piątek, 29 lipca 2016

Od Dominica

 Wpatrywałem się w plecy Kath nie wiedząc co robić. Jak miałem ją pocieszyć? Musiałem ją jakoś tu zatrzymać. Nawet jeśli miała się stoczyć walka. W końcu to niepierwsza..
Poszedłem za nią powoli. Pomyślałem, że dziś nie wyciągnę jej na tego drinka. Wolałem, aby zachowała trzeźwość umysłu przez najbliższy czas.
Zastałem ją w swoim pokoju. Nadal płakała i chaotycznie kręciła się po pokoju zbierając rzeczy... swoje rzeczy. Zamarłem. Nie, nie, nie.
- Co ty robisz? - syknąłem wyrywając jej podkoszulek z ręki.
- Muszę odejść.. Nie mogę tu zostać... Muszę odejść - powtarzała jak w amoku, starając się dalej zbierać swoje rzeczy. Sfrustrowany ścisnąłem ją mocno za ramiona i posadziłem na łóżku.
- Posłuchaj mnie - szepnąłem. Dochodziła już 23 i wiedziałem, że za ścianą spała Sophie a w dalszych częściach domu Toby i mama. Nie chciałem ich obudzić - Jest późno w nocy. Idź spać, porozmawiamy o tym jutro.
- Dominic nie rozumiesz! - powiedziała zrozpaczona - Ja muszę odejść nie rozumiesz? Oni po mnie w końcu przyjdą. Nie chce narażać was na niebezpieczeństwo. Waszych rodzin. Sophie.. Nie chcę narażać ciebie - szepnęła błagalnie.
Słuchałem jej kręcąc głową.
- Posłuchaj - odparłem stanowczo.
tobias-or-four:

now listen to me you lil shit why couldnt theo james be on the other side WHY 
- Czemu chcesz mnie tu zatrzymać? Mieszkam w twoim domu za darmo. Marnuje światło, wodę... jedzenie. Nie jestem do niczego potrzebna.
- Mylisz się - powiedziałem - Sophie cie potrzebuje..
-  Szybko zaprzyjaźni się z Bellą - odparła niewzruszona.
Zacisnąłem zęby.
- Ja cię potrzebuje - wyszeptałem, byle tylko nie odeszła.
Zapadła cisza. Dziwna cisza. Kath chyba też ją poczuła, bo przerwała ją po chwili parskając śmiechem.
- Daj spokój. Od kiedy ty się taki sentymentalny zrobiłeś - spytała ironicznie jednak uparcie wpatrywała się w swoje splecione dłonie.
Uśmiechnąłem się lekko. Wracała do żywych. Podszedłem do niej powoli i przykucnąłem przy łóżku. Gdy dłuższy czas nie podnosiła wzroku, złapałem ją za podbródek i uniosłem powoli do góry. Był zimny jak cała reszta jej ciała. Zadrżała delikatnie. Nie wiedziałem czy to z zimna czy może mojej gorącej dłoni. Ona jednak uparcie nadal nie patrzyła mi się w oczy.
- Hej - roześmiałem się widząc wstępujący na jej twarz rumieniec - Czyżby panna Pierce się zarumieniła?
- Wcale nie - odparła naburmuszona i odepchnęła moją rękę, jednak zebrawszy się w sobie,  uparcie spojrzała mi w oczy.
- Tak lepiej - pochwaliłem ją - Więc jak? Zostaniesz?
- Zastanowię się - mruknęła.
- Zastanowisz? - spytałem wstając i zacisnąłem usta. Widząc moją rozgniewaną minę, odparła szybko.
- No dobrze.. Na razie... Zostanę.
- No widzisz. Jak chcesz to potrafisz - roześmiałem się i zgasiłem światło. Zbierałem się żeby wyjść z pokoju, gdy usłyszałem jej szczekające zęby.
- Zimno ci? - spytałem.
- Nie - odpowiedziała zbyt szybko, a ja parsknąłem śmiechem i odwróciłem się by wyjść. Gdy złapałem za klamkę usłyszałem jej szept.
- Dominic zostań... Nie musisz spać na tej kanapie - odwróciłem się zaskoczony. Widząc w ciemności moją minę odparła szybko - Jednak mi trochę... Zimno.
Uśmiechnąłem się pod nosem i zamknąłem drzwi. Podszedłem do łóżka, przeczuwając, że gdy chłopaki później to zobaczą, nie dadzą mi żyć.
- No to zrób mi miejsce - odparłem uśmiechając się.
Posłusznie się przesunęła, po czym mruknęła.
- Co się tak szczerzysz? Nie wyobrażaj sobie nic. Dopuszczam cię do łóżka, jako człowieka, który dużo dla mnie zrobił. No i może jako mój prywatny grzejnik...
- Oczywiście - odparłem - prywatny grzejnik - parsknąłem śmiechem - ha ha
Przez dłuższą chwilę panowała cisza. Kath mimo że dotykała lekko mojego boku znów zaczęła drżeć. Przewróciłem oczami i odwróciwszy ją gwałtownie przygarnąłem ją do siebie.
- Hej! - zaprotestowała - Pozwolił ci ktoś? - udawała naburmuszoną, jednak nie odepchnęła mnie.
- Nie chcę żebyś się wychłodziła - odparłem niewinnie.
Po chwili przestała drżeć. Odnotowałem z satysfakcją, że wtuliła się we mnie mocniej.
- To pewnie ten wilczy magnetyzm - mruknąłem jej do ucha.
Parsknęła leciutko śmiechem, odpływając powoli w niebyt.
- Wilczy magnetyzm? Kreatywny jesteś.
Po chwili już spała oddychając miarowo. Sam też zacząłem usypiać wiedząc że muszę wstać o 6. Zastanawiałem się co robi Isabella. Miałem nadzieję, że nie szwenda się po lesie jak ostatnio. Postanowiłem, że zaraz po skończonym patrolu, wpadnę do niej dowiedzieć jak się ma.
W końcu zasnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz