Trzęsłam się. Nie spałam całą noc.
Nie trzęsłam się z zimna.. Wręcz przeciwnie. Było mi gorąco!
Wyszłam z motelu przez okno mojego pokoju.
Zaczęłam biec przed siebie w chłodną noc.
Byłam rozpalona.
****
Obudziłam się na trawie na dworzu. Co się tak właściwie stało? Zemdlałam? Nie no noc sobie takie nie przypominam.
Dziś była sobota. Miałam zaproszenie od siostry Dominica na urodziny. Nie wiedziałam czy powinnam na nie iść ale czułam że jestem im to winna.
Kiedy skończyłam pracę w motelu wybrałam się spacerem do sklepu po jakiś prezent.
Wprawdzie nie miałam za aiele pieniędzy ale na pewno coś uda mi się kupić.
Czułam pieczący ból w miejscu gdzie jeszcze wczoraj była rana po ugryzieniu a dziś została tylko blizna w dziwnym krztałcie. Jak znamie.
Odrzuciłam na nok te niedorzeczne myśli i weszłam do sklepu.
Długo wybierałam prezent aż wreszcie wybrałam. Nie mogłam oprzeć się turkusowej sukience która na moje oko powinna idealnie pasować na małą. Kupiłam też dużego misia i czekoladki. Miałam nadzieje że się ucieszy.
W motelu przy pomocy Marii zapakowałam prezent w ładne opakowanie.
Dochodziła 16 godzina. Poszłam do łazienki i spojrzałam w swoje odbicie.
Miałam podpadnięte oczy.
A one same wyglądały dziwnie.
Zobaczyłam obraz oczu tego mężczyzny.
Nie to nie możliwe. Moje oczy przecież nie mogły nabrać zwierzęcego blasku.
Zgasiłam światło i wzięłam latarkę. Zaświeciłam nią tak by w odbiciu zobaczyć swoje oczy.
Błyszczały się jak u kota nocą.
Może jestem chora? Powinnam zgłosić się chyba do lekarza. Czułam że jak tego nie zrobię to zwariuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz