otwieranych drzwi skupiłem wzrok na nich. Przez moment myślałem ,że widzę
zjawę, moje zmysły nie są do końca
sprawne. O ile jeszcze kilka minut temu czułem się senny, teraz byłem
całkowicie rozbudzony. Serce zabiło mi z wielką siłą, raz, drugi, trzeci.
W końcu zaczęło boleć. Chyba tak musi się czuć człowiek który zbliża się na
spotkanie z zawałem. Ręce same zacisnęły mi się na krześle. Zacisnąłem je
bardzo mocno jakbym w ten sposób miał sprawić ,że zjawa zniknie.
Nienawiść, strach, wstyd, wielka miłość, tęsknota i dzika chęć zrobienia
czegoś szalonego zaatakowały jednocześnie moją głowę bez żadnego ostrzeżenia.
Wciąż patrzyłem się na tę zjawę, i zdałem sobie sprawę ,że ona nie zniknie.
Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Zaczęła mówić. Serce nieco się uspokoiło, ale
nie mogłem wstać. Jedyne co mogłem zrobić to tępo obserwować
jej ruchy, a to za sprawą tego co mnie oblepia, i to dosłownie,
po wielu próbach walki z moimi marami postanowiłem je zmaterializować
i się udało, widzę je jako gęsty niemal galaretowaty dym, który
jest przyklejony do każdej części mojego ciała, im jest dłużej na mnie
tym bardziej twardnieje, mogę się go pozbyć skupiając swój umysł
na tym czymś ale nie na długo, mija chwila i znów pływam w swoich marach,
pozbawiają one mnie kontroli nad ciałem. Ewidentnie potrzebowałem pomocy,
nie radziłem sobie z tym sam, miałem nadzieje która obwładneła całym moim ciałem,
nadzieje na to ,że moja miłość przyszła po to aby jednym pocałunkiem jak to bywa
w bajkach pozbyć się moich problemów i ruszyć przed siebie razem nierozłącznie.
Była piękna, gdyby nie intensywne światło wpadające przez zakratowane okno,
dodające poczucia realności, mogłem pomyśleć ,że śnie.
Ale ja nie śniłem. Wszystkie zmysły wyostrzyły się, tańcząc w rytmie dzikiej muzyki.
Wydawało się ,że słyszę nawet niewielkie owady pod ścianą.
Niestety szybko przyszła i szybko odeszła zostawiając mnie.
A tak bardzo chciałem wstać, wstać i unieść ją ku górze, powiedzieć jej jak bardzo
mi jej brakuje. Pewnie myśli ,że jestem nikim, kolejnym na liście do wybicia,
kimś kogo trzeba zneutralizować ale jeszcze tego nie zrobiła bo ma do mnie sentyment,
byłem pewny ,że jeśli będę to dłużej ciągnął ona w końcu będzie musiała nasłać
na mnie kogoś kto zrobi ze mną porządek. Tak bardzo chciałem żyć bo mam dla kogo
ale zarazem tak bardzo chciałem umrzeć. Dla mnie to co robię jest potworne, nawet
jeśli nie robię tego ja tylko to coś, nie wiem czy byłbym w stanie żyć ze świadomością,
,że zrobiłem takie coś ludziom niewinnym.
W moim życiu pojawił się kolejny debiut mniej więcej 18 godzin i 24 minuty temu.
To coś co mnie oblepia nie jest wynikiem mojej hybrydy lecz to są wszystkie dusze
które pozbawiłem ciała, pierwszy raz się zdarzyło ,że się zbuntowały.
Musiałem się nauczyć jakoś je odsyłać ale na chwile obecną było to niemożliwe.
I tak tkwiłem na pseudo tronie zamknięty we własnym ciele, był to czas gdy mogłem
spokojnie opanować chaos który doprowadził do tego wszystkiego a odwiedziny Emili
tchnęły we mnie nową nadzieje, czułem ,że mogę wszystko i dam sobie radę.
Od Samma
Dziewczyna była lekka jak piórko, bez problemu wniosłem ją do domu i położyłem w osobnym
pokoju, pomyślałem ,że może potrzebować trochę prywatności po przebudzeniu.
Inna sprawa była z Adamem, był pokaźnej budowy, musiałem się nieźle spiąć ,żeby
przenieść go z auta na prowizoryczny wózek inwalidzki zrobiony z krzesła z doczepionymi
małymi kolkami. Bywa przydatny. Położyłem go na sofie, bałem się ,że stracił już
zbyt wiele krwi, manipulowałem jego ciałem jak marionetką, był strasznie zimny i nie
ocknął się ani na chwilę, może to i lepiej, bezboleśnie usunąłem mu nabój z brzucha
i opatrzyłem ranę. Wiem jak to boli gdy się zabieg wykonuje na żywca, zazdroszczę mu
,że gdy ja byłem w jego sytuacji nie zemdlałem.
Obmyłem ręce z krwi i usiadłem na krześle w kuchni tak aby kantem oka
widzieć obojga. Nerwowo pocierałem dłonie, nie mogłem się doczekać momentu
gdy któreś z nich się obudzi. Siedziałem tak parę minut aż stał się to nużące,
i zrozumiałem ,że tak od razu żadne z nich nie wstanie.
W tym czasie pojechałem do spożywczego i zrobiłem sobie kanapki,
nie zrobiłem wszystkich a już jadłem te wykonane. Trzymałem jedną w buzi gdy usłyszałem
głos skrzypiących desek, spojrzałem sie za siebie i ujrzałem dziewczynę stojącą w progu
pokoju, była roztrzęsiona oderwała wzrok od mnie i spojrzała się na Adama, chyba
myślała ,że on się już nie obudzi. Przykryłem go kocem by go ogrzać ale nie pomyślałem
,że może to wyglądać jak zakrycie zwłok.
-Nie, nie nie - powiedziałem szybko, na początku się trochę jąkając- on ,żyje, powinien
się niedługo obudzić. Jestem Sam a ty?
Spojrzała się na mnie i lekko odchyliła sine usta jakby coś szeptała ale słów nie usłyszałem.
-Nie ma się czego bać, jestem by wam pomóc.
Dziewczyna nie wyrażała chęci rozmowy.
-Widzę ,że nie jesteś zbyt rozmowna... może wody?
Nie czekałem na odpowiedz bo wiedziałem ,że jej nie otrzymam, po prostu
podszedłem do niej i przekazałem jej małą butelkę z wodą mineralną.
-Jeśli jesteś głodna to powiedz albo sama pójdź do kuchni.
Adam się obudził, próbował usiąść ale najpewniej poczuł ból, aż syknął.
Odchylił tylko głowę do tyłu by się na nas spojrzeć.
-Wyjąłeś ją?
Rana była dość blisko pasa co mogło być krępujące dla niego.

Nie odpowiedziałem ale zrozumiał ,że tak.
-Dzięki za pomoc. To jest Julia - wskazał na nią ręką, nie mówi za wiele.
Od Dean'a
Minęło wiele godzin, a moja walka wciąż trwała, gdy wszystko wydawało się być opanowane
pojawiał się mały zapalnik który wszystko niweczył, musiałem go odnaleźć,
sprawiało mi to duży kłopot, ponieważ nie było to nic co nabyłem przy przemianach
lecz coś co towarzyszyło mi całe życie, a mianowicie lęk o osoby najbliższe.
Paradoksalnie potrafiłem opanować wszystko myśląc o rodzinie ale też przez te myśli
wszystko sie burzyło. Przez całe życie bałem się o młodszego brata, byłem cholerycznie
wrażliwy na tym puncie, zawsze wszystkie jego problemy brałem na siebie, by tylko
on nie oberwał, później przyszła czas na kolejne osoby pojawiające się w moim życiu,
które straciłem bezpowrotnie, to wszystko tworzyło we mnie ten zapalnik.
Dostałem nową szanse, punkt podparcia, przypomniałem sobie słowa Emilie które wcześniej
przeleciały tylko przez poją podświadomość, byłem zbyt skupiony na samym jej wyglądzie.
Fundamentem opanowania okazały się słowa ,,mamy dziecko" i tu pojawia się kontekst jak
w bajce ale naprawdę tak niewiele potrafi zdziałać cuda, wreszcie mogłem
panować nad swoją psychiką i te wszystkie demony żyjące we mnie stały się spójna jednością.
Nie czułem już zagrożenia z ich strony, zlały się w jedno a później to jedno zespoiło
się ze mną, już ich nie było... ale wraz z tym zabiegiem poczułem napływającą moc,
krew w moich żyłach zaczęła pędzić tak szybko ,że niemal rozsadzała żyły,
czułem każde bicie serca które nasilały nacisk krwi na cienkie ścianki tętnic.
Przeszły mnie dreszcze, czułem mrowienie w stopach, w końcu mogłem stanąć o własnych nogach,
w pełni je kontrolując. Nieszczęsne dusze teraz już mnie nie dotykały jedynie krążyły dookoła,
nie odstępując mnie na krok. Moim kolejnym celem było odnalezienie Emilie, a w sumie
odwiedziny u niej. Szybki kontakt z Castielem i już wiedziałem jak mogę dostać się
do niej. Chciałem się jak najszybciej z nią zobaczyć, nie zwracałem uwagi na nic
po drodze, w wejściu do ,,jej świata" napotkałem przeszkodę w kształcie paru wartowników
którzy chcieli mnie zatrzymać za wszelką cenę lecz im się to nie udało, ominąłem ich bez
problemu po prostu idąc przed siebie. I o to w końcu stałem przed drzwiami, za którymi
kryło się tak wiele, to wszystko co mnie ominęło gdy byłem kaleką, wierzyłem ,że jestem
w stanie wszystko odkręcić, nadrobić. Marzyłem o odpoczynku od tego
wszystkiego, wspólnym, we trójkę. Nagle drzwi się otworzyły a ja poczułem spokój,
którego tak długo szukałem, widocznie w niewłaściwym miejscu. Przed mną stała Emilia

-Cześć - na przywitanie powiedziałem tylko tyle
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz