środa, 20 lipca 2016

Od Amy

  Abaddon i Abalam byli słabi, nie mówili mi co się stało, traktowali mnie jak służącą, sekretarkę, paniusią na posyłki. Nie dziwiło mnie to, jako sukkub byłam na swoim miejscu przy swoich panach. Zgrabnie przebiegałam między Deanem, Samem, Julią a Emilie, szpiegowałam ich i szło mi to jak z płatka. Dean ani Sam niczego ode mnie nie wyczuwali, sukkubów z reguły się nie czuje, nie wyłapuje. Jesteśmy tak zamaskowane że robimy wszystko jak prawdziwi specjaliści. Może dlatego jestem w miarę cenna dla Abaddona i Abalama... 
  Gdy tylko weszłam do opuszczonej kamienicy na przedmieściach, zauważyłam w środku porozrzucane gazety, część była zakrwawiona, części ciała ludzi, Abalam właśnie rozszarpywał kobietę. Nie dziwiło mnie to. Uwielbiał je uwodzić, sprawiać sobie przyjemność a potem jeszcze większą czerpał z martwego ciała płci przeciwnej. Był przeciwieństwem Abaddona, on działał powoli, z rozsądkiem. Abalam zupełnie tracił głowę dla mordowania i cierpienia, nie był wcale taki cierpliwy. 
-Cholerny Dean i jego braciszek. - odparł Abaddon bawiąc się ostrymi nożami które obijał ''siłą woli'' o betonowy,zdarty sufit. - Trzeba ich sprzątnąć.
-Może lepiej rozproszyć? - spytałam.
  Spojrzał na mnie pytająco, przestał obijać noże o sufit i tylko obserwował jak moje dłonie delikatnie zaczynają drżeć. 
-Rozproszyć? 
-Odwrócić uwagę...
-ZOSTAW MNIE! AAAAA! PUŚĆ! NIE RÓB TEGO, PROSZĘ! AAAAAAAA! - krzyczała przeraźliwie kobieta tuż obok. 
-Abalam! Do cholery, zabij ją, mamy większe, ważniejsze sprawy niż jej żałosne zawodzenie. - machnął ręką Abaddon i skręcił jej kark. 
-Rozkręcałem się. - zaśmiał się Abalam i rzucił jej martwe ciało na podłogę. 
  Słyszałam nieprzyjemny dla uszu gruchot kości. 
-Kontynuuj, moja droga. - spojrzał znów na mnie starszy brat, mówiąc bardzo spokojnie i delikatnie. 
-Można odwrócić uwagę jednego z nich, wplątać w coś...
-Co masz na myśli?
-Zajmę się tym, jeśli tylko mi na to pozwolisz, panie. 
-Intrygujesz mnie, Amy... coraz bardziej... No dobrze, zaufam ci. Oby to nie było nic co sprowadzi na nas zgubę.
-Nie sprowadzi. Nikt się o niczym nie dowie. Zniknijcie z powierzchni Ziemi.O to proszę.
-Jak mamy to zrobić? - parsknął Abalam. - Piekło dla nas jest niedostępne... na razie... - uśmiechnął się. 
-Przecież możecie ruszyć głową. Nic nie będziecie mieli wspólnego z moim planem i będziecie czyści jak łza. Robię swoje. Mogę odejść Panie?
-Idź. - machnął ręką i zjawiłam się pod domem wielkiego ''pana'' Winchestera. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz