czwartek, 28 lipca 2016

Od Dominica

- No i gdzie twoja dziewczyna? - spytał sarkastycznie Flynn.
Zignorowałem go i pochyliłem się nad maską żeby dokręcić świecę. 
- Ja wiem gdzie jest - powiedział Hugo wchodząc do środka, a za nim Carl - Wróciła do swoich.
Spiorunowałem go wzrokiem.
- Poszła się po prostu przejść - mruknąłem.
- Coś długo się przechodzi - odparł Flynn - Wiesz, że gdybyś się przemienił..
- Nie - uciąłem - Nie będę jej śledził. 
- Stawiam dychę, że wróciła do pijawek - powiedział Hugo, całkowicie mnie ignorując.
- A ja, że po prostu zwiała. Miała dość naszego kochanego Dominica - uśmiechnął się złośliwie Flynn.
- Wchodzę - odparł Hugo i uścisnął sobie dłoń z Flynnem. Rozbawiony Carl przeciął im ręce. 
- Weźcie się za jakąś robotę - mruknąłem zirytowany.
- Weźmiemy - mrugnął do mnie Carl - za godzinę Alberto, Matt i Cody wracają z patrolu. Będziemy mieć chwilę tylko dla siebie Hugo.. - mruknął pieszczotliwie i pogłaskał go po policzku. 
Hugo ze zgorszeniem odepchnął jego rękę.
- Zabieraj te łapska - parsknął śmiechem i zaczęli się przepychać.
- Pedały.. - mruknął Flynn przyglądając im się rozbawiony.
- Ty się lepiej pochwal co słychać u Very - powiedziałem złośliwie.
Flynn już otworzył usta by zdać szczegółowe relacje (jak gdybyśmy nie wiedzieli siedząc cały czas w jego głowie) gdy przerwał mu Hugo.
- Są na etapie dawania sobie buziaka w policzek na pożegnanie.
Wybuchnęliśmy śmiechem, tylko Flynn zilustrował ponuro Huga.
- Ja nie przechodzę tak szybko do rzeczy jak ty - odgryzł mu się.
- Problem, że ty w ogóle nie przechodzisz do rzeczy - odparł złośliwie Hugo -  Chodzicie już ze sobą 3 miesiąc a nadal ze sobą nie spaliście. 
Flynn zrobił się czerwony i już chciał coś powiedzieć gdy wtrąciłem ugodowo.
- Mają na to czas. 
Hugo odwrócił się w moją stronę. 
- Ty Kim pieprzyłeś już po dwóch tygodniach - odparł z uśmiechem - Pamiętasz jak cały czas o niej gadałeś? I myślałeś - wzdrygnął się - Pewnego razu mi się nawet śniło że się z nią całuje...
Rzuciłem w niego brudną szmatą. 
- Ej! - zaprotestował - Za co?! Ja tylko stwierdzam fakty... 
- Albo pamiętacie naszą nocną wyprawę, gdy zawędrowaliśmy po pijaku do tego klubu w Seattle? Te dziewczyny... - mruknął rozmarzony Carl
Znieruchomiałem. Przypomniałem sobie podobną noc. Podobny wypad do 'klubu'. Znajdowała się w pierwszej dziesiątce najgorszych nocy w całym moim życiu. Może nawet była na 1 miejscu... Chociaż nie, śmierć Jose była gorsza.. 
 Było już grubo po północy, a my świętowaliśmy 'urodziny' Carla. Idąc ulicą trafiliśmy do jednej z gorszych agencji towarzyskich w tym mieście. Powiedziałbym nawet, że to był po prostu tani burdel. Tego co wtedy odkryłem nigdy nie zapomnę. Wybieraliśmy te laski jak klacze na wybiegu. Wybrałem dziewczynę o ciemnych, brązowych włosach i różowych ustach. Zawsze preferowałem brunetki. Była wyjątkowo śliczna, więc dużo kosztowała, ale dzięki mojemu kochanemu ojcu nigdy na brak pieniędzy nie mogłem narzekać, więc nie bardzo się tym przejąłem. Wyjawiła mi, że ma na imię Irmina i pochodzi z Francji. Po załatwieniu początkowych formalności, mogłem ją zabrać do któregoś z pokoi w głębi korytarza. Pamiętam minę Huga, gdy prowadził ze sobą rudą Angielkę. Gdyby nie to co stało się później, parsknąłbym bym pewnie teraz śmiechem na to wspomnienie. 
 Szliśmy przez korytarz, gdy wtedy zerknąłem przypadkowo przez szparę w uchylonych drzwiach. Do dziś zastanawiałem się, czemu nie były zamknięte. I wtedy go usłyszałem. Tak dobrze znany mi głos z dzieciństwa.
- Tak.. Tak.. Jak dobrze.. Henrick! - zawołała w uniesieniu.
Pamiętam jak znieruchomiałem. Irmina pytała co mi jest, a ja tylko wpatrywałem się w tą cholerną szparę między drzwiami. Później wydarzenia potoczyły się błyskawicznie.
Wpadłem do środka, nie zważając na protesty Irminy, ani oburzony krzyk mężczyzny.
- Co pan... - zaczął, a ja zaszokowany wpatrywałem się w moją siostrę.
Nie wiem co było najgorsze. Zobaczyć swoją siostrę nagą, czy ujeżdżającą tego obleśnego typa. Nie dopuszczałem do świadomości, że to dzieje się naprawdę. Miałem nadzieję, że to tylko koszmar z którego zaraz się obudzę. Ona nawet mnie nie rozpoznała, była tak naćpana, co stwierdziłem po okropnie rozszerzonych źrenicach. Mechanicznie podeszła do mnie na kolanach powtarzając jak w amoku 'klient... pieniądze..'
Byłem tak wstrząśnięty, że dopiero po dłuższej chwili zorientowałem się, że usiłuje rozpiąć mi rozporek. Zmieszany facet szybko się ubierał, a Irmina prosiła mnie chyba żebym przestał i poszedł z nią, pomiędzy zdaniami wtrącając francuskie przekleństwa.
Wtedy coś we mnie pękło. Ogarnięty furią uderzyłem z całej siły Sarę w twarz. Upadła na podłogę trzymając się za policzek. Irmina już nie prosiła, tylko krzyczała. Mężczyzna znieruchomiał patrząc na mnie nerwowo.
- Ty dziwko - pochyliłem się nad nią i wysyczałem - Ty szmato - splunąłem jej pod nogi. Zaczęła płakać, ale ja nie miałem dla niej litości - Wszyscy myślą, że studiujesz w Californi, dlatego nas w ogóle odwiedzasz. Mama jest z ciebie taka dumna.. Dziadek. Sophie.,, A ty,,, A ty puszczasz się za pieniądze, których nigdy ci nie brakowało.
Jeśli cokolwiek do niej dotarło nie pokazywała tego po sobie, płacząc skulona na podłodze. Patrzyłem na nią z nienawiścią i zgorszeniem i cofałem się powoli. Chyba już ktoś zawołał ochronę. Gdy zauważyłem kątem oka, jak ten koleś pospiesznie wychodzi, krzyknąłem wściekły.
- Stój tchórzu!
Pamiętam tylko jak biłem go w amoku, a później rzuciłem się na ochronę. To chłopaki odciągnęli mnie w ostatniej chwili. Ostatnią rzeczą jaką widziałem, zanim na siłę wypchnęli mnie z budynku, to jak karetka zabierała zmasakrowanego faceta, moją siostrę i paru ludzi z ochrony. Sam byłem nieźle poturbowany, ale najbardziej nie bolały mnie rany, które szybko miały się wygoić. Najgorzej było z psychiką. Nadal nie dopuszczałem do siebie świadomości, że to się stało.
Oczywiście wkrótce potem zostałem wezwany na rozprawę. Wywinąłem się od więzienia tylko dlatego, że ojciec wpłacił wysoką kaucję, za co byłem równie wściekły.
Tamtej nocy ostatni raz widziałem Sarę i choć minęły prawie 2 lata, moja nienawiść nie zmniejszyła się ani trochę. Rodzinie oczywiście nic nie powiedziałem. Z czasem przestali otrzymywać jakiekolwiek wiadomości od niej i żyli w przekonaniu, że Sarah znalazła nowe lepsze życia i po prostu o nich zapomniała.
- Dominic... Co z tobą? - przerwał moje rozmyślania zaniepokojony Flynn. Podniosłem powoli wzrok.



Chyba zorientowali się o co chodzi, bo Carl złapał się za głowę.
Bez słowa minąłem ich i przemieniłem się na zewnątrz, pozostawiając za sobą skrawki ubrań. Wbiegłem między drzewa, starając się nie myśleć o tym wszystkim. Chłopaki dobrze wiedzieli co się ze mną dzieję, ale nie mówili nic. Widocznie Matt rozkazał im zostawić mnie w spokoju.
Nawet nie wiem ile szwendałem się po lesie bez celu.  Zbliżał się już wieczór i zaraz miałem objąć swój patrol. Ochłonąłem trochę i zacząłem się powoli zbierać do powrotu gdy wtedy usłyszałem rozkaz Matta.
- Do mnie, wszyscy, natychmiast. 
Wyczuwałem jego złość, a Matt rzadko się wściekał. Gdy już się zbliżałem do polany, na której postanowił przeprowadzić zbiórkę, usłyszałem jego myśli.
Łowca.
Przyspieszyłem, słysząc już swoich kompanów. Gdy dotarłem na miejsce, trochę się przeraziłem. Stanęliśmy wszyscy wokół Matta. Był wściekły.
- Podejrzewam, że ma coś wspólnego z tym, który zabił.. Jose - warknął obnażając zęby.


Zapanowało niemałe poruszenie. Każdy pragnął zemsty. Ja i Matt chyba najbardziej. Ostatnio żadni łowcy nie zapuszczali się w te rejony, a trudno nam było ich tropić wychodząc z lasu. Ale teraz... przeczuwałem że tropił nas. Nie zdawał sobie sprawy, że jesteśmy dużo silniejsi niż kiedyś.
- Znaleźliśmy jego ślady. Był tu tamtej nocy. Prawdopodobnie chciał zbadać sytuacje - odezwał się Alberto.
Wampiry odpuściły na jakiś czas, a pojawił się nowy problem... problem który z przyjemnością byliśmy w stanie rozwiązać. Pomyślałem tylko o rodzinie i... Kath. Oni całe szczęście wyjechali rano do Jack'a, ale Katherine... Nawet nie wiedziałem gdzie może się znajdować.
Podniosłem się zdeterminowany, też obnażając zęby.



Postanowiłem, że najpierw ją odszukam, a później wraz z chłopakami zaplanujemy wszystko i... wykończymy łowce tak jak on kiedyś wykończył mojego brata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz