niedziela, 24 lipca 2016

Od Julii

Po tygodniu spędzonym w celi szpitala psychiatrycznego straciłam nadzieje na wolność.
Tęskniłam za Samem ale nie było mi dane wydostać się z tego miejsca.
Tak myślałam. Do dzisiejszego dnia.
Przyszło po mnie dwóch mężczyzn. Zabrali mnie.
Zostałam zapakowana do samochodu i wywieziona.
Zabiją mnie.
To jedyne o czym myślałam.
Nie bałam się. Śmierć nie była mi straszna.
Jesnak to nie ten dzień kiedy będzie mi dane umrzeć.
Pojazd zatrzymał się po kilkunastu godzinach drogi a potem znowu ruszył aby po chwili zatrzymać się ponownie.
Z samochodu wyciągneło mnie dwóch żołnierzy.
Byłam w siedzibie wojska?! Co jest?!
Prowadzono mnie długim korytarzem aż w końcu zamknięto mnie w jednym z pokoi.
Było w nim tylko jedno łóżko, stolik i krzesło. Przez okno widziałam plac.
Długo siedziałam sama, zdezorientowana aż wreszcie ktoś wszedł.
-Pułkownik Dan. Przyszedłem wytłumaczyć Ci po co tu jesteś i dlaczego. Twój sekret jest nam jak najbardziej znany. Będziesz naszym projektem pt "sekretny żołnierz". Od jutra rozpoczniesz trzymiesięczne szkolenie i treningi. Zrobimy z Ciebie doskonałą broń, szpiega oraz żołnierza. Możesz czuć się zaszczycona swoją rolą jaką odegrasz. Ja będę twoim prywatnym trenerem. Tu masz mundur szkoleniowy. Pobudka jest codziennie o 4.30 rano. Bez względu na dzień tygodnia czy święto. Po ukończeniu treningu zostaniesz wysłana za granice z misją.
Patrzyłam się na niego zdezorientowana. Nawet nie wiedziałam co powiedzieć. Co mam o tym wszystkim myśleć? Nie wiem.
-Dlaczego ja?-zapytałam wreszcie.
-Ze względu na twój dar. To nie jest przekleństwo, nie kiedy nauczymy Cię jak z niego korzystać. Będziesz sama wybierała momenty kiedy będziesz go używać. A będziesz to robiła kiedy dostaniesz zezwolenie.
O tym mówiła ta siostra Emilie, Anioł? Może to moje przeznaczenie? To nie będzie złe? Nauczą mnie przecież jak z niego korzystać! Wreszcie nie będę się bać!

***

Rano zostałam brutalnie zbudzona równo o 4.30.
-30 sekunt na założenie mundurów!
Jeszcze zaspana szybko się ubierałam. Wolałam nie wiedzieć jaka jest kara za nie dostosowanie się do poleceń.
Wyszłam na korytarz. Porucznik już czekał.
-30 minut biegów a dopiero potem śniadanie!
I się zaczeło...

***

Po prawie dwóch miesiącach miałam już wpojone nawyki. Wstawałam nawet chwile przed pobudką a kiedy przychodził porucznik Dan aby mnie obudzić byłam już zwarta i gotowa. Biegi na początku strasznie mnie męczyły tak samo jak treningi a stołówkowe jedzenie wydawało się obrzydliwe. To wsysgko się już zmieniło. Pasowało mi. Rygor i funkcjonowanie jak w zegarku sprawiło że zostawiłam przyziemne reczy, zmartwienia. Liczyło się tylko ukończenie jak najlepiej treningu.
Swój dar nauczyłam się kontrolować.
Dzięki jakiemuś wynalazkowi naukowców zostawiłam mundur treningowy a teraz miałam swój własny unikalny kombinezon. Nawet miałam je cztery. Dwa moro i dwa czarne. Idealnie dopasowane do mojego już zadbanego i prawidłowo zbudowanego ciała. Dzięki temu nic nie krępowało mi ruchów.
Kombinezony te działały jak moja druga skóra. Ludzis mogli mnie normalnie dotykać w miejsca przez niego zakryte (byłam zakryta aż od kostek do szyji, dekoltu nie posiadały). Długie rękawy dodatkowo były zabezpieczone rękawiczkami działającymi tak samo.
Ludzie mogli mnie dotykać.. Ale dzięki zdolnością jakie zostały mi wpojone mogłam decydować kiedy mój dar zadziała przez kombinezon.
Jeśli nie miałam nic przeciwko ludzis mogli mnie dotykać w miejsca zakryte kombinezonsm ale jak tylko postanowiłam inaczej mój dar działał, tworzyła się więź. Nadal nie wiedziałam jakim cudem to działa ale nie przeszkadzało mi to.
Kombinezony były jak normalne ubrania tyle że kiedy chciałam nawet dotyk mnie w zakryte przez kombinezon miejsce nie był bezpieczny.
Także nauczyłam się kontrolować więzi jaloe tworzą się między mną a inną osobą poprzez dotyk. Kiedyś potrzebowałam dużo wewnętrznej siły aby przerwać więź ponieważ dawała mi ona ogromną nie do opisania przyjemność. Teraz owszem odczuwałam przyjemność ale nie oddawałam się jej.
Stałam się idealnym żołnierzem.
Za miesiąc miałam zostać wysłana do Europy.
Wiedziałam że mogę z tej misji już nie wrócić. Nie bałam się.
Nie miałam i tak do kogo wrócić.
Sam już pewnie mnie nawet nie pamięta a nawet jak tak to pewnie mnie nienawidzi za to że odeszłam zostawiając tylko list. On nie wie że zostałam uprowadzona a list nie wyszedł spod mojej ręki.
Ale może tak i lepiej?
Lepiej by mnie nienawidził niż żył z nadzieją że mnie znajdzie. Takto by się martwił a może nawet i tęsknił. W tym wypadku nienawiść wobec mnie jest dla niego lepsza.
Ja tęskniłam ale swojego losu nie mogłam odmienić.
Zmieniłam się. Z cichej, przerażonej i zmarniałej (wychidzonej) dziewczyny stałam się odważną i dobrze zbudowaną (nadal o zgrabnych kobiecych krztałtach).
Dziś były moje osiemnaste urodziny. Jednak w tym moejscu nie było to ważne. I tak ich nie obchodziło ile mam lat. Zawsze mogli mnie odmłodzić albo postarzyć dzięki fałszywym dokumentom.
Zyskałam też ksywę- Róża. Dlaczego? Stwierdzili że jestem ładna i delikatna ale kiedy się mnie dotknie potrafię "ukuć".
Dni mijały tu bardzo szybko lecz dziś sama ze sobą po swojemu "świętowałam" swoje urodziny. Nigdy nie miałam imprezy urodzinowej, składanych życzeń czy już nawet nie wspomnę o prezsntach dlatego byłam już przyzwyczajona do ovchodzenia tego dnia sama. Przynajmniej nie było mi smutno czy przykro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz