Miałam miły sen. Jeden z tych które ukazują marzenia. Byłam tak ja i moi rodzice. Przytulali mnie, razem oglądaliśmy telewizję. Nie bali się mnie. Kochali. A co najważniejsze ja nie miałam swojego daru.
Jednak to był sen. Tylko sen.
Kiedy się obudziłam okazało się że zasnęłam na kanapie ale byłam okryta kocem. Musiał to zrobić Sam.
Bolała mnie głowa i chciało mi się pić.
Wstałam lecz zakręciło mi się w głowie. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej zimną pepsi. Wypiłam pół butelki. Pragnienie zostało zaspokojone.
Przez uchylone drzwi widziałam Sama. Spał rozwalony na swoim łóżku. Obraz ten był uroczy. Uśmiechnęłam się.
Wzięłam butelkę pepsi w której została jeszcze spora ilość napoju i zaniosłam mu ją do pokoju. Nie chciałam naruszać jego prywatności ale stwierdziłam że mu też może chcieć się pić.
Położyłam mu ją na szafce nocnej i spojrzałam na niego. Miał mocny sen.
Był uroczy.
Wyszłam na paluszkach do kuchni i zaczęłam robić śniadanie.
Zrobiłam omlety z przepisu który zapamiętałam z programu telewizyjnego.
Ogromne omlety nałożyłam na talerze i wyjęłam z szafki syrop klonowy. Położyłam wszystko na stole. Akurat z pokoju wyszedł Sam.
-Dzień dobry.-powiedziałam wesoło.
-Dobry. Co tak pachnie???
-Omlety po amerykańsku.
-Mmmm..
Usiadł przy stole i ja też się przysiadłam. Zaczeliśmy jeść.
-Dzięki za pepsi. Przydała się.
-Przepraszam że naruszyłam twoją przestrzeń osobistą ale nie chciałam cię budzić a drzwi były otwarte.
-Spokojnie. Nic się nie stało
Uśmiechnęłam się.
-Trzeba nabyć więcej jedzienia bo w lodówce prawie nic nie ma.-powiedziałam.
-Ogarniemy się i pojedziemy. Jedziesz ze mną???
-Gdzie???
-Do sklepu.
-Daleko?
-Nie.
-No.. Dobrze
Tak jak powiedział tek też zrobiliśmy.
Jechaliśmy samochodem. Byłam podekstytowana zakupami! Tak wiem to tylko zakipy spożywcze ale pierwszy raz biorę w nich udział!!! To może i śmieszne ale całe życie żyłam w odosobnieniu, izolacji.. Nie miałam okazji robić większości normalnych, codziennych rzeczy.
Zatrzymaliśmy się przed marketem. Sam wziął wózek i ruszyliśmy między półki.
-Pakuj wszystko co twoim zdaniem trzebne. -powiedział.
Chleb, mięso, napoje, wino(no posmakowało mi..), nabiał, PIZZA, ziemniaki i jakieś warzywa oraz owoce. Wózek był już pełny więc ruszyliśmy do kasy.
Pakowałam wszystko w torebki a Sammy płacił.
Zapajowaliśmu wszystko do samochodu i rusziliśmy do domu.
-Powinieneś prowadzić skoro wczoraj piłeś???
-Teoretycznie nie.
Jechaliśmy przez miasto. Mijaliśmy ludzi. Rodziny z dziećmi. Zrobiło mi się smitno ale starałam się to ukryć.
Marzyłam o tym by rodzice mnie kiedyś pokochali. Nikt mnie nigdy nie kochał. Nawet oni. Zawsze byłam problemem. Błędem.
Zaparkowaliśmy pod domem. Był dzień więc śmiało wysiadłam z Samochodu i stanęłam obok bagażnika. Czekałam aż Sam otworzy.
Wtedy coś zwróciło moją uwagę. Ruch za oknem do mojego pokoju. Zobaczyłam sylwetkę mężyczyzny.
-Sam ktoś jest w domu.-powiedziałam patrząc się w okno.
-Co? Gdzie?
Wskazałam na okno od mojego pokoju lecz już tam nikogo nie było.
-Poczekaj tu.-powiedział i poszedł do domu.
Poczułam się dziwnie. Zaczęłam się bać. Koda był w domu. Nie słyszałam szczekania!!!!
Spanijowana nie wahałam się tylko wbiegłam do domu. Wpadłam na Sama. Stał i patrzł się na coś lecz teraz złapał mnie i chciał wyprowadzić z domu. Zaslaniał mi coś
-Koda! Gdzie jest Koda!
-Julia..
Nie dokończył. Wyrwałam mu się i teraz widziałam wszystko.
Ciało psa. Kody. Zakrwawione bez ruchu. Martwe.
Na ścianie napis. Krwiom.
"Julia".
-Nieeeee!!!!!!
Krzyknęłam.
***
Minęło troszkę czasu. Leżałam teraz zwinięta na swoim łóżku. Sam sprzątał bałagan. Koda został pochowany.
Tak leżałam bez ruchu. Płakałam.
Zaraz miał przyjechać Dean. Lecz ja nie miałam ochoty nawet na rozmowę. Z nikim. Chciałam być sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz