niedziela, 31 lipca 2016

Od Emilie

  Znowu to zrobił. Znowu odszedł.
  Kretyn jeden... No debil! Po prostu nie wierzę!
  Byłam wściekła. Nie... to mało powiedziane. Puściłam wodze swojej ''złej i mrocznej'' strony i po prostu pierwsze co zrobiłam to spakowanie swoich rzeczy. Wyniosłam wszystko do samochodu. Nie została po mnie ani jedna moja rzecz. Jedyne co zostawiłam w tym samym miejscu to kartka na łóżku, którą napisał Dean, zgnieciona. A obok niej moja, gdzie jest napisane, że jeśli naprawdę będzie chciał wrócić już na stałe... znając wspaniałość, odnajdzie nas. Mnie i Richa. No i to, że jeśli to mu pomoże to może najlepiej będzie, jak zniknę? Oczywiście z Richem będzie miał stały kontakt, jeśli tylko zechce, bo nasz syn go potrzebuje bardziej niż mnie...
  Nikomu nie zostawiłam żadnej wiadomości, że odchodzę. Nikt z moich przyjaciół nie wiedział, że mnie nie ma. Zmieniłam numer telefonu, miałam tego wszystkiego dość. Nie usprawiedliwia go fakt, że musi ratować brata. Mógł ze mną o tym porozmawiać wcześniej. Nawet jego odejście mnie nie zdziwiło. Na kartce było napisane, że nigdy więcej nie wróci... Dean by czegoś takiego nie napisał, byłam tego pewna... aż do teraz.
  Siedziałam na schodach, jeszcze się zbierając do opuszczenia domu. Samochód był zapełniony wszystkimi rzeczami moimi i Richa. Jego meble jak i cała reszta zostały nienaruszone. Starałam się nie uronić żadnej łzy, jednak nie udało mi się.
-Mamo? - podszedł do mnie pięcioletni Rich, zupełnie nie rozumiejąc sytuacji.
  Wiem, było to dla niego trudne. Ale jeszcze bardziej będzie mi trudno wyjaśnić odejście jego ojca.
-Słucham? - złapałam go za rączki i spojrzałam na niego.
-Czemu płaczesz? - spytał smutny.
  Pogładziłam go po policzku i uśmiechnęłam się, ścierając niepotrzebne łzy. Tak, były niepotrzebne. Nie mogłam pozwolić na panikę w sercu, wiele razy to się działo i jeśli myślałam, że moje życie nagle wraz z powrotem Deana zmieni się w sielankę to grubo się myliłam. Oszukiwałam siebie i Richa.
-To nic... naprawdę.
-A czemu spakowaliśmy rzeczy?
-Bo się... przeprowadzamy, wiesz?
-Dlaczego?
-Ponieważ... mam zlecenie w Chicago na bardzo długie śledztwo, będę pomagać policji...
-A tata?
  Westchnęłam ciężko.
-Ustaliliśmy z tatą, że pojedziesz ze mną.
-Ale ja chcę być z wami... razem...
-Będzie dobrze... ufasz mi, prawda?
  Kiwnął głową.
-Więc jak mówię, że będzie dobrze, to właśnie tak będzie. - uśmiechnął się lekko.

  Pojechałam jeszcze z wizytą do Lucyfera. Nie trudno było go znaleźć, musiałam jednak zjeździć pół miasta. Rich spał, wahałam się zostawić go samego w aucie ale wiedziałam, że nic się nie może złego stać. Szybko wyszłam, był chłodny wieczór. Starałam się załatwić sprawę jak najszybciej.
  Słyszałam kroki za sobą w mieszkaniu do którego weszłam. Odwróciłam się, niewzruszona, a Lucyfer, a raczej Sam stał centralnie za moimi plecami.
-Jednak odszedł... - zaczął Lucyfer.
  Skąd... on... wiedział...?
-Wiedziałem, że do mnie wrócisz jak tylko odejdzie. Taki już jest...
-Nie przyszłam do ciebie, tylko PO Sama.
  Zaśmiał się.
-Nie ma go.
-Dlaczego Sam?
-Wszystko ma swój cel, Emilie.
-Gadaj! - powiedziałam powoli histeryzując.
-Nie muszę się przed tobą tłumaczyć... jednak, przykro mi z powodu odejścia Deana... pamiętaj, że w każdej chwili możesz do mnie wrócić... z Richem.
  Wściekła wyszłam i wsiadłam do samochodu. Uspokoiłam się trochę, spojrzałam na synka. Spał. Spuściłam wzrok i zastanawiałam się dokąd tym razem...?
  Chicago.
  Wyciągnęłam całą sumę z konta bankowego i ruszyłam tam jak najszybciej. Znajdę tam pracę, wychowam Richa sama... wszystko z czasem się ułoży. Jeśli Dean zechce i znajdzie czas to Rich jest do jego dyspozycji, kiedy tylko będzie mógł, na pewno znajdzie nas przez Richa, w końcu są powiązani... w jakiś sposób. Będzie mi łatwiej jeśli raz na jakiś czas Dean po prostu będzie odwiedzać Richa... jemu również będzie łatwiej, będzie szczęśliwy widząc ojca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz