam tego co tak sobie o mnie żartuje i wyśmiewa na okrągło, sypie ironią, sama jej używam ale nie w takiej ilości. Inna sprawa, że nie byłam tu lubiana ze względu na to, że moja połówka to ci których oni (na to wygląda) nienawidzą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz