do korytarza prowadzącego do sal. Dzieliło mnie z Em, trzy pary drzwi.
Gdybym tylko mógł tam się przeteleportować ale nie mogę bo wszędzie są kamery, a sprawa
jest i tak już głośna. Musiałem do tego podejść rozsądnie a pomógł mi Sam.
-Dyżury po salach są co 30 minut czasami mają poślizgi - powiedział Sam siedzący obok mnie
na poczekalni. Widział jak pielęgniarki chodzą po salach więc z łatwością wyczuł ich rytm
zwiedzania sal.
-Wyłącz fazę kamer bo było by podejrzane jeśli popsują się kamery z różnych kabli.-odparłem
-Co ze strażnikiem w kamerowni?
-Wymyślisz coś na miejscu, będę się spieszył.
Przytakną.
Razem obserwowaliśmy jak ostatnia pielęgniarka opuszcza sale i zmierza w kierunku
kolejnych drzwi, najpewniej do pokoju z kawką i ciastkami.
-Za szybko...-pomyślałem- Sam szybko - powiedziałem ale go już nie było obok mnie.
Siedziałem tam jakby nigdy nic i czekałem aż kamery opadną bezwładnie a lekarze zajmą się
swoimi sprawami, oni tu nie mieli czasu na użeranie się z każdym, ale ja musiałem
porozmawiać z Emilią, musiała wiedzieć ,że jestem przy niej.
Upłynęło parę minut i kamery zostały wyłączone, nie wszystkie ale wystarczająco.
Teraz mogłem swobodnie przeteleportować sie do Emili, będąc nie zauważonym.
Pojawiłem się zaraz przy jej łóżku. Leżała na prawym boku, i ani nie drgnęła,
wyglądała jakby była martwa jedynie jej oddech świadczył o tym ,że żyje.
-Em czemu akurat teraz śpisz? Muszę cię usłyszeć... muszę porozmawiać. - mówiłem
próbując ją obudzić ale to nie skutkowało. Musiałem odpuścić, usiadłem na małym krześle,
złapałem Emilie za rękę i juz miałem mówić nieskończoną opowieść o tym jak ją przepraszam,
o tym że może na mnie liczyć, że wina leży po mojej stronie, że musimy mówić sobie
o wszystkim, że odnajdę Rich'a ale przeanalizowałem sobie to w głowę jeszczę raz i zacisnąłem
mocniej swoją dłoń, odgarnąłem włosy z twarzy Emili i wyszeptałem ,,Kocham Cię" pocałowałem
ją w czoło i jeszcze chwilę czekałem obserwując ją uważnie, gdzieś w środku miałem nadzieje
,że otworzy chociaż jedno oko, że zapamięta moją wizytę ale niestety w dalszym ciągu nie było reakcji. Nagle przypominałem sobie ,że w kieszeni kurtki mam kapsel po tymbarku z napisem ,,Pokochasz?",moze nie zbyt trafionym ale musiałem coś po sobie zostawić przy niej, w sunąłem
go jej na palca i musiałem juz znikać ponieważ popsute kamery zaczęły rzęzić, najpewniej właśnie się włączały.
Jakby nigdy nic pojawiłem się w tym samym miejscu skąd zniknąłem, Sam też już tam był.
Ruszyliśmy w stronę wyjścia.
-I jak?
-Co jak?
-Jak się czuje?
-Śpi
-Nie rozmawiałeś z nią?
-Próbowałem ją obudzić ale nie mogłem
-Czyli nie wniosło to nic nowego
-Musimy znaleźć Richa
-Znajdziemy Abadnów to i znajdziemy Richa
-Nie jestem tego taki pewny, nie narażali by się tak.
-Crowley?
-Myślisz ,że może pomóc?
-Myślę ,że to on
-Nie jest taki głupi
-Sprawdźmy to
Wsiedliśmy do Impali, lśniła czernią bo niedawno tatusiek ją wypieścił, tego dnia gdy trochę więcej wypił.
Byliśmy już na starych magazynach gdzie powinno być wejście do piekła, właśnie powinno
a było inaczej.
-Co on kombinuje? - spytałem nie oczekując odpowiedzi
-A kiedy on czegoś nie kombinuje...
-Dobra załatwimy to inaczej
-Chwila, Dean... ty go tam dobrze znasz porozmawiacie sam na sam a ja muszę uciekać do Julki
-Musisz?
-Chcę
-Pedo bear
-Spadaj
Rzuciłem mu kluczyki od impali
-Uważaj na nią
Wsiadł i odjechał a przed mną rozmowa z królem piekieł.
Już od samego korytarza było jakoś inaczej, dziwnie. Wszystko wyglądało inaczej, jakbym
był w zupełnie innym piekle, nie wiedziałem ,że można od tak sobie zmienić układ pomieszczeń
w piekle. Szedłem powoli zaglądając do każdych drzwi po drodze aż dotarłem do sali
tronowej, w niej też wszystko było pozmieniane prócz samego tronu.
-Wybacz to zamieszanie ale postanowiłem wprowadzić kilka zmian - powiedział Crowley
podchodząc do mnie.
-W jakim celu?
Wzruszył ramionami - dla odświeżenia aranżacji
-Ty i jakieś nowości? Podejrzane - powiedziałem z lekkim uśmiechem.
-Fergus (tak się zwraca do Crowle'ya jego matka) brakuje krzeseł elektrycznych, prosiłam...
oooo Dean! - pośpiesznie do mnie przyszła zarzucając rudymi lokami - podoba ci się nowy wystrój?
Sama zaaranżowałam
-Pięknie ale brakuje jednak tych krzeseł - odparłem
-No widzisz Fergus? Gdzie one są?
Crowley westchnął poirytowany
-Już są na miejscu
-Dziękuje - podskoczyła lekko - a po co ty tu Dean jesteś?
-Mam sprawę do ,,Fergusa"
-Oh to mam sobie iść?
Oboje zgodnie przytaknęliśmy
Gdy wychodziła jeszcze na chwilę zatrzymała się w drzwiach i posłała mi dziwny uśmiech.
Dał mi on wiele do myślenia. -Masz Richa? - spytałem
-Nie gadaj ,że zginął! Miałeś go pilnować! - krzyczał demonicznym głosem, a raczej głosami,
ognie w pochodniach buchały jakby podsycał je smok.
-Em miała wypadek, nie miałem się jej jak spytać o to czy coś zapamiętała.
-Tyle mocy w niepowołanych rękach?!
-Czyli mi pomożesz
-Jak dziecko! Trzeba mieć nad tobą nadzór!
-Jak coś będziesz wiedział to wiesz jak mnie znaleźć.
Wyszedłem z piekła i to kogo spotkałem na zewnątrz zdziwiło mnie. Rowena najwidoczniej
na mnie czekała od kiedy opuściła sale tronową, w sumie dziwne było ,że
tak szybko odpuściła i wyszła, teraz wiem dlaczego.
-Jakiś problem? -spytałem z niechęcią, od czasu gdy posiadłem taką moc ona się zaczęła strasznie
lepić do mnie
-Witaj przystojniaku. - podeszła do mnie i zaczęła jeździć mi palcem po koszuli
-Co chciałaś
Złapałem ją za nadgarstek
-To Crowley zaplanował remont, zbierał sie do tego od paru tygodni, może miesięcy.
Ukrywa coś - przerwała na chwilę - aaaa może się czegoś boi - powiedziała to z uśmiechem
-Wiedział ,że znam piekło, cały jego układ
-Bystry jesteś - powiedziała już bez uśmiechu - on coś ukrywa a ja znam cały układ nowego
piekła, jeśli chcesz tam powęszyć to będę ci potrzebna.
-Nie wchodzę z tobą w układy
-Ależ ja nic nie chcę, po prostu dziękuje ci za to ,że wtedy zdjąłeś obrożę, była taaaaka
nie wygodna i nie do twarzy mi z nią..... no i mój syn ostatnio pokazał kapkę swojej potęgi,
wiesz tej co kiedyś i boje się ,że będzie chciał mnie przymknąć, i tak już często robi to
dla zabawy.
-Jeśli znajdziesz jakieś informacje o Richu to daj znać a może się dogadamy.
-Tak jest szeryfie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz