Gdy tylko weszłam do opuszczonej kamienicy na przedmieściach, zauważyłam w środku porozrzucane gazety, część była zakrwawiona, części ciała ludzi, Abalam właśnie rozszarpywał kobietę. Nie dziwiło mnie to. Uwielbiał je uwodzić, sprawiać sobie przyjemność a potem jeszcze większą czerpał z martwego ciała płci przeciwnej. Był przeciwieństwem Abaddona, on działał powoli, z rozsądkiem. Abalam zupełnie tracił głowę dla mordowania i cierpienia, nie był wcale taki cierpliwy.
-Cholerny Dean i jego braciszek. - odparł Abaddon bawiąc się ostrymi nożami które obijał ''siłą woli'' o betonowy,zdarty sufit. - Trzeba ich sprzątnąć.
-Może lepiej rozproszyć? - spytałam.
Spojrzał na mnie pytająco, przestał obijać noże o sufit i tylko obserwował jak moje dłonie delikatnie zaczynają drżeć.
-Rozproszyć?
-Odwrócić uwagę...
-ZOSTAW MNIE! AAAAA! PUŚĆ! NIE RÓB TEGO, PROSZĘ! AAAAAAAA! - krzyczała przeraźliwie kobieta tuż obok.
-Abalam! Do cholery, zabij ją, mamy większe, ważniejsze sprawy niż jej żałosne zawodzenie. - machnął ręką Abaddon i skręcił jej kark.
-Rozkręcałem się. - zaśmiał się Abalam i rzucił jej martwe ciało na podłogę.
Słyszałam nieprzyjemny dla uszu gruchot kości.
-Kontynuuj, moja droga. - spojrzał znów na mnie starszy brat, mówiąc bardzo spokojnie i delikatnie.
-Można odwrócić uwagę jednego z nich, wplątać w coś...
-Co masz na myśli?
-Zajmę się tym, jeśli tylko mi na to pozwolisz, panie.
-Intrygujesz mnie, Amy... coraz bardziej... No dobrze, zaufam ci. Oby to nie było nic co sprowadzi na nas zgubę.
-Nie sprowadzi. Nikt się o niczym nie dowie. Zniknijcie z powierzchni Ziemi.O to proszę.
-Jak mamy to zrobić? - parsknął Abalam. - Piekło dla nas jest niedostępne... na razie... - uśmiechnął się.
-Przecież możecie ruszyć głową. Nic nie będziecie mieli wspólnego z moim planem i będziecie czyści jak łza. Robię swoje. Mogę odejść Panie?
-Idź. - machnął ręką i zjawiłam się pod domem wielkiego ''pana'' Winchestera.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz