poniedziałek, 11 lipca 2016

Od Julii

Musiałam się przełamać. Sam jako jedyny nie zostawił mnie. Byłam mu winna tę roznowę.
-Pierwszy raz to się stało kiedy miałam jakieś 5 czy 7 lat. Byłam dzieckiem. Moją ofiarą stała się moja matka. Rodzice przestali mnie w tego kochać.. Bo jak można darzyć pozytywnym uczuciem takie.. coś jak ja?-mówiłam-Zamknęli mnie w moim pokoju. Zrujnowałam im życie. Przez to czym jestem nie mieli już dzieci. Nie rozumiałam niczego ale oni mi mówili że powinnam być im wdzięczna że traktują mnie w tak humanitarny sposób. Nie jadłam z nimi przy jednym stole. Nie wychodziłam praktycznie z pokoju. Nie mogłam. W szkole kiedy doszły wieści o tym czym jestem nikt ze mną nie rozmawiał. Nie miałam nikogo. Koleżanki, koledzy to było nie dla mnie. Nauczyciele także mnie tfaktowali jako zagrożenie którym jestem. -przerwałam by złapać oddech.
Nie nawiązywałam z nik kontaktu wzrokowego. Głowe miałam spuszczoną i wpatrywałam się w dłonie.
-Kiedy miałam niespełna 15 lat wracałam do domu ze szkoły kiedy zobaczyłam pożar. Ktoś krzyczał. Kobieta. W domu było dziecko. Nikt nie chciał ryzykować wejścia. Nie wahałam się. Wbiegłam do płonącego mieszkania i uratowałam dziecko. Wyskoczyłam z piętra przez okno bo nie mogłam wrócić schodami. Prawie umarłam. Dziecko nie miało jednak takiego szczęścia jak ja bo zmarło w szpitalu na skutek zaczadzenia. Winę poniosłam ja. Mówiono że go zabiłam swoim przeklętym darem. Ja go słowo daje nie dotknęłam!!! Owinęłam go w kocyk... Po tym incydencie rodzice oddali mnie. Pozbyli się mnie. Dziwię się że dopiero wtedy. Zabrano mnie do ośrodka z którego wyciągnął mnie dopiero Adam.
-To straszne! Jak Ci ludzie mogli tak Cię traktować?!
-Pozwalali mi żyć. Dawali rzadko ale dawali mi jeść. Miałam dach nad głową. Byłam im wdzięczna za to.
-Ktoś kiedyś cię badał??
-Tak. Lekarze, naukowcy. Nikt jednak nie wiedział dlaczego taka jestem. Moi rodzice byli bardzo religijni. Sądzili że jestem wcieleniem samego diabła.
Przez twarz Sama przebiegł jakiś cień. Jakaś dziwna emocja. Jednak za szybko znikła bym mogła ją odczytać.
-Nie prawda. Taka już się najwyraźniej urodziłaś. Los tak chciał a ty jesteś dobrą dziewczyną. Nie jesteś czymś tak jak wczesniej siebie nazywałaś.
-Kiedy ktoś mnie dotyka powstaje między mną a tą osobą więź którą tylko ja mogę przerwać. Nie jest to łatwe. Ja odczuwam przyjemność.. Coś nie opisanego a ta druga osoba.. Cierpi. Gdyby to dłużej potrwało umarłaby.
Sam milczał a ja wreszcie na niego spojrzałam.
-Damy radę. Pomogę Ci. Znajdziemy kogoś kto Cię wyleczy albo to złagodzi.
Przytulił mnie a ja pomimo wszystko nie byłam w stanie się zrelaksować. Dotyk drugiej osoby był czymś mi nie znanym. Nie przyzwyczaję się więc do niego. Nie dopóki stanowie zagrożenie.
Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie chciałam płakać.
-Prześpij się a jak rano wstaniesz zapraszam na śniadanie.
Wstał i skierował się w stronę drzwi.
-Sam dziękuje. Jesteś pierwszą osobą która mnie nie odrzuciła. Przepraszam że Ci zrobiłam krzywdę.
-Spokojnie. Nic mi nie jest.
Wyszedł a ja zwinęłam się na łóżku łkając. Koda wskoczył na łóżko i położył się obok mnie.
Miałam teraz przynajmniej nadzieję. Sam oby źle nie zrobił nie wyrzucając mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz