niedziela, 24 lipca 2016

Od Amy


  Od kilku dni przestałam się interesować dzieckiem, które odebrał mi Lucyfer. Przez to nie miałam problemów z braćmi Emilie a nawet z Deanem i Samem uniknęłam problemów. Dziecka nie było już tydzień, Em teoretycznie nie żyje, oczywiście teoretycznie, bo nie może umrzeć, jest nieśmiertelna, ale lekarze myślą, że nie żyje...  a ja chodziłam po mieście jak królowa, robiłam co chciałam i zabijałam kogo chciałam. Oni byli zajęci ratowaniem Emilie i szukaniem bachora, a ja rozkoszowałam się zaletami bycia sukkubem, jednak powoli miałam dość bycia tym czymś i zapragnęłam wrócić do dawnej siebie, chciałam być wampirem, byli mi to winni Abaddon i Abalam, warunek mojej służby u nich był taki, że na koniec podarują mi dawną mnie. Jednak zniknęli, a problemem było ich znaleźć.
  Siedziałam z Erykiem, który bacznie mi się przyglądał. Wiedział co zrobiłam z dzieckiem, że Lucyfer je zabrał, wiedział wszystko bo mnie obserwował. Jednak milczał. Nie wiem dlaczego nic nie powiedział Deanowi, jednak chyba wiedział, że jeśli to zrobi będę bardzo zła i na porwaniu dzieciaka się nie skończy.
-Co? - spytałam lekko skrępowana.
-Jak możesz mieć to gdzieś? - spytał zaintrygowany.
  Wzięłam głęboki wdech.
-Nie zaczynaj znowu.
-Sam chce się z Tobą spotkać...
-Sam? Skąd masz z nim kontakt? - spytałam od razu lekko wystraszona. - W jakiej sprawie?
-Spokojnie, nie myślisz, że im powiedziałem... - parsknął. - W sprawie Julii, potrzebują pomocy by ją znaleźć, Samowi wydaje się, że możesz pomóc...
-Wiedzą, że jestem sukkubem?
-Tak, ale to nic.
-Kiedy i gdzie mam się stawić?
-Za dwadzieścia minut w Presidental Cafe.
  Uniosłam brwi, wstałam i zniknęłam.

  Sam już czekał, był jakiś dziwny. Usiadłam wygodnie na kanapie i spojrzałam na niego oczekując od niego dokładniejszych informacji i wyjaśnień, czemu akurat mnie potrzebują. Bo skoro Eryk mówi, że nic nie powiedział Deanowi i Samowi to musi rzeczywiście być prawda. Ufam mu jak nikomu innemu, nie mógł mnie okłamać.
-Gdzie jest Julia? - spytał, jakby myślał, że to ja ją porwałam.
-Skąd mam wiedzieć? - parsknęłam oburzona.
-To spytam inaczej... Gdzie jest Rich?
  Spojrzałam na niego, nie mogąc uwierzyć własnym uszom.
-Co proszę? - zaśmiałam się.
-Wiesz, o co mi chodzi. Wiem, że porwałaś Richa.
-W istocie, to nie ja tylko ktoś inny. Eryk wam to powiedział, co?
  Byłam wściekła, zawiedziona i... zrozpaczona. Nie mogłam sobie na to pozwolić. Nie mogłam pozwolić na to, by mnie złapali tak banalnie.
-Nie no...
  Obok nas pojawił się Eryk bez żadnego wyrazu. Nie było mu nawet przykro. Nie kochał mnie a co było najgorsze - wykorzystywał mnie jako szpieg Abaddona i Abalama. Wszystko wiedział, dosłownie wszystko. Czyli Dean i Sam wiedzieli tyle samo ile Eryk.
-Tak, powiedziałem im. Myślisz, że siedziałbym cicho? Porwałaś dziecko by odwrócić uwagę Deana i Sama od Emilie, a teraz wszystko wymknęło się spod kontroli i Lucyfer ma to dziecko.
-Tego nie mówiłeś. - odezwał się Sam, patrząc na Eryka zupełnie zdezorientowany.
  Ja, wykorzystując sytuacje przygotowałam się do ucieczki. Wampirzym tempem wybiegłam przed kawiarnie zanim się zorientowali. Pobiegłam normalnym tempem w stronę chodnika. Wyczułam zapach Deana, ruszyłam w przeciwnym kierunku i zanim zdążył zauważyć, że uciekam byłam już nieco dalej od jego impali. Jednak szybko mnie dogonił. Cholera.
  Chciałam skręcić w leśną drogę ale wyprzedził mój ruch i wjechał we mnie. Przeleciałam parę metrów i podniosłam się, wypatrując Deana.
  Usłyszałam strzał, a dopiero potem poczułam ból w prawym ramieniu. Spojrzałam na nie, a w nim kula. Znałam ją, była to werbena, przez nią zaraz powinnam stracić przytomność. Jednak nie było tak łatwo, stałam jeszcze na własnych nogach nie tracąc sił. Dean popchnął mnie na drzewo i przygniatał mnie do niego, czułam jak miażdży mi ramiona.
-Gdzie mój syn i co zrobiłaś z Emilie?! Byłaś jej przyjaciółką! Mieszałaś jej tak długo aż...
-W istocie... to nie ja mieszałam... a poza tym... mógłbyś przestać mnie zgniatać...?
-Zaraz rozwalę ci łeb.
-Wtedy nic nie powiem... - odparłam niewinnie starając się znieść ból łamanych kości.
  Przestał mnie miażdżyć, chociaż trochę, wtedy mogłam złapać oddech i zacząć się w miarę tłumaczyć.
-Dzieciaka ma Lucyfer, wrócił... bracia Emilie go przywołali... wysysając z niej moc... całą... teraz jest człowiekiem, ale nieśmiertelnym. Jest w tej śpiączce trzymana przez Lucyfera i braci, ale naprawdę nie wiem gdzie oni są, teraz działam sama. Od kiedy zwrócili mi wampiryzm w całej okazałości zniknęli wraz z ojczulkiem.
-Znajdziesz ich.
-Nie,nie znajdę. - zaśmiałam się.
  Poczułam, że tracę grunt pod nogami. Więc wyrwałam się Deanowi i uciekłam jak najszybciej mogłam w tym stanie i byłam tak daleko, że nie możliwe by mnie złapał. Spadłam z urwiska, a raczej zeskoczyłam z niego prosto do wody i tam fale wyrzuciły mnie na brzeg. Nie dam się im złapać bo to pewna śmierć zaraz gdy pomogę im odnaleźć dzieciaka. Nie mój problem... Nie zdążyłam wyłączyć człowieczeństwa... zemdlałam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz