Pod wieczór wyczerpany szedłem do domu, by chociaż przespać się godzinkę, bo od 1 znów brałem zmianę. Nie chciałem schodzić z warty, bojąc się, że ominie mnie atak na łowcę. Jednak rozkaz Matta to rozkaz. Przywódca się znalazł - pomyślałem sfrustrowany. Na szczęście nie słyszał tego, bo przed paroma chwilami zdążyłem się przemienić.
Wcześniej na granicy trafiłem również na trop Kath. Nie dało się go z nikim innym pomylić. Pół wampir - pół człowiek mógł być w tej okolicy tylko jeden. Martwiłem się, bo cały dzień nie dawała znaku życia i przypuszczałem gdzie się znajduję.. Parę razy miałem ochotę przekroczyć granicę, jednak wzbierała we mnie przekora. W końcu gdyby chciała wróciłaby sama.
Dom był pusty, ponieważ Toby, Sophie i mama znajdowali się dalej u Jack'a. Przekonałem mamę, żeby posłuchała dziadka i żeby zostali u niego parę dni - a przynajmniej do czasu kiedy w okolicy znowu będzie w miarę bezpiecznie.
Niestety, nie zdążyłem się nawet położyć, gdy zadzwonił mój telefon.
Zdziwiłem się patrząc na wyświetlacz. Już dawno nie miałem kontaktów z Masonem. Pracował w pobliskim barze. Czasem tam bywałem sam lub z chłopakami, lecz ostatnio zupełnie nie miałem do tego głowy. Oprócz tego był siostrzeńcem Jack'a i mieszkał niedaleko niego, więc w pierwszej chwili przestraszyłem się, że może stało się coś złego.
- Słucham? - odebrałem zaniepokojony.
- Dominic? Uff. Sory że przeszkadzam, ale twoja dziewczyna nieźle się spiła i wiesz... - zakończył zakłopotany.
Zmarszczyłem brwi zastanawiając się o kogo może mu chodzić.
- Kim jest w barze? - spytałem zdezorientowany, dziwiąc się, że nie dowiedział się jeszcze z miejscowych plotek, że nie jesteśmy razem.
Roześmiał się.
- Nie, nie. Ta podaję się za niejaką Kath.
Katherine. Odetchnąłem z ulgą, ale z drugiej strony odrobinę zirytowałem. Miała czas popijać w barze, ale nie miała czasu zameldować się i powiedzieć, że żyje.
- Już jadę - odparłem zdecydowany, że jak tylko ją dorwę, to jej coś zrobię i rozłączyłem się.
Gdy zobaczyłem w jakim jest stanie, miałem ochotę ją porządnie opieprzyć, ale tylko westchnąłem i wyprowadziłem ją z Gloves. Wciąż nasłuchiwałem jakiś sygnałów od Matta, świadczących o tym, że łowca się pojawił. Wiedziałem, że ze spania nici. Od momentu gdy wsadziłem ją do samochodu, do momentu gdy podjechaliśmy pod dom, drżałem o czystość tapicerki mojego volkswagena.
Kath odpłynęła w tej samej chwili, gdy wyłączyłem silnik. Cóż, przynajmniej nie zdąży na nic narzygać.
- Ale mogłaś przynajmniej poczekać z tym spaniem, póki nie weszliśmy do domu - mruknąłem i zrezygnowany wziąłem ją na ręce.
Gdy położyłem ją na łóżku, nie chciała oderwać mi z szyi rąk. Mamrotała coś przez sen. Cierpliwie starałem się odczepić jej ręce.
Kiedy w końcu mi się udało, miałem dylemat czy rozebrać ją z mokrego podkoszulka, prawdopodobnie pomoczonego przez zawartość któregoś z kilkunastu kieliszków. W końcu jednak zdjąłem jej tylko buty i opatuliłem szczelnie kocem. Nie mogąc się powstrzymać, założyłem jej opadający na twarz kosmyk włosów za ucho. Zapatrzyłem się na jej twarz, oświetloną przez wpadające przez okno światło księżyca. Taak... Do brzydkich z pewnością nie należała.
Wyszedłem z pokoju, zostawiając drzwi uchylone. Była 23. Pomyślałem, że nic się nie stanie, jeśli zdrzemnę się chwilkę.. W końcu Matt na pewno mnie obudzi gdy coś się będzie dziać, a obowiązkową zmianę przejmuję dopiero za 2 godziny...
Nie wiem na ile odpłynąłem, ale obudził mnie dziwny odgłos. Nie był to z pewnością Matt. Po chwili zlokalizowałem że ów dźwięk dochodzi z łazienki.
No tak. Kath dostała nauczkę, za te swoje 'kilkanaście kieliszków'.
W końcu zapadła cisza, ale dziewczyna coś długo nie wychodziła. Przestraszony, że coś jej się stało, stanąłem w drzwiach łazienki. Katherine leżała na podłodze, przytulona policzkiem do chłodnych płytek.
- No widzisz - mruknąłem - Będziesz miała nauczkę żeby za drugim razem tyle na raz nie pić.
Wiesz, że tak nie można... Jeszcze pewnie do tego nic wcześniej nie zjadłaś - powiedziałem odrobinę zmartwiony.

- Idź sobie - mruknęła i po chwili poderwała się z jękiem, znów wymiotując do kibla. Z westchnieniem trzymałem ją za włosy, a gdy skończyła i opłukała usta, przeniosłem ją do pokoju.
- Będę musiał iść.. - mruknąłem kładąc ją znowu na łóżku.
- Gdzie? - wymamrotała.
- Idę na patrol.. Wrócę rano. A ty nie wychodź nigdzie do tego czasu.
- Mhm.. - mruknęła, ale już po chwili spała jak zabita.
Miałem wyjątkowe szczęście, bo ledwo się przemieniłem a już usłyszałem podniesione głosy.
- Północna część, w kierunku morza - usłyszałem Matta.
Po pokonaniu większej odległości w końcu go poczułem. Był nie tylko łowcą... ale i pijawką. Cóż za szczęście. Wyczułem podniecenie moich towarzyszy, myślących o tym samym. Podwójna zemsta.
Biegnąc tak usłyszałem czyiś pisk. Ludzki.
Zamarłem przerażony i zatrzymałem się gwałtownie.
Niedaleko mnie, obok drzewa stała dziewczyna. W pierwszej chwili zauważyłem, że była wyjątkowo śliczna. Miała długie ciemne włosy i duże oczy. Wyjątkowo delikatne rysy twarzy, zniekształciło teraz ogromne przerażenie.
No tak. Kto by się nie bał ogromnego wilka pośrodku lasu po północy. Jednak bardziej zastanawiało mnie, co ona tu robiła. Niedaleko była droga, może się zgubiła...
W tej samej chwili poczułem obecność swoich towarzyszy. Stanęli obok mnie, a ja wpatrywałem się w coraz bardziej przerażoną twarz dziewczyny, nie wiedząc co zrobić.

- Trzeba ją stąd zabrać - powiedział Flynn
- Ale... Łowca... Carl... - mruknąłem prosząco w stronę Carla, który jednak już się oddalił. Wściekły popatrzyłem na Flynna.
- Odstaw ją szybko do jakiegoś motelu czy coś..
- Chce go wykończyć! - warknąłem wściekły obnażając zęby. Podejrzewałem, że jak szybko czegoś nie zrobię, dziewczyna padnie na zawał serca.
Niestety Flynna już nie było. Miotając się, rozjuszony pognałem parę metrów dalej i szybko przemieniłem się człowieka. Założyłem spodenki, które wcześniej doczepiłem rzemykiem do nogi i wróciłem na miejsce.
Dziewczyna siedziała z głową między nogami w tym samym miejscu co wcześniej, trzęsąc się gwałtownie. Widząc, że się zbliżam wydała z siebie wrzask. Wzdrygnąłem się, lecz zacząłem przemawiać spokojnie.
- Nie zrobię ci...
Jednak instynkt samozachowawczy chyba jednak wziął w niej górę. Zaczęła uciekać, jednak po paru metrach potknęła się o wystający konar. Zaczęła płakać, a ja szybko ją dogoniłem.
- Mam na imię Dominic - przemawiałem spokojnie - Nie zrobię ci krzywdy. Pomogę ci. Powiedz mi tylko jak masz na imię.
Patrzyła na mnie wielkimi oczami. Najpierw zilustrowała moją nagą klatkę piersiową, ale szybko przeniosła wzrok w głębie lasu. Obawiała się pewnie powrotu 'wilka'.
- Isabella.. - szepnęła patrząc na mnie nieufnie.
Postanowiłem kuć żelazo póki gorące.
- Dobrze.. Bello.. - nie wiedziałem jak woli żeby zdrabniać jej imię, więc użyłem dosyć popularnej formy - Powiedz mi... Masz tu jakąś rodzinę? Gdzie mieszkasz? Zgubiłaś się? - wypytywałem coraz bardziej zniecierpliwiony, mając świadomość, że może właśnie w tej chwili, chłopaki wykańczają łowce.
- Nie wiem... Nie wiem nic.. Nie pamiętam... - powiedziała głośniej, zaczynając popadać w panikę. Widząc w jakim jest stanie, szybko wziąłem ją na ręce. Nie mogłem zostawić jej w tym lesie samej. Pijawki szybko zrobiłyby sobie z niej smaczny posiłek, albo zaatakowałoby ją inne leśne zwierzę. O zbaczających z drogi, pijanych kolesiach wolałem nie myśleć...
Zaczęła mi się wyrywać krzycząc głośno. Ktoś z boku pomyślałby że próbuje ją uprowadzić.. lub zgwałcić.
- Cholera jasna - mruknąłem, a potem przekląłem parę razy gdy zaczęła mnie drapać - Bello uspokój się! nie zrobie ci krzywdy - powiedziałem spokojniej - Chcesz zostać w tym lesie? Wilki mogą wrócić w każdej chwili...
Uspokoiła się w końcu słysząc wzmiankę o wilkach. Była tak wyczerpana psychicznie i fizycznie że szybko zasnęła.
Nie mogłem jej odstawić do żadnego motelu do 1 w nocy. Wiedziałem, gdzie muszę się skierować.
Świetnie.. Jak tak dalej pójdzie otworzę przytułek dla zagubionych dziewczyn - pomyślałem sarkastycznie, jednak w głębi duszy cieszyłem się, że mogłem jej pomóc. W pewnym stopniu czułem się za nią odpowiedzialny.
Gdy wszedłem do domu zauważyłem, że coś jest nie tak... Nie czułem Kath... Coraz bardziej spanikowany odłożyłem Isabelle na kanapie, przykrywając ją pospiesznie kocem, a sam wpadłem do sypialni jak burza.
Łóżko było rozgrzebane, a okno otwarte.
- Ja pierdole... - złapałem się za głowę zupełnie nie wiedząc co robić. Pilnować nowo poznanej Belli, która w każdej chwili mogła zacząć z powrotem uciekać do lasu, biegnąć na poszukiwania Kath czy w pościg za łowcą?
Postanowiłem, że najpierw muszę wykończyć jego. W końcu gdy skończymy z nim, będę miał pewność że Kath nic nie grozi. Isabella wydawała się być zwykłym człowiekiem, więc wątpię, żeby zainteresowała łowcę.
Pospiesznie zdjąłem spodenki i wyskoczyłem przez okno zmieniając się w locie w wilka. Biegnąc w kierunku, w którym wyczuwałem swoich towarzyszy z przerażeniem stwierdziłem że pokrywa się z tropem Kath.
Miałem szczęście, że byli tak blisko. Pospiesznie dołączyłem do Flynna Carla i Cody'ego. Matt najwyraźniej postanowił obrać taką strategię i rozdzielić się. Zaganialiśmy łowce w pułapkę.
Wpadliśmy na polanę. Mężczyzna już nie uciekał. Czekał na nas na samym środku, jakby czekając na śmierć, jednak przeczuwałem, że to tylko pozory.
Z drugiej strony zobaczyłem białe futro Matta, a za nim Alberta i Huga. Z naszej czwórki na polanie pojawiłem się pierwszy, szykując się do ataku. Moi towarzysze powoli wychodzili z lasu.

Zaczęliśmy powoli otaczać łowce. Trzymał swoje zabawki w rękach, szykując się do walki. Dobrze wiedział, że nie ma z nami szans, jednak nie poddał się. Mimo że chciałem go jak najszybciej wykończyć, byłem pod wrażeniem jego odwagi.
I wtedy na scenie pojawił się ktoś nowy.
Ktoś kto powinien znajdować się w łóżku lecząc kaca.
Ktoś kogo najmniej się tu spodziewałem.
- Nie! - krzyknęła Kath wbiegając do środka i zasłaniając go własnym ciałem.
Wytrzeszczyłem oczy patrząc na nią uważnie.
- Co to ma być?! - usłyszałem wzburzony głos Huga, a do niego dołączyli się inni.
Szczerze powiedziawszy sam nie wiedziałem 'co to ma być'. Osłupiały wpatrywałem się tylko w Katherine.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz