czwartek, 21 lipca 2016

Od Amy

  Siedziałam z Richem i tuliłam go do snu, był nakarmiony i przebrany. Gdy tylko zasnął mogłam wezwać demona, któremu i tak mało ufałam, ale wiedziałam, że nic nie zrobi małemu. Zniknęłam, przeniosłam się do kamienicy Abaddona i Abalama, jednak zastałam pustkę. Zdziwiona przeszłam przez korytarze do każdego pomieszczenia, zajrzałam nawet pod zepsutą, zardzewiałą maszynę produkcyjną ale nawet tam ich nie było.
  Zniknęli.
  Będą podejrzewać ich o zniknięcie syna Emilie i Deana. Kretyni.
  Odpuściłam, nie mogłam ich wezwać, więc zjawiłam się w szpitalu i tam nie zastałam Emilie która dawała jakieś oznaki życia oprócz oddychania. Jednak nawet temu dobiegł kres, gdy maszyna zaczęła pikać a ja wybiegłam zawołać lekarza, okrzyczeli mnie za to, że tu wchodzę, a potem reszta lekarzy i pielęgniarek wbiegło do sali.
  Przylgnęłam do szyby i tylko starałam się wysłuchiwać to co mówią. Poszłam do łazienki i zmieniłam się w cień, którego i tak nie zauważą. Weszłam do sali gdzie... reanimowali Em. Zamarłam, wpatrywałam się w jej już martwe ciało. Po kilku minutach znów był puls, a potem lekarz prowadzący stwierdził śpiączkę farmakologiczną. Krzyczałam, jednak mnie nie słyszeli. Krzyczałam, by tego nie robili, ratowali ją dalej, przecież da się ją uratować, nie może umrzeć.
  Właśnie, nie może. Więc co doprowadziło ją do stanu śpiączki? Ktoś chce się jej pozbyć? Ale po co i kto to właściwie robi?
  Wróciłam do łazienki i zmieniłam się w człowieka. Wpatrywałam tępo w zielone płytki ze łzami w oczach. Wyszłam z niej, miałam nadzieję, że to jakiś koszmar, błąd który zaraz się naprawi, wielka pomyłka...
   Zatrzymał mnie lekarz prowadzący, spojrzałam na niego wybudzając się z chwilowego amoku i czekałam na to, że powie, że wszystko w porządku i się przebudziła... byłoby to zbyt piękne.
-Emilie zapadła w śpiączkę farmakologiczną... Nie wiemy jak ją ratować... trudno nawet stwierdzić, czy żyje... Liczne rany na ciele i siniaki zostały zgłoszone policji... podejrzanym jest Dean Winchester...
  Nie mogłam w to uwierzyć.
-On jest niewinny... - odparłam broniąc partnera przyjaciółki. - Kochał ją! Nie bił jej...
-Jednak jest podejrzany, podobno siniaki były już wcześniej...
-Powiedziałaby mi gdyby ktoś ją bił, poza tym Dean tego nie robił! Em nie pozwoliłaby na to...
-Przepraszam, mam następnego pacjenta... - odszedł a ja od razu zadzwoniłam do Deana.

  Przyjechałam do jego domu, tam, jakby afer było mało Julia zniknęła, odeszła. Dean szalał ze wściekłości przez zaginięcie syna, nie chciałam mu mówić właśnie teraz o tym co z Emilie ale powinien wiedzieć, a raczej musiał.
-Dean... musimy porozmawiać... - usiadłam na podłodze, załamana.
  Podszedł do mnie i usiadł na kanapie podając mi whiskey.
-Chcesz się napić? - spytał a ja z płaczem pokręciłam głową.
-Co się stało? - spytał Dean, a Sam zostawił nas samych zastanawiając się gdzie jest Julia.
-Lekarze stwierdzili... że... Em zaszła w śpiączkę farmakologiczną...
-Co...? Co ty pieprzysz? - wstał napinając wszystkie mięśnie ze złości.
-Na domiar złego lekarze zauważyli jej siniaki i rany...
-Jakie... co?!
-Policja podejrzewa ciebie... że to ty ją biłeś...
-Przecież miała to na dniach!
-Nie koniecznie...
-CO TAKIEGO?
  Było mi szkoda tego wszystkiego, na domiar złego zabrałam Richa i muszę go trzymać dopóki nie pozwolą mi bracia Em, powiedziałam im że go trzymam i od tamtej pory nie mam z nimi kontaktu. Wszystko zaczęło się psuć... Dean się wściekł...
-Zabiorę ją stamtąd, nie wiedzą co robić...
-A ty wiesz? - wszedł do środka Sam. - Myśl logicznie chłopie, policja cie szuka, niedługo tu będą a Ty stoisz w miejscu i tylko się pieklisz, znajdziemy małego a potem wymyślimy coś z Emilie, jak ją sprowadzić.
-Moim zdaniem ktoś usiłuje ją trzymać z dala od nas, w szpitalu, ktoś ją chce ale kto?
-To co macie zamiar zrobić, co?! - krzyknął Dean.

  Weszłam do swojego mieszkania, zapaliłam światło i nie wyczuwałam demona. Dziecko płakało, przeraźliwie. Pobiegłam do pokoju gdzie był mały i zobaczyłam w nim...
  Nie możliwe...
  Lucyfera.
-Co ty tu...
-Synowie mi pomogli, no i Manea. Co ja bym zrobił bez niej, fantastyczna kobieta...
-Zostaw Richa...
-Ten mały gnojek? Czekałem na to, aż się urodzi... chciałem wyssać z niego moc ale nie wiem dlaczego... nie mogę tego zrobić...
-To ty więzisz Emilie... - wyszeptałam. - Jakim cudem żyjesz?! Jakim cudem uciekłeś!?
-Abaddon i Abalam wyssali moc z Emilie...
-Kto teraz ma władzę nad czyśćcem!? Co żeście zrobili?!
-Na ten czas muszę rozważyć co zrobić z mocą młodego... a potem... no wiesz... zawładnę czyśćcem skoro jego bariera upadła wraz z ''zawieszeniem'' Emilie. Dean to nie problem, nie powiesz mu słowa, jasne? Bo roztrzaskam Eryka, dzieciaka i nieświadomą niczego Emilie w proch, jasne?
  Zniknął, ale nie sam. Zabrał dziecko.
  Upadłam na kolana i zaczęłam płakać. Co mam zrobić...?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz