poniedziałek, 25 lipca 2016

Od Dean'a

Nowe wnętrze piekła nie przestawało mnie irytować, nie mogłem się w nim odnaleźć,
nie umknęło też mojej uwadze fakt ,że pomieszczenia zamieniają sie co jakiś czas miejscami.
Było to mega pokićkane, tyle dobrego ,że sale tronową ozdabiały zawsze duże ponad
8 metrowe drzwi zrobione z grubego drewna przepasanego żelazem.  Ich otworzenie nie było
by łatwe dla normalnego człowieka ale ja nie miałem z tym problemów.
-To tu - powiedziałem do Emili która rozglądała się dookoła a następnie wpadła na mnie
Otworzyłem wrota i na starcie przywitał mnie Crowley, towarzyszył mu piekielny hart, zwierze
to jest niewidzialne dla większości osób, jedynie demony je widzą w tym ja ale nie Em.
-Gdzie Rowena? - spojrzałem za jego plecy i lekko się rozejrzałem
-Co ona tu robi? -patrzył się na nią zirytowany
-Jest ze mną
-To nie aqua park ,żeby brać tu dziewczynę na randkę
-Wiesz już co się stało z Samem?
-A co wy pępki świata jesteście?! Ale tak wiem...
-Potrzebna rada Roweny, razem coś zdziałamy.
-Czemu jej? - Crowley non stop atakował Em wzrokiem
-Cały zakon wiedźm został zniszczony, została jedynie ona.
-To pożegnaj się ładnie z bratem, Rowena znikła po tym jak chciałem ją zapiąć w kaganiec,
a zniszczyć Lucyfera można jedynie zabijając jego cząstki i jego samego, a ,że jest
aktualnie w ciele Sama, to on umrze razem z nim.
-Musi być inne wyjście
-Nie ma, kiedy ty zrozumiesz ,że wasz czas się już kończy? Koniec ciągłego unikania śmierci,
Sam jest człowiekiem, jest słaby psychicznie, już niedługo trafi w pustkę a ty będziesz musiał
żyć bez niego.
-Chyba ,że Lucyfer opuści jego ciało - pomyślałem na głos
-Nawet jeśli to Sam znów najpewniej będzie obłąkany i się zabije.
-Cas mu pomoże
-Castiela z wami nie ma już długi czas, pragnę zauważyć.
Miał rację, ale przemilczałem to. Zastanawiałem się jak mogło mi to umknąć i dlaczego go nie
ma.
-Zawsze jest nadzieja - odezwała się Em
-Myślicie ,że Lucyfer potulnie wróci do swojego ciała? - zakpił Crowley
-Myślę ,że będzie wolał moje a ja się nim zajmę gdy będziemy w jednym ciele.
-Nie - zaprotestowała Emilia - Musimy go wypędzić do jego ciała abym mogła go zniszczyć
-Ty? - zainteresował się Crowley
-Tak, dam radę - powiedziała pewna siebie
-Jest pewna luka w twoim planie, on nie opuści ciała Sama, może nim manipulować jak mu się
tylko podoba i jest świadom zagrożenia wynikającego z przyjęcia ciała Deana.
-Czyli nie mamy mądrego planu- zirytowałem się, na tyle że aż chciałem coś rozwalić, czułem
nieprzyjemną gorycz w gardle. Co jeśli Crowley ma racje?
Przeteleportowałem siebie i Em do impali, nerwowo wyjąłem telefon.

Myślałem zadzwonić do Amy, przecież ona ma układy z Lucyferem, ale co mam jej powiedzieć?
Ostatnio nasze spotkanie nie wyszło najlepiej i raczej nie będzie chciała pomóc.
Ale trudno zdecydowałem się zadzwonić, niestety nie było nawet sygnału.
Zakląłem pod nosem, byłem cały spięty, tu chodziło o życie Sama.
Nagle poczułem przesuwającą się z tyłu mojej głowy rękę Emili, głaskała moje włosy
co powodowało przyjemne dreszcze.
-Spokojnie coś wymyślimy, wracajmy do domu, musisz odpocząć. - stwierdziła Em.
-Em... nie mogę teraz odpocząć gdy Lucyfer niszczy mi brata, to jedyna moja rodzina.
-Rozumiem, ale w nerwach niczego mądrego nie wymyślisz
Przytaknąłem i chwilę później byliśmy już pod domem. Nie wszedłem do środka, powiedziałem
Emili ,że muszę się przejechać sam, trochę ochłonę. Pojechałem koło parku prosto w las, jego brzeg
był rzadki i wszystko było dobrze widoczne ale im dalej tym gęściej. Dokładnie wiedziałem
gdzie jadę, na końcu tego lasu jest urwisko, często tam siedziałem kiedyś z Samem.
Zaparkowałem wóz kilka metrów od krańca góry i nie wysiadłem.
Dręczyły mnie myśli co mam dalej zrobić, na pewno posiadam jakąś umiejętność która
mogła by wypędzić Lucyfera, tylko jak do tego podejść... mógłbym wejść w ciało
Sama i w nim stoczyć walkę lub tylko wygnać Lucyfera ale nie wiadomo co to zrobi
z bratem. Na tą chwilę to był najrozsądniejszy plan.
Gdy trochę ochłonąłem, usiadłem na masce auta i przypominałem sobie chwilę gdy
nie było jeszcze tych wszystkich problemów, byłem tylko ja, Sam i największym zagrożeniem
były wampiry czy wilkołaki. Nagle poczułem czyjąś obecność, i znajomy mi zapach
perfum Sama. Ta osoba nie była zagrożeniem czułem jej przyśpieszony puls, widocznie
stresowała się tym ,że mnie podgląda. I siedzieliśmy tak kilka min, ten ktoś wiedział
o mojej obecności jak i ja o jego, stało się to krępujące więc w końcu nie wytrzymałem
i wypaliłem.
-Co się tak ukrywasz? Jestem Dean.  Jeśli wiesz jak wyciągnąć Lucyfera z ciała mojego brata to z chęcią z tobą pogadam. Nie ? Nie wiesz? To daj mi spokój chce posiedzieć sam.
Po tych słowach westchnąłem, jeszcze na chwilę spojrzałem na miasto w dole i odjechałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz