Dojechałam na miejsce. Podjechałam nieopodal jego domu. Widziałam dokładnie drzwi wyjściowe. Po godzinie czekania zaczeły nachodzić mnie wątpliwości. Zostawiłam samochód i ruszyłam w strone centrum zakładając kaptur i przeciwsłoneczne okulary.
Nie chciałam ny ktokolwiek mnie poznał.
Zaszłam do sklepu a potem wybrałam się do pamiętnego mi parku. Usiadłam nawet na tej samej ławce.
To tu poraz pierwszy przyszłam z Samem kiedy byłam wolna. Tutaj znalazłam Kodę.
Brakowało mi tego starego psiny. Teraz jesg pewnie w lepszym miejscu.
Ten świat jest pełny zła. Są tylko nieliczne jednostki któed wiedzą jaka jest prawda. Od pewnego czasu ja do nich należę.
Niestety.. A może to jednak dobrze?
Sama nie wiem. Teraz wreszcie mam okazję walczyć o to co dobre. Gabriela miała rację. Mój dar nie jest przekleństwem. Teraz kiedy mogę go kontrolować nie stanowię takiego zagrożenia.
Wróciłam do samochodu. Zaczynał zapadać wieczór. Niedługo będę musiała wracać. Było mi szkoda że prawdopodobnie nawet go nie zobaczę ale może to i lepiej??
-Nie ma go w domu.
Prawie krzyknęłam i spojrzałam się na Gabi która pojawiła się obok mnie.
-Nie strasz!!
-Przepraszam. Zapomniałam powoli jak być człowiekiem.
-Wiesz co u niego?
Gabi się uśmiechnęła lecz w oczach miała smutek.
-Bywało lepiej ale też gorzej.
-Nienawidzi mnie?
-Nie. Było mu smutno. Nie rozumiał dlaczego odeszłaś. Myśli że zrobiłaś to dobrowolnie. Po czasie zaniechał poszukiwań
-To dobrze?
-Ty mi powiedz.
-Tęsknie.
-Macie podobne przeznaczenia. Oboje walczycie o dobro. Najwyraźniej nie była wam pisana współpraca.
-Na prawdę?
-Nie wiem. Tak powiedziałam tylko.
-Mogłaś skłamać teraz.
-Anioły nie kłamą.
-Szkoda. Współczuje wam.
-Nie jest nam źle.
-Chciałabym go zobaczyć.
-Nie ma go tu.
-Wyjechał?
-Niezupełnie ale można tak powiedzieć.
Westchnęłam.
-Wiesz może co mnie czeka? Tam w Europie?
-Będzie Ci trudno na początku.
-Zginę?
-Wszystko zależy od wielu okoliczności.
-Nie pomogłaś.
-Wiem.
Westchnęłam ponownie a ona zniknęła.
Może i czas abym ja wracała?
Nagle zobaczyłam impale. Schyliłam się. Samochód wjechał na posesję. Już miałam nadzieje że to Sammy lecz niestety to był Dean.
Wszedł do domu. Nie podejrzewał że go ktoś obserwjje. To dobrze.
poniedziałek, 25 lipca 2016
Od Julii
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz