piątek, 29 lipca 2016

Od Julii

Miajały dni a ja zamieszkałam w rodzinnej rezydencji Jacoba. Powoli zapominałam o obowiązkach jednak nadal siedziały mi na sumieniu.
Czułam coś do Jacoba lecz tego do siebie nie dopuszczałam.
Nie mogłam! To była misja, musiałam grać!
Ale czy nadal chciałam ją wykonać?
Ale co miałam zrobić?
Nie mogłam porzucić misji! Zawiodłabym swoich dowódców, ludzi... W moich rękach jest aż tyle ważnych spraw. Nie mogłam zostawić misji!
Nie mogłam.. To właśnie powtarzałam sobie za każdym razem kiedy patrzyłam na Jacoba.
-Julia chciałbym z tobą poważnie porozmawiać.
-Tak?
Nie wiem czego mogłam się spodziewać.
-Słuchaj długo miślałem o tym. Znamy się nie za długo ale czuje że jesteś tą jedyną. Chciałbym się zapytać czy...
Nagle włączył się alarm.
-Co jest..
Ochroniarze zaczeli biegać. Jeden zatrzymał się obok nas.
-Zostaliśmy zaatakowani Panie!
-Jak to??
-Żołnierze.. Amerykanie..
Jacob spojrzał się na mnie. Byłam zdezorientowana.
Chwycił moją ręke. Nie zdążyłam. Powstała więź. Była silna. Jacob upadł na kolana i krzyknął. Ochroniarz nie wiedział co robić. Jego zadaniem była ochrona rodziny Jacoba. A teraz jedyne co widział we mnie to zagrożenie.
Wycelował we mnie. Nie mogłam przerwać więzi. Starałam się. Noe mogłam przez to skupić się na ochroniarzu. Krzyczał coś do mnie.
Nie słyszałam słów. Akurat przerwałam więź kiedy poczułam ból. Nie słyszałam huku. Na pewno jednak był.
Złapałam się za brzuch i podniosłam wzrok na ochroniarza.
Upadłam obok nieprzytomnego Jacoba. Wtrdy do salonu wbiegło kilku żołnierzy.
Czemu nie powiadomili mnie o ataku? Sama miałam dać radę.. To była moja samodzielna misja.
Ochroniarz chciał walczyć lecz padł teupem na posadzkę.
Znajome mi oczy w mundurze spojrzały na mnie. Dwóch innych żołnierzy wynosiło nieprzytomnego Jacoba.
Nicość. Straciłam prytomność. Właśnie tak zakończyła się moja sielanka.

****

Obudziłam się. Na początku nic nie ogarniałam. Kiedy mój wzrok przyzwyczaił się do światła zobaczyłam białe ściany.
Gdzie ja jestem?
Co się stało?
A najważniejsze... Kim ja jestem???
Maszyny pikały. Do sali wszedł lekarz.
-Obudziła się wreszcie Pani. Radził bym nie wstawać.
-Co się stało?-powiedziałam zachrypniętym głosem.
-Spokojnie. Jest Pani w szpitalu. Dostarczono nam Panią w ciężkim stanie prosto z Europy jako że znaleziono przy Pani dokumenty.
-Dokumenty? W ciężkim stanie?
-Była Pani dwa tygodnie w śpiączce po tym jak udało nam się uratować Pani życie. Miała Pani wylew.
-Wylew?
-Nic Pani nie pamięta? Jak Pani ma na imię?
Patrzyłam się na niego zdezorientowana.
-Nazywa się Pani Izabella Quin. Była Pani we Francji. Tylko tyle o Pani wiemy.
-Nic nie pamiętam...
-Spokojnie. Jest Pani w dobrych rękach.
Lekarz wyszedł a ja zostałam sama wśród 4 ścian.
Co się stało??

****

Po tygodniu dostałam wypis ze szpitala. Nie wiedziałam co mam zrobić. Miałam w portwelu pewną sumę pieniędzy więc postanowiłam wynająć pokój w tutejszym motelu. Lekarz kazał mi nie wyjeżdżać z Clearwater bo miałam się zgłaszać na badania kontrolne. Mówił że pamięć powinna mi stopniowo wracać czemu może towarzyszyć silny ból głowy. Miałam prepisana leki więc najpierw musiałam odwiedzić aptekę. Ale fszie w tej sporej zalesionej miejscowości mogę znaleźć aptekę?
Udało się ale jak już zrobiłam zakupy był wieczór. O tej poże roku noc zapadała szybciej. Oby tylko w którymś z moteli mieli wolny pokój.
Wolałam nie spędzać nocy na ulicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz