Bracia powoli zaczęli zachodzić mi za skórę, nawet niebo miało ich powoli dość. Zmuszali mnie do mordowania, potrzebowali dusz a ja wypełniałam się złem, chociaż broniłam się przed nim.Robiłam wszystko co w mojej mocy, jednak gdy nikt nie wiedział co tak naprawdę się ze mną dzieje bracia czuli się bezkarni i kontynuowali to co wybrali sobie na cel - chcieli mnie zmienić - a potem wejść do czyśćca. Gdy już bym była po ich stronie na pewno bym ich wpuściła bo nad czyśćcem ja mam całkowitą władzę i ode mnie wszystko tam zależy, od jakiegoś czasu po prostu staram się tam nie wchodzić, Gabriel być może by coś zauważył a na razie wolę chronić braci i jednocześnie dziecko... no i Deana.
Weszłam do środka, moje czarne wysokie zamszowe buty stukały o jasne panele w przestronnym przedpokoju, wyjęłam z jasnych, jeansowych spodni telefon i sprawdziłam godzinę, byłam punktualnie, jak zawsze. Zaczęłam powoli zdejmować czarny płaszcz, usłyszałam cichą rozmowę Sama, Deana i Julii, choć dziewczyna wcale się nie odzywała wiedziałam, że jest w salonie. Czułam jej obawę, którą maskowała pod powłoką. Dziwnie się czułam, nie miała się czego bać, tu była bezpieczna dopóki nie wpuszczę do domu swoich braci. Są w mieście ale nie w moim domu. W czyśćcu również byłaby bezpieczna ale tam nawet się nie dostanie bo jest istotą żywą i na dodatek nowym potomkiem którego Gabriel z aniołami by wyhaczył.
Spojrzałam na trójkę siedzącą na kanapie. Zmrużyłam oczy i spojrzałam na Deana.
-Gdzie Rich? - spytałam. - Jadł coś? Zmieniłeś mu pieluchę?
-Wszystko opanowane. Trochę płakał ale Julia załagodziła sytuację...
Od razu we mnie się nagle zagotowało. Ledwo co mogłam powstrzymać wybuch moich ''diabelskich'' mocy i mojej siły, która wzbudziłaby podejrzenia u Deana i Sama, a wystraszyłabym tym Julię.
-Jak to do cholery Julia załagodziła sytuację? - wycedziłam, gdy Dean trzymał mnie bym nie rozszarpała Julii albo Sama który siedział obok. - Jak mogliście pozwolić by ona dotknęła moje dziecko?!
-Nic mu nie zrobiła, wzięła go w koc...
Poczułam, jak oczy zachodzą mi czernią a sama wypełniam się złą energią, odwróciłam się i poszłam przed siebie do przedpokoju pod pretekstem odwieszenia płaszcza, musiałam to opanować i ukryć zanim zauważy to ktoś z nich. Przestawałam to kontrolować i powoli mnie to martwiło.
Wróciłam po kilku nieznacznych sekundach do salonu i przeprosiłam Julię. Nie mogłam tego znieść, że ponosi mnie coś tak mało istotnego, przecież dziecku nie stała się krzywda. Jednak teraz łatwo mnie zdenerwować... opanuj się, Emilie...
-... zrobimy to od razu. - dokończył Dean.
-Co zrobicie od razu? - spytałam wchodząc pewnie do salonu i stając przed nimi.
-Nic, zbieramy się. - odparł Sam i wstał.
Julia spojrzała na nich błagalnym wzrokiem.
-Nic ci nie zrobię, obiecuję... - dotknęłam jej ramienia ale nic nie poczułam.
Dean i Sam spojrzeli na mnie tak zdziwieni, że aż się wystraszyłam i odsunęłam dłoń od ramienia Julii i wpatrywałam się w zaszokowaną trójkę.
-Jak ty...? - spytał Sam.
Ma te same geny co ja, przecież mogę jej dotykać. Bracia również, przecież Abaddon dotykał ją językiem gdy chciał ją zamordować w celi, ja mogłam gdy siedziała na zimnej podłodze. Wygląda na to, że my możemy, jako że jesteśmy jakoś spokrewnieni...
-Nie wiem... - odparłam wymijająco.
Bracia uczyli mnie odporności na inne moce, zaklęcia, klątwy, jedyne co to mogę poczuć lekki skurcz, nic poza tym. Jestem lekko przeciążona złą mocą którą bracia mnie napełnili... Jednak Dean i Sam znają wersję, że nie widuję się z nimi. Zagrozili, że skrzywdzą mojego syna, więc musiałam im pomagać i dawać im sie jakoś uczyć z efektami. Szybko się uczyłam, ale równie szybko zaczęłam się ich bać. Ich okrucieństwo mnie przerażało...
-Idę do Rich'iego. - powiedziałam tylko i poszłam do syna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz