środa, 6 lipca 2016

Od Julii

Ciepło. Płomienie i głos syren dobiegający z oddali. 
Biegnę prosto w płomienie. Szukam czegoś. Kogoś. Budynek jest w rozsypce. Na dole nie mogę go znaleźć. Płomienie zaczynają mnie dosięgać. Nie waham się. Kaszle przez dym. 
Wbiegam po schodach które chwile później były już całe w płomieniach. Wbiegam na górę. Rozglądam się. Próbuję dostrzec coś miedzy płomieniami i gęstym dymem. Widzę. Słyszę. Ciche łkanie. Wbiegam do pokoju. Ledwo co oddycham. Widzę małe, drewniane łóżeczko które jest otoczone przez płomienie. Nie waham się. Przedzieram się przez groźny żywioł. Teraz słychać głośniej płacz. Owijam w kocyk małe dziecko. Czuje jak płomienie masują moje plecy. Zaciskam zęby. Nie ma drogi wyjścia. Drzwi są już w płomieniach. 
Patrzę w stronę okna. To pierwsze piętro. Uważając na dziecko dostaję się do okna. Otwieram je w jednej ręce trzymając malucha. Nie mogę oddychać. Nie waham się. Skaczę...
Upadam na plecy ratując dziecko. Słyszę głuche łamanie kości. 
Ludzie się zbiegają. Zabierają dziecko do karetki. 
-Co to za dziewczyna?-słyszę jak przez mgłę nie mogąc się ruszyć. 
Kaszlę. Dławię się własna krwią. 
-Uratowała dziecko!-dobiega mnie głos jakiejś kobiety. 
-Nie dotykaj jej! Nie poznajesz?
Każdy się boi... Potrzebuję pomocy. 


Budzę się oblana potem. Ciężko oddycham. Zaczynam płakać.
Ten sen nie odstępuje mnie od prawie 3 lat. To nie jest tylko sen. To było na prawdę. Uratowałam z płonącego domu dziecko. Niestety zmarło w szpitalu na skutek zaczadzenia. Ja także bez szwanku nie wyszłam z tego. Upadłam na plecy z pierwszego pietra aby dziecko nie odniosło obrażeń. Miałam wstrząs mózgu połączony z krwotokiem wewnętrznym oraz uszkodzone niektóre kręgi. Dodatkowo złamaną nogę w trzech miejscach. Umarłabym tam gdyby nie to że lekarze mieli rękawice. Inaczej nie dotknęli by mnie. Bali się. Nie mam im tego za złe.
Winą za śmierć dziecka oskarżyli mnie. Uważali że zabiłam go "dotykiem". Nie ważne że lekarze stwierdzili zaczadzenie. To ja byłam winna. Tylko ja. Miałam wtedy niespełna 15 lat a blizny po poparzeniach nadal są na moim ciele.
Wstałam i poszłam do łazienki. Otarłam łzy i przemyłam twarz.





Wyszłam z łazienki. Ile spałam?
Kiedy wyszłam z łazienki zobaczyłam talerz po kanapkach. Nie byłam znowu głodna ale postanowiłam posprzątać. Na razie tylko tak mogę odwdzięczyć się Samowi.
Wzięłam talerz do reki i podeszłam do drzwi. Zawahałam się jednak otworzyłam je i wyszłam na korytarz. Na początku myślałam ze nikogo nie ma dlatego pewniej skierowałam się tam gdzie wcześniej widziałam kuchnie. Dopiero tam zobaczyłam Sama.
Zatrzymałam się.
-Hej.-powiedział.-Głodna?
Robił jakieś dziwne kanapki.
-Robię tosty i pomyślałem że masz ochotę?
-Przyniosłam talerz.-powiedziałam cicho.
-Daj zaraz pozmywam.-powiedział biorąc ode mnie talerz a kiedy tylko go wziął odsunęłam szybko rękę.
Zauważył to ale nie skomentował.
-To jak? Masz ochotę?
-Nie.. ja już pójdę..-powiedziałam i zrobiłam dwa kroki w tył.
-Jak chcesz to zostań. Nie musisz siedzieć cały czas w tym pokoju.-powiedział.-Widzę że ubrania nawet pasują. Dobra. Nakładam ci tosty. Musisz trochę przybrać na wadze.
Nie wiedziałam czy mam coś powiedzieć czy milczeć. Więc milczałam.
-Poznałaś Adama w tym zakładzie?
Kiwnęłam głową.
-Długo tam z nim byłaś.
-41 dni.
-Sporo.
Poruszyłam ramionami.
-A ty ile tam ogólnie byłaś?
-1036.
-Godzin? -zapytał niepewnie ze względu na dużą liczbę.
-Dni.-powiedziałam.
Był zaskoczony.
-Masz niespełna 18 lat?-upewnił się.
Kiwnęłam głową.
-Nie jesteś za bardzo rozmowna co?
Poruszyłam ramionami.
Uśmiechnął się.
-Trzymaj.-podał mi talerz z tostami. -Usiądź na kanapie ja zaraz dołączę. Może obejrzymy jakiś film?
Film? Tak dawno nie oglądałam telewizji... W sumie prawie w ogóle.
Kiwnęłam ramionami i usiadłam na kanapie niepewna wszystkiego co się teraz dzieje. Sam dołączył do mnie po chwili.
-Smacznego.-powiedział i wziął jedna ze swoich kanapek i zaczął jeść.
Też wzięłam jedną i spojrzałam na nią.
-Ciepła.
Spojrzał się na mnie zaskoczony.
-Hmm?-zapytał.
-Jest ciepła.
-Bo takie muszą być tosty. Wtedy są najlepsze. Jak wystygną to już nie koniecznie ale też da się zjeść.
Ugryzłam. byłam zaskoczona smakiem!
-Dobrze. Dziękuję.-powiedziałam cicho.
Patrzył się na mnie.
-Może piwo?
Teraz ja spojrzałam się na niego zaskoczona.
-Co to?
No i teraz oboje byliśmy zaskoczeni.
-Taki napój. Nie powinnaś go pić bo nie jesteś jeszcze pełnoletnia ale.. ja byłem młodszy od ciebie kiedy wypiłem pierwsze.
Poszedł do kuchni i wziął dwa.
-Trzymaj. -powiedział i jakoś dziwnie otworzył swoje.
-Pomóc Ci?-zapytał.
-Tak.-powiedziałam i nieśmiało się uśmiechnęłam.
Otworzył mi piwo w puszcze.
Wypił kilka łyków ze swojego a ja spojrzałam się na swoje niepewnie. Wzięłam jednego małego łyka i automatycznie się skwasiłam.
-No i smak masz wyrobiony. Piwa nie należą do dobrych napoi ale nie są złe. -powiedział.
Napiłam się jeszcze jeden łyk. Nie było takie złe ale odstawiłam je i jadłam tosty. One były wyśmienite! Takie rozpływające się w ustach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz