czwartek, 28 lipca 2016

Od Kath

  Zdziwiłam się, gdy na drodze stanął mi Eryk. Chciał tylko porozmawiać. Zmrużyłam oczy, niepewnie się na niego spojrzałam i zgodziłam się. Przy okazji podwiezie mnie do domu Dominica. Siedział, dumny z siebie i zadowolony. Emilie musiała wygadać nie tylko Stefanowi moje miejsce pobytu, ale także Erykowi. Suka.
  Nagle zamknął wszystkie drzwi. Nie pokazywałam paniki, wręcz przeciwnie. Zbliżyłam się do niego.
-Nie musisz tego robić... nie jest dla nas jeszcze za późno... Wypuść mnie... zmieniłam się...
-Nadal nieźle idzie ci kłamanie.
-Nie kłamię, czy ja cię kiedyś okłamałam?
  Zatrzymał samochód i spojrzał na mnie.
-O czym chciałeś porozmawiać?
-O tym, gdzie Lucyfer się ukrywa.
-Ale mówiłam Emilie, że nie wiem. - odparłam niewinnie.
  Zły spojrzał znów na mnie.
-Jak się bawisz w towarzystwie wilkołaków? Jaki w tym twój cel?
-Czemu wszyscy uważacie, że mam w tym jakiś cel? - spytałam rozbawiona. - To, że kiedyś byłam jaka byłam nie znaczy, że teraz taka jestem.
  Przed samochodem przemknęła znajoma mi wataha, a raczej jej część.
-Wypuść mnie. - zażądałam.
-Co?
-WYPUŚĆ!
  Otworzył drzwi i wybiegłam za nimi. Biegli tam, gdzie był dom pierwotnych. Znowu coś zrobili?!
  Jednak w połowie drogi skręcili w inną stronę, mogłam się uspokoić. Wyczułam krew, to zmusiło mnie do odwrotu. Spojrzałam w prawo i tam poszłam, za zapachem który był dla mnie tak kuszący, że nie mogłam się powstrzymać. Podeszłam do miejsca zdarzenia, leżała tam martwa sarna. Zbliżyłam się do Elijah zła.
-Wiedziałem, że za zapachem krwi przyjdziesz. Jednak coś z Katherine w sobie masz.
-Czemu to robisz?
  Odwrócił się do mnie z uśmiechem.
-Bo kiedyś byłaś mi bliska, nieprawdaż? Pamiętasz jak bardzo cię kochałem?
-Pamiętam też, jak mnie zdradziłeś i wydałeś Klausowi na pewną śmierć.
-Przecież uciekłaś.
-Ale nie zmienia to faktu co naprawdę zrobiłeś.
-Nie wiem, dlaczego uważasz, że to grzech. Sama popełniałaś wiele podobnych.
-Owszem. Ale nie zdradzałam osoby, którą kochałam.
-Bez wzajemności?
  Zamilkłam.
-To co innego, Elijah.
-Zdradzałaś wiele mężczyzn którzy byli w tobie szaleńczo zakochani, wykonywałaś wszelakie rozkazy różnych zabójstw na zlecenia podając się za mężczyznę, mordowałaś osoby, które cię kochały i oddały by za ciebie życie. Bez wzajemności. Prawda? - spytał, z szerokim uśmiechem. - Miałem więc prawo, tak jak i ty cię zdradzić.
-Mściłeś się za to, że wybrałam Klausa.
-Nie wybrałaś go, zmuszono cię do wyjścia za niego bo miał najwięcej do zaoferowania twoim rodzicom.
-Przecież potem ich zamordował, nie gra tu roli moja dawna rodzina.
-Była to rodzina królewska. Klausowi chodziło o władzę, podporządkowanie się mu w 100% było najlepszym wyjściem dla naszej rodziny.
-Co z tego mieliście? Uciekłam gdy nadarzyła się okazja a wy nawet nie kiwnęliście palcem by mnie odnaleźć. Nie kochałeś mnie.
-Kpisz z mojej miłości do ciebie a następnie robisz mi z jej powodu wyrzuty dlaczego cię nie ratowałem? - parsknął.
-Gdybym umiała kochać wyglądało by to inaczej.
-A nie potrafisz kochać?
-Wtedy było inaczej, miałam wyłączone człowieczeństwo.
  Zamilkł.
-Możesz się nakarmić. Te psy nie zauważą.
-Nie chcę. - odparłam powstrzymując się.
-I tak ich zdradzisz, prawda? - spytał przekonany.
-Nie. Nikogo nie zdradzę.
-Robiłaś to całe swoje życie, całe 600 lat od kiedy wyszłaś na ten świat, wszyscy wiedzieli kim będziesz.
-Wierzyliście starej, zgrzybiałej jasnowidzącej kobiecie która była ślepa na jedno oko. I stąd wiedzieliście? - roześmiałam się. - Uważaliście mnie za diabła, za najgorszą rzecz na świecie. Nawet nie za człowieka...
-Nie byłaś człowiekiem.
-Urodziłam się nim! Byłabym normalna, gdyby nie Klaus! Gdyby nie wy.
-Zdaje się, że łowca powrócił do lasów. Wie kim jesteśmy, więc będzie się bał nas dotknąć... ale ty bądź czujna. Łowcy wiedzą kim jesteś, nienawidzą nas i ciebie. Jesteśmy smakowitym kąskiem dla nich.
  Złapałam go za ramię i spojrzałam zła w oczy.
-Nie próbuj nawet mieszać, jasne? Bo od razu będę o tym wiedzieć.
-Komu grozisz? Zastanowiłaś się chociaż? - parsknął i odszedł.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz