Gdy Julka schowała się w pokoju ja zabrałem się za rysowanie kolejnych na szybach,
to tych potrzebowałem czerwonej farby. Znałem wszystkie na pamięć więc nie musiałem
się wzorować na tych w dzienniku. Najważniejszy antydemoną piekła musiałem narysować
krwią, w tym celu rozciąłem sobie środek dłoni i zacząłem tworzyć znak na drzwiach
frontowych i tych od pokoju Julki następnie wszedłem do środka i wsunąłem się pod łóżko.
Julka była bardzo zaskoczona po tym jak wparowałem do jej pokoju bez słowa, po prostu
robiłem swoje. Musiałem naciskać na ranę by krew płynęła intensywniej, pamiętam
jak robiłem to pierwszy raz, ból był olbrzymi ale teraz gdy mam na stałe bliznę
którą co jakiś czas rozcinam nie robiło to na mnie wrażenia. Po skończonym
rysunku wysunąłem się spod łóżka, usiadłem na nim koło Julki.
-Narysowałem w całym domu kilka znaków, mają nas ochronić przed potworami.
Przyjęła to do zrozumienia i zauważyła jak na podłogę kapie krew prosto z mojej
dłoni.
-Em.. przepraszam, już wychodzę bo ci całą podłogę zachlapię.
Wstałem i poszedłem po bandaż do łazienki, był schowany w szewce za lusterkiem.
Dłoń musiałem owinąć i związać jedną ręką, próbowałem pomóc sobie zębami,
ale na pomoc przyszła mi Julka. Wiążąc opatrunek spytała.
-Koniecznie musiała to być krew?
-Tak, ale to nic.
Jej kąciki ust przesunęły się w lewo robiąc grymas niezadowolenia.
-Ale teraz już jesteśmy bezpieczni?
-Tak myślę, ale lepiej żeby Dean się pośpieszył.
-On jest jednym z nich?
-Po części, Dean jest po naszej stronię. Był kiedyś człowiekiem a teraz kto to wie.
Julka ucichła i spuściła głowę, była przerażona, zauważyłem ,że traciła całą pewność
siebie którą nabyła będąc u mnie, musieliśmy zaczynać od początku.
Usiadła na sofie podciągając kolana do brody. Słyszałem jak cicho płakała.
Była rozbita psychicznie, nie wiedziała co się wokół niej dzieje, jeszcze
niedawno nie widziała nic prócz ciemności a teraz nagle odzyskała wzrok i poznaje
wszystko od nowa w tym również ból po utracie kogoś bliskiego. Kodzie lepiej by się
żyło gdyby został wtedy pod ławką.
Usiadłem koło dziewczyny pochylony ze złączonymi dłońmi, nie patrzyłem się na nią.
-Widzisz, właśnie dlatego nie miałem psa...aaa ale nie martw się na pewno żyje mu się lepiej
teraz tam gdzie poszedł.
-To sobie ludzie wmawiają by poczuć się lepiej tak?
-Po części - westchnąłem.
Julka uciekła do pokoju ale nie zamknęła drzwi, chyba chciała abym ją widział cały czas.
Wyciągnąłem laptop z pułki pod stołem i zacząłem szukać czegokolwiek co może mi pomóc
w walce z dwoma rycerzami piekła.

Jeśli nawet jednego uda nam się zabić to drugi nie
będzie na tyle głupi żeby powtórzyć błąd poprzedniego a musimy dwa załatwić jednocześnie.
Nagle moją uwagę przyciągnęło jakieś stuknięcie w piwnicy, które się powtórzyło jeszcze
dwa razy, Julka też je usłyszała i teraz przerażona patrzyła się na mnie, dałem jej znak
żeby zamknęła się w pokoju i najlepiej schowała a sam zszedłem na dół.
Miałem nadzieje zobaczyć tam szczura albo łaskę, ale byłem uważny, zachowywałem
się tak jakby w mojej piwnicy był sam Lucyfer w sumie byłem blisko.

Gdy zanurzyłem się głębiej dostrzegłem siedzącego na skrzyni Abadona.
Najwyraźniej dobrze się bawił, palcem poruszał niewielkie przedmioty które uderzały o sufit.
-No wreszcie ile można czekać- zaśmiał się i ostatni raz rzucił butelką o sufit
Patrzyłem się na niego obmyślając plan, byłem w nie najlepszej sytuacji.
-Pewnie się zastanawiasz co ja tu robię, a więc spieszę z wytłumaczeniem. Jestem tu
od jakiś 2 godzin, i tak pies był smaczny tylko dlaczego taki stary?
Patrzyłem się na niego bez słowa. Mógł kontynuować swoją wypowiedz.
-A te twoje znaki nie działają
-To czemu jeszcze żyje? - spytałem
-Gdybym cię zabił Castiel by o wszystkim wiedział i tak by wiadomość trafiła do Dean'a
-Czego chcesz?- wiedziałem ,że te znaki osłabiają jego moc na tyle ,że bał się zrobić gwałtowny ruch.
-Wezmę sobie Julkę i przy okazji ciebie, niestety musisz być żywy.
-Boisz się Dean'a
-Nie! - wybuchł - wadził by tylko - uspokoił się i powiedział nad to delikatnym głosem
-Ablam jest na górze?
-Bystry jesteś
Nagle Julka zaczęła krzyczeć ale nie na długo bo zaraz ucichła.
Abadon jeszcze raz rzucił mi złowieszczy uśmiech wtedy chciałem pobiec do dziewczyny
ale w drzwiach do piwnicy ,na górze schodów stał już Dean który rzucił mi sztylet.
W moich rękach nie jest w stanie unicestwić Abadona ale na pewno uda się go
pozbyć na jakiś czas. I właśnie wtedy spojrzałem się na Abadona który chciał się rzucić
na mnie ale nie przewidział ,że tak szybko złapię broń. Musiałem tylko wyciągnąć rękę a on sam się nabił.

Spojrzałem na znikające w odmętach ciemności ciało i pobiegłem na górę do Julki,
Ablama już nie było a Dean wycierał z twarzy krew, zewnętrzną stroną dłoni.

Zdążyłem jeszcze zobaczyć na ułamek sekundy ciało pozbawione głowy które znika
tak samo jak poprzednie.
-Niedługo wrócą, musimy uciekać stąd. - powiedział Dean
-Ale gdzie?
-Do mnie
-Nie, ty masz dziecko lepiej go nie narażać
-To są bracia Emili, tam nie wejdą, podobno mają jakiś układ.
Szybko wsiedliśmy do Impali. Julka była przerażona cała się dygotała nie chciała abym
ją objął ramieniem w celu uspokojenia nerwów. Siedziała z kolanami przy brodzie i kołysała
się do przodu i do tyłu dość delikatnie by nie stracić równowagi gdy auto będzie
skręcać albo zahamuje. Po dotarciu na miejsce wraz z Dean'em wzięliśmy się za rysowanie
pentagramów. Julce nakazałem schować się w salonie.
Gdy Emilia prosiła o wytłumaczenie tej sytuacji Dean odtrącał ją gniewnym spojrzeniem i dalej
rysował znaki. Ja starałem się w ogóle ignorować Emilie. Po skończonym rysowaniu Dean
zaproponował gestem ręki abym poszedł do Julki a on pomówi z Emilią.
Poszli do jadali skąd nie słyszałem ich rozmowy, wrócili dopiero po jakiś 15 minutach.
Emilia wyszła z domu wcześniej czule żegnając się z moim bratem, gdy odjechała, Dean ruszył
za nią. Ja już kilka razy próbowałem uspokoić Julkę ale nie pozwalała na to.
Siedziałem jak najbliżej jej przez godzinę, w tym czasie nie pokazał się żaden Abadon
ani Emilia wraz z moim bratem.
-Julka tu jesteś bezpieczniejsza. Nie obawiaj się niczego. - po tych słowach
przypomniałem sobie ,że to Emilia prawdopodobnie odwiedzała ją w celi i jej nie pomogła a może
nawet ją krzywdziła.
Julka najpewniej jest teraz zła na mnie ,że ją tu przywiozłem.
-Przepraszam... ale nie mieliśmy gdzie uciekać, Dean wie co robi.
Julka nagle wstała i pobiegła do jednego z pokoi, był to pokój dziecka.
Szybciej z niego wyszła niż do niego weszła, wyleciała jak torpeda i zamknęła się w łazience.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz