Julia wybirgła z domu, chciałem ją złapać w drzwiach ale byłem zbyt
wolny, nie mogłem przestać kaszleć, musiałem stanąć na chwilę,
odspanąć, uspokoić kaszel i wypuściłem psa który natychmiastowo
odnalazł trop Juli. Jeszcze trochę kaszląć pobiegłem za nim.
W tej sytuacji stało się dla mnie jasne dlaczego była zamknięta,
przez głupotę ludzi, nie powinno się kogoś pozbawiać wolnośći
tylko dlatego ,że ma jakiś problem. Tylko jakiego typu
problemem jest ten Juli? To jakaś choroba? Może jednak coś
związanego z magią? Oby nie, sama wiedza o tym drugim
świecie jest bolesna, i ciągnie za sobą konsekfencje.
Koda była kilka metrów przed mną i nagle skręcił w jeden z zaułków.
Gdy go dogoniłem znalazłem między śmietnikami Julię, okryłem ją moja kurtką.
-Nie martw się, to nic, to nic - mówiłem spokojnie
-Odejdź jestem potworem! - odparła
-Uwierz mi widziałem nie jednego a ty do nich nie należysz.
Pomogłem jej wstać i ją przytuliłem, była spanikowana.
Chciałem ją zanieść ale wiedziałem jak to się może skończyć.
W drodzę do domu nie wypytywałem się jej co i jak i dlaczego
powiedziałem tylko.
-Wszystko rozumiem ale więcej już mi nie uciekaj. - uśmiechnąłem się i objąłem
ją ramieniem, ona spuściła głowę ale przy tym lekko się przytuliła.
Ktoś musiał ją nieźle kiedyś skrzywdzić, z tego powodu byłem mega sfrustrowany
i chciałem gościa zabić.
Weszlismy do domu, zdjąłem z niej przemokniętą kurtkę i poszedłem do łazięki
przy salonie ona w swoim pokoju. Osuszyłem się
i poszedłem do swojej sypialni po bluzkę. Jakieś spodnie
znalazłem w łązięce. Nim wszedłem do swojego pokoju zajrzałem do Juli,
najpierw zapukałem potem lekko uchyliłem drzwi. Własnie zdąrzyła założyć
bluzkę.
-Chcesz o tym pogadać?
Usiadła ciężko na łużku i westchneła.
-Chyba nie masz innego wyjścia. - powiedziałem i usiadłem obok- Jak to się stało?
-Mam tak od zawsze, nie wiem dlaczego i co to jest... lekarze nie chcieli mnie leczyć...
-Znajde takiego który cię wyleczy.
(tyle bo jade na festyn)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz