Tyle dni minęło. Tyle dni byłam sama. Żadnych twarzy, słów.. nic. Samotność. Ostatnie wydarzenia zbiły mnie z nóg. Zaczęłam wariować? Stałam się wariatką?
Ta dziewczyna. Emilie. Oni nie może być prawdziwa. Mam halucynacje. Moja wyobraźnia płata mi figle.
Adam.
On jest prawdziwy.
W celi zobaczyłam że śpi. Uderzenie było silne. Ma wstrząs mózgu. Usiadłam obok niego. Ufałam mu. Tylko mu.
-Adam?-zapytałam łamiącym się głosem.
Przebudził się.
-Julia? Coś się stało?
-Ucieknijmy.
Sama nie wierzyłam że to się może udać. To było nie możliwe.
Tyle dni. Tygodni. Lat tu byłam.
Jeszcze nie skończyłam 15 lat kiedy mnie tu zabrano. Prawie 3 lata tu jestem. Nigdy nawet nie myślałam o ucieczce.
Adam patrzył się na mnie z niedowierzaniem. Podjął jakąś decyzję.
-Dobrze. Przygotuj się.
Dwie godziny później byliśmy gotowi. Widziałam że Adam cierpi jednak starał się być silny. Czekaliśmy aż otworzą drzwi. Pora na prysznic.
Stukanie i alarm wreszcie nastały. Drzwi się otworzyły ze zgrzytem. Wyszliśmy. Tyle razy chodziłam znajomym mi korytarzem. Nigdy nie zapuszczałam się dalej. Teraz miał nastać ten moment. Poszliśmy. Adam trzymał mnie za rękę dodając mi otuchy. Minęliśmy łazienki.
Skręt w prawo. Potem w lewo i znowu w prawo. Drzwi. Otworzyliśmy je. Adam miał w ręce kawałek rurki którą ułamał od łóżka. W pomieszczeniu był jakiś facet. dzięki zaskoczeniu Adamowi udało się go powalić na ziemię i ogłuszyć. Byłam przerażona.
Zobaczyłam okno. Prowadziło na dziedziniec.
Wolność! Krzyczało moje ciało. Wolność!
Nikt tu nie spodziewał się planowania ucieczki. Nie spodziewali się że ktoś chociaż spróbuje.
Wybiegliśmy przez drzwi które otworzyliśmy kartą przywłaszczoną od tamtego mężczyzny.
Wybiegliśmy przed budynek.
Świeże powietrze. Wiatr. Słońce. Zapachy kwiatów. Niebo.. chmury..
Nie mogłam się ruszyć.
Tyle dni. Tyle tygodni. Lat.
Dopiero Adam wyrwał mnie z tego stanu.
-Julia nie mamy czasu!
Znów odczuwałam strach.
Biegliśmy między drzewami na dziedzińcu. Kierowaliśmy się w stronę płotu.
Przy bramie mogli być ochroniarze.
Adam wspiął się na płot i podał mi rękę. Pomógł mi wejść. Nie czułam nóg. Od tak dawna nie biegałam.. nie czułam wolności. Moje nogi były jak z waty.
Adam pomagał mi zejść z wysokiego płotu i kiedy już prawie dotknęłam ziemi usłyszałam huk. Nie wiem czy pierwszy był dźwięk wystrzału czy krzyk Adama i to jak upada z płotu.
Wszystko działo się tak szybko.
-Adam! Adam! Adma! -krzyczałam przerażona.
-Julia biegnij.
Trzymał się za brzuch i wstał. Ranili go. A jednak dalej uciekał.
Dobiegliśmy do jakiegoś placu parę kilometrów dalej. Trochę czasu to nam zajęło. Adam był blady i słaby a jednak dalej walczył o utrzymanie wolności.
-Wiem gdzie jesteśmy. Muszę zadzwonić.
Niedaleko był jakiś dom. Adam kazał mi poczekać przed. Sam wszedł i zakrywając ranę i plamę na koszuli udało mu się wejść do środka. Poprosił jakąś panią o możliwość zadzwonienia gdzieś.
Minęło tylko kilka minut aż wrócił.
-Gdzie dzwoniłeś?
-Słuchaj. Znam te tereny. Za lasem jest pewne miejsce. Tam mamy się spotkać z moim przyjacielem. On Ci pomoże.
-A ty?
-Chodź.
Szliśmy długo. Może godzinę. Adam był bardzo blady. Ledwo szedł.
-Potrzebujesz pomocy.-powiedziałam.
Kazałam mu się wesprzeć na moich barkach. Chciałam mu pomóc.
Godzinę później doszliśmy do jakiejś polany nad klifem. Adam był ledwo co przytomny. Upadł.
-Adam!
-Julia dasz tę kartkę chłopakowi który tu przyjedzie.
(Najwyraźniej w tamtym domu poprosił też kartkę i długopis.)
-Nie zasypiaj. Adam proszę..
Zamknął oczy. Zaczęłam płakać. Przytulać go i błagać by się obudził. NA daremno. Zaczęło się ściemniać a ja byłam bardzo zmęczona. Zasnęłam wtulona w ciało mojego jedynego przyjaciela. Jedynej osoby która mi pomogła. Była dla mnie miła.
Nie wiem czy mi się śniło że podjechał jakiś samochód i wysiadł z niego jakiś chłopak czy tak było na prawdę.. Byłam rozbita na malutkie kawałki. Zmęczona. Zaczynałam zastanawiać sie czy nie lepiej było zostać tam. W ośrodku dla umysłowo chorych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz