-Nie możecie go zabić. - powiedziałam głównie rozpoznając w nich tylko Dominica. Rozpoznałam oczy. - Wybaczcie... ale nie możecie tego zrobić...
Pozostałe wilki zaczęły się niepokoić i denerwować.
Stefan odsunął mnie, a raczej wypchnął na bok.
-Właśnie wyruszałem w stronę Seattle po brata, ale widocznie ktoś tu mi przeszkodził. Droga Katherine, wybacz, ale nie mogę pozwolić na to, bym tracił czas.
-Nie atakujcie go! - krzyknęłam słabo.
Stefan szybko wycelował w Dominica. Wystraszona, tempem wampira osłoniłam go zanim Stefan wystrzelił. To była śmiercionośna dawka dla wilkołaka, nie zdążyłby mrugnąć zanim by łowca nacisnął spust. Trafiło we mnie. W brzuch. Uciskałam ranę, stojąc dalej o własnych siłach. Wilkołaki były zdezorientowane, a ja wściekła.
-Nie masz prawa ich zabijać! - krzyknęłam, gdy pojawił się Klaus.
-Dość tej szopki. - wyłonił się z lasu.
Wilki gdy tylko zobaczyły Klausa zaczęły szczekać i warczeć. Dominic wpatrywał się we mnie zupełnie w szoku.
-Nie możecie z nim walczyć. Nie teraz. - szepnęłam do niego tracąc siły.
-Rozumiem, że macie z nim do pogadania. - kontynuował Klaus. - Aczkolwiek muszę wam przeszkodzić, to na pewno nie łowca, którego szukacie i którego powinniście zabijać. Zapewniam, że wiecie kim jestem. - uśmiechnął się w kącikach ust. - Kiedy indziej będzie czas na walkę.
Spojrzał na mnie. Klaus... widziałam w jego oczach obojętność i chęć zabicia mnie. Wiedziałam dlaczego i skąd to się wzięło. Kolejna osoba, która mnie nienawidzi.
Pchnął Stefana do ucieczki, zwiali z niewiarygodną szybkością. Wilkołaki spojrzały na mnie jak na winowajcę. Ale nie rozumieli...
Uciskałam ranę która krwawiła coraz bardziej. Odeszłam tyłem od wilków patrząc tylko na Dominica.
-Przepraszam. - szepnęłam słabo i wykorzystując resztki sił pobiegłam przed siebie.
Niedługo po tym jak zatrzymałam się pod drzewem, przy rezydencji pierwotnych wyszedł do mnie Elijah. Zła podeszłam do niego i prawie upadłam, podtrzymał mnie bez żadnego wyrazu na twarzy.
-Wiedziałeś! Wszystko zaplanowaliście... - wycedziłam przez ból.
-O co ci chodzi?
-Nie udawaj! - warknęłam. - Jeszcze raz zbliżycie się do nich to się zacznę mścić...
-Co możesz zrobić? - parsknął.
-Oni mogą.
-Kto?
-Wilkołaki.
Elijah ukrył panikę, wziął mnie do domu i wyjął kulę która jeszcze nie zdążyła wypuścić trucizny. Nie zrobił zbyt wiele, tylko zabandażował niezdarnie miejsce. Specjalnie to zrobił.
Gdy szłam przez las uciskając ranę po przekroczeniu granicy spotkałam Dominica, jakby na mnie czekał. Nie wiedział od kogo wracam, ale nie ważne. Widziałam na jego twarzy wiele emocji... Podparłam się o drzewo i brałam głębokie wdechy.
-Przepraszam... - zaczęłam słabo, jednak mi przerwał.
-Nie podejrzewałbym cię o takie coś.
-Nic nie zrobiłam! - krzyknęłam zrozpaczona.
-Uciekł. Łowca zwiał!
-Porwał mnie, nie miałam wyboru by się mu stawiać!
Odwrócił wzrok i ciężko westchnął.
-Czemu więc cię porwał i na nas czekał?
-Przeze mnie! Wszystko jest przeze mnie! - wykrzyczałam zapłakana.
Patrzył na mnie zdziwiony moim wybuchem nagłych emocji. Nie mogłam tego ukrywać w nieskończoność.
-Myślicie, że odpowiada mi pomoc im?! Nie wiecie kim dla mnie są i co mi zrobili, nie mam najmiejszych powodów by im pomagać!
-Więc czemu obroniłaś go przed naszym atakiem?!
-Bo odbiłoby się to na waszych rodzinach, na was... nie mielibyście szans...
-Czemu nic nie mówiłaś, że jest jakiś łowca z wampirami?
-Bo nie pytałeś. Nie rozmawiasz ze mną, nie chcesz wiedzieć jacy są. Spędziłam z nimi dwieście lat w poprzednim życiu, a następnie trzysta na ucieczce przed nimi.
-Co...? - spytał zdziwiony.
Pokręciłam głową zrozpaczona.
-Oni chcą mnie. Nie chodzi o was, chcą mnie wykończyć i zająć teren który kiedyś należał do nich. - wypłakałam. - Nie mam wpływu na ich decyzje, są... są nieokrzesani! Jeśli zabilibyście Stefana cała rodzina pierwotnych by się zebrała i was powybijała! Najpierw rodziny... wiem jak to będzie wyglądało bo z moją było tak samo!
Upadłam na kolana nie mogąc wytrzymać bólu niezagojonej rany i nadmiaru emocji.
-Po prostu mnie zostawcie, nie stanie się wam krzywda. - szepnęłam.
Dominic wziął mnie na ręce, jednak ja tego wcale nie chciałam.
-Zostaw mnie... zostaw...! - płakałam.
-Nie zostawię cię. Nie w tym wcieleniu. - odparł.
W domu była nowa dziewczyna. Gdy w szpitalu zszyli mi ranę, Dominic przedstawił mi Bellę. Uśmiechnęłam się do wystraszonej dziewczyny, którą na pewno kojarzyłam. Była uderzająco podobna do Julii, jednak przecież... odeszła, nawet nie wiem gdzie teraz jest. Byłam pewna, że to ona, jednak milczałam.
-Kath! - wybiegła z pokoju Sophie przytulając mnie. - Gdzie byłaś?!
-Sophie, dasz nam chwilę? - spytał Dominic.
-Ale... stęskniłam się za nią...
Spojrzałam na nią słabo się uśmiechając.
-Obiecuję, że po rozmowie z twoim bratem coś razem porobimy.
Sophie uśmiechnęła się i dała nam czas na rozmowę.
Usiadłam na łóżku, a Dominic stał naprzeciwko mnie.
-Co chcesz wiedzieć? - spytałam.
-To co mam prawo wiedzieć.
-Jestem Katherine Pierce, kiedyś Petrova, z rodziny królewskiej... urodziłam się 1405 roku... jako człowiek... potem... poznałam Elijah, to jeden z pierwotnych wampirów. Jeden z jego braci, Klaus pragnął mnie. Oferował wiele, miał miasta,wysoką pozycję, pieniądze... sławę i dobre imię... ojciec bez namysłu wydał mnie za mąż... okazało się, że Klausowi chodziło o poślubienie mnie a wybicie mojej rodziny. Mojej części rodziny... ojciec z matką i siostrą uciekli... ale wujostwa i dalsze rodziny powybijał do ostatniej kropli wraz z rodzeństwem. Chciał port Petrovych i wszystko co mieliśmy... pragnął nieograniczonej władzy... i rozlewu krwi, wiecznej walki. Uciekłam od nich gdy uwięził mnie w komnacie. Uciekając przez las gdy zorientowali się chwilę potem o tym że mnie nie ma... Elijah mnie znalazł i wysłał do Klausa znów... nie wiedział o tym co się dzieje naprawdę... Klaus myślał że mnie zabił... zamknął w grobowcu rodzinnym... Wydostałam się gdy pomógł mi Stefan... ten łowca, który był wampirem jeszcze za tamtych czasów... rozkochałam go w sobie naiwnie i wykorzystałam do szpiegowania pierwotnych by wiedzieć czy są blisko... złapali go i zamordowali okrutnie... potem doszła do mnie wieść że... że... wilkołaki pobliskich lasów porwały moją rodzinę słysząc ich nazwisko... poszłam im na ratunek... jednak to była pułapka, zamknęli mnie i związali w jednym z pokoi, a potem po kolei na moich oczach ich przywódca odrywał im ręce i nogi, a potem głowy... - płakałam, było to ciężkie. - Uciekłam im, gdy przyszła moja kolej... Wybiłam ich wszystkich i każdego wilkołaka jakiego spotkałam na drodze... po czacie znalazł mnie Klaus i ostatecznie wykończył... urodziłam się jako Amy... moi biologiczni rodzice nie chcieli mnie, więc wysłali mnie do domu dziecka gdzie... nie było kolorowo... - pominęłam moment molestowania i bicia. - gdy podjęłam się planu ucieczki trafiłam do rodziny Gilbertów... mój ojczym był wilkołakiem a matka człowiekiem... poznali prawdę o mnie jednak wychowywali... rok temu wyprowadziłam się i uciekam od przeszłości... trafiłam tu... ale na was sprowadzam nieszczęście i niebezpieczeństwa...
Wypłakałam i zakryłam twarz dłonią.
-Przepraszam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz