czwartek, 28 lipca 2016

Od Kath


  Postanowiłam się rozmówić z wampirami, tym bardziej, jeśli Elijah zaczął się pojawiać i poszukiwać mnie. Musiał mieć w tym jakiś cel, tylko... jaki? I po co młodsze wampiry go wybudziły? Byłam tego ciekawa, jak najszybciej zebrałam się i przebrałam w nowe ubrania zadowolona, że chociaż Stefan mi je przywiózł.
  Gdy wszyscy byli zajęci swoimi sprawami i nie zwracali na mnie uwagi... no tak, oprócz Sophie, która uparcie próbowała ze mnie wyciągnąć gdzie idę. Wiedziała, że kłamię gdy mówię o spacerze.
-Wrócę niedługo, dobra? I coś razem porobimy.
-Niech będzie. - odparła patrząc mi w oczy.
  Wyszłam i skierowałam się do lasu. Gdy mnie tam wyczują znów wrócą. Podejrzewałam też, że wilki mogą mieć na mnie oko, więc zdawałam się zachowywać normalnie jednak byłam pewna tego, że będą mnie śledzić póki nic się nie zacznie dziać, więc byłam bez wyjścia. Trudno.
  Z drzewa zeskoczyła brunetka, była nieco wyższa ode mnie.
-Co tu robisz, bez swoich psich kompanów? - uśmiechnęła się.
-Zaprowadź mnie do Elijah. - zażądałam.
-To nie twoje czasy Kath, tu już nikt cię nie słucha.
-A jednak Elijah słuchasz. - odparłam zadowolona.
-Chodź. - pchnęła mnie przed siebie. - Z tą nogą daleko nie pobiegniesz, ale nie masz wyjścia. - złośliwie się uśmiechnęła i pobiegła przed siebie zanim zdążyłam mrugnąć.
  Trudno było być w tej większej połowie człowiekiem, na dodatek tak zacofanym przez dawne życie, to jaka byłam 600 lat temu wpływało na mnie źle.
  Zapukałam do środka. Dom nic się nie zmienił.
  Otworzyła mi Emma, nie pytałam o pozwolenie wejścia, minęłam ją i weszłam do środka.
-Nic nie zmienialiście. - westchnęłam. - Gdzie Elijah?
  Przy nich mogłam pokazać prawdziwą Katherine, być okrutna, wredna, nieokrzesana i bez granic. Mieszkać z nimi to czuć wolność, jednak musisz znać jej granice, które były bardzo szerokie.
  Prawo, które ustanowili pierwotni sprawiało nam wiele kłopotów, trzeba go przestrzegać inaczej czeka surowa kara na tego, kto złamał zasady. Można by o nich napisać książkę czy kodeks, zasady dla pierwotnych były święte, dla mnie już mniej, tak było kiedyś gdy Klaus spuścił mnie ''ze smyczy'' jak on to nazywa.
-Katherine! Kochana... - po schodach zszedł Elijah.
-Przyszłam tylko dowiedzieć się co tu robisz i dlaczego współpracujesz z tymi młodymi wampirami.
-Ależ Kath, wszystko wyjaśnię, usiądź.
  Usiadłam i czekałam aż coś powie.
-No i ? Nie przyszłam tu na plotki.
-A szkoda, szkoda... zależy mi na odbiciu tej ziemi, kiedyś tu był mój rodzinny dom.
-Wiem. - odparłam z uśmiechem.
-Chciałem porozmawiać o tych szczeniakach, psich pomiotach z którymi aktualnie obcujesz.
-Czemu oni cię interesują? To kundle. - parsknęłam.
-Widzisz, wadzą mi w mieszkaniu tutaj. Bronią psiego, zapchlonego terenu i prawa co stanowi dla mnie przeszkodę.
-Zabiłbyś ich gdybyś mógł.
-Próbowałem przez negocjacje, pojmać rodzinę jednego z nich ale los tak chciał, że trafiłem na dom w którym mieszkasz z tymi żałosnymi ludźmi. Powiedz, to pionki w kolejnej gierce?
-Jakiej gierce? Elijah, ja się w to nie bawię.
-Znam cię, każdy wie jaka jesteś. Legendy mówią tylko o tym...
-W nosie mam legendy, wiem jaka jestem...
-Jaka byłaś. - poprawił mnie i wstał, nalewając sobie do szklanki whiskey.
-Może i się zmieniłam, i co? Jest ostrożniej...
-Nie znałaś tego słowa.
  Zamilkłam. Wstałam i skierowałam się do wyjścia.
  Stanęła przede mną brunetka, Bethany.
-Nie będę w tym uczestniczyć. - odparłam zła. - Suń kościste, lodowate cztery litery bo chcę wyjść.
  Spojrzała na Elijah. Nie odsunęłam się ani o krok, czekałam aż mnie wypuści.
-Nie mów im gdzie jesteśmy.
-I tak was wytropią.
-To Klaus ich ustawi jak trzeba. Jest w końcu hybrydą.
  Klaus był wilkołakiem i wampirem w jednym, władał też jakimiś czarami... był bardzo silny, oczywiście dochodzi też doświadczenie 1000 lat życia na tym świecie jako wampirzysko. Był i zawsze będzie tym pierwszym do którego każdy wampir czuje respekt a czarownice chylą czoło. Spojrzałąm z niedowierzaniem na Elijah, jednak Klaus powrócił.
-Obiecaj, że włos im z głowy nie spadnie. - powiedziałam walcząc o bezpieczeństwo wilków.
-Jeśli psy również nie zaczną walki. - pojawił się Klaus.
  Zesztywniałam.
-Długo żeśmy się nie widzieli, prawda? - uśmiechnął się.
-Nie zaatakujecie.
-Jak już powiedziałem... jeśli oni nie wpieprzą się nam na głowę. - Nie powiesz mi, że nagle obchodzi cię ich los. Mordowałaś wilkołaki od kiedy cię nauczyłem sączyć z nich krew i rozrywać zapchloną sierść.
-Nie ważne. Obiecaj.
-Będziesz szpiegiem. - targował się Klaus.
-Nie będę wtyczką. Odpada. Jeśli tak stawiasz sprawę to pieprz się.
  Wściekł się, jednak nie uderzył mnie ani nie zaatakował, nie odepchnął ani nie wyrzucił. Było wiele sytuacji w których (za czasów naszego ''związku'') uderzył mnie, jeszcze gdy byłam w niego ślepo zapatrzona i nie umiałam bez niego żyć. Nadal uważa, że nie potrafię.
-Możesz wyjść. Ale przekaż wilkołakom, że mają spokój za spokój.
-Nie zgodzą się, albo będą chcieli abyście dali spokój ludziom.
-Zobaczę, co uda się zrobić. - odparł Elijah.
  Wyszłam z domu i poszłam w kierunku domów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz